Muszę!
Jeszcze tylko muszę dokończyć kilka spraw i będę mógł realizować własne marzenia.
Muszę wypełnić te formularze, aby dostać pożyczkę z banku.
Muszę zarabiać dużo pieniędzy, aby było mnie na to stać.
Kochanie, muszę jeszcze to dokończyć, a potem będę miał czas tylko dla ciebie.
Muszę zastanowić się, co powinienem robić w życiu.
Rozkleiłem się – muszę się wziąć w garść.
Muszę się skoncentrować na sobie i na swoich potrzebach.
Muszę pomyśleć o swoim zdrowiu.
Muszę zacząć uprawiać jakiś sport.
Muszę ćwiczyć każdego dnia.
Muszę dokończyć ten raport.
Muszę się skoncentrować na zadaniu.
Muszę nadgonić zaległości.
Muszę wziąć się do roboty.
Muszę przeczytać tę książkę.
Muszę obejrzeć ten film.
Muszę posłuchać tej piosenki.
Musze się z nim spotkać.
Muszę to zobaczyć.
Muszę tam pojechać.
Muszę kupić to
Muszę kupić tamto.
Muszę zrobić.
Muszę zamówić.
Muszę dostarczyć.
Muszę napisać.
Muszę skończyć.
Muszę zacząć.
Muszę wstąpić.
Muszę wystąpić.
Muszę zastąpić.
Muszę przystąpić.
Muszę to.
Muszę tamto.
Muszę siamto.
Muszę owamto.
Muszę…
Muszę…
Muszę…
Muszę…
Muszę…
Nieeee!
.
.
Nie!
.
.
Nie.
Nic nie muszę!
Ja mogę.
Ja chcę.
Po prostu chcę to zrobić… i to robię.
Wszyscy, po prostu chciejmy.
Pozdrawiam,
Sławomir Żbikowski
Droga do "Dobrego Taty" | Komentarzy (0)Zabawy rodzinne
Do pobrania bardzo ciekawa broszura zawierająca szereg pomysłów na ciekawe rodzinne zabawy. Broszura powstała z inicjatywy Projekt Kolory Kultury.
http://www.box.com/s/ft3o3zs4kt1jxbnnuyh8
Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:
- zabawy rodzinne
- ciekawe zabawy rodzinne
- Cikawe zabawy rodzinne
Bajka o Zygzaku McQueenie 2
Moi synowie prosili, abym koniecznie opowiedział im kolejną opowieść o Zygzaku McQueenie. A ponieważ mnie nie trzeba długo namawiać, więc opowiedziałem:
Była cicha wigilijna noc. Za oknem, w blasku księżyca widoczne były jedynie spadające z nieba i niesione podmuchami wiatru, płatki śniegu. Cała okolica pogrążona była we śnie. W mieszkaniu panowała ciemność. Słychać było jedynie oddechy śpiących domowników oraz tykanie ściennego zegara. Wszyscy pogrążeni byli we śnie, gdy nagle… Z kuchni zaczęły dochodzić niepokojące odgłosy. Zerwałem się z łóżka, aby sprawdzić co się dzieje. „Najwyraźniej piec się popsuł” – pomyślałem, gdyż z jego wnętrza dochodziły odgłosy przypominające zgrzytanie metalu o metal. „Niedobrze” – pomyślałem zmartwiony – „Święta, a tu taka awaria.”
Już miałem wyłączyć piec z kontaktu, gdy nagle usłyszałem, że hałas jakby przeniósł się ze środka pieca, do rury kominowej. Zacząłem nasłuchiwać uważniej. Nie myliłem się. Zgrzytanie wyraźnie przesuwało się w górę – coraz wyżej i wyżej. W końcu hałas ucichł. Odsapnąłem na moment, ale wciąż zastanawiałem się co też to mogła być za dziwna usterka, która najpierw tak nagle się pojawiła, a potem w tak dziwny sposób uszła przez komin.
Właśnie miałem zamiar wrócić do łóżka, gdy ponownie usłyszałem niepokojące dźwięki. Tym razem był to jakiś rumor dochodzący z kanału wentylacyjnego. Dźwięk ten, z każdą chwilą, nasilał się i stawał coraz głośniejszy. Ze strachem patrzyłem na kratkę wentylacyjną, ręką szukając czegoś czym mógłbym się bronić przed zbliżającym się niebezpieczeństwem.
Nagle kratka poruszyła się. Przez chwilę coś, albo ktoś nią poruszał. Aż w pewnym momencie wypadła z otworu i z hukiem upadła na kuchenny blat. W dziurze natomiast ujrzałem coś czerwonego. Przetarłem oczy. Był środek nocy, wigilia, coś czerwonego, próbuje dostać się do mieszkania przez komin od pieca, a kiedy mu się nie udaje, włazi przez komin wentylacyjny. To nie mógł być nikt inny, tylko… Święty Mikołaj. Nie miałem pojęcia co mam robić. Czy położyć się do łóżka i udawać, że śpię, czy czekać na tego miłego staruszka i przywitać go w naszym domu jako wyczekiwanego gościa? Nie miałem zielonego pojęcia co począć. Raz jeszcze spojrzałem na czerwoną plamę wyłażącą z dziury i… „Rany” – pomyślałem – „To wcale nie jest żaden Święty Mikołaj”. To coś owszem było czerwone, ale ani nie miało nóg z czarnymi butami, ani nie miało białej brody, a na dodatek, było metaliczne i połyskujące. Szybko włączyłem światło i… Ujrzałem czerwoną karoserię z żółtymi błyskawicami po bokach.
- McQueen? Co ty tu robisz? – wykrzyknąłem od razu.
- Cześć Sławek! Chciałem ci zrobić niespodziankę. I przynieść po kryjomu prezenty. Ale chyba za wcześnie wpadłem, bo ty jeszcze nie śpisz.
- Wyobraź sobie, że spałem, ale obudził mnie jakiś hałas.
- Naprawdę? Ja nic nie słyszałem. – Zygzak zrobił minę niewiniątka. – A tak przy okazji, twój komin jest jakiś przytkany. W ogóle nie mogłem się przez niego przecisnąć.
- Wyobraź sobie, że wciskałeś się do pieca gazowego, a nie do kominka. – odpowiedziałem z narastającą złością.
- A! To sporo wyjaśnia. – Powiedział McQueen jakby nigdy nic. – No ale gdzie masz swoją choinkę, bo nie mam czasu. Zostawiam prezenty dla chłopaków i frunę dalej.
I tak też zrobił. Zostawił paczuszki pod choinką i znowu zaczął się wdrapywać do wentylacji.
- Jak wyjedziesz przez drzwi, to będzie ci łatwiej. – powiedziałem wskazując ręką w kierunku wyjścia.
- No tak, masz rację. – Zygzak podjechał do drzwi i wywalił je z zawiasów myśląc, że otwierają się do góry jak drzwi od garażu. Potem przeprosił za szkody, przybiliśmy sobie piątki i odjechał.
Zanim się położyłem musiałem jeszcze naprawić zawiasy i wstawić drzwi z powrotem. W końcu jednak poszedłem spać.
- A my się nie obudziliśmy, jak był u nas Zygzak? – zapytał jeden z moich chłopców.
Nie. Wy spaliście jak susełki. Dopiero rano wpadliście do salonu i zobaczyliście prezenty pod choinką. No i wtedy dopiero się zaczęło. Podarki od McQueena były naprawdę niezwykłe.
Prezent Kacpra był ogromny. Ledwo mieścił się pod choinką. Odpakował wielkie pudło, a w środku było kolejne. Rozpakował i to, a w nim znajdowało się jeszcze jedno. I tak rozpakowywał pudło za pudłem, aż w końcu pozostało malutkie pudełeczko, takie w jakich wręcza się narzeczonej pierścionek zaręczynowy. Otworzył je, a z pudełka wyskoczył prawdziwy helikopter, który ledwo się zmieścił w naszym domu.
Jednak jeszcze większy problem miał ze swoim prezentem Szymon. Dostał on maleńkie pudełeczko. Trochę zrobiło mu się żal, że Kacper ma takie wielkie pudło, a on takie maleńkie. No ale w końcu je odpakował. Pamiętam jego minę, gdy znalazł wewnątrz malutki orzeszek laskowy. Miał zamiar wyrzucić go w kąt. Jednak nie zrobił tego. Poszedł po tłuczek do mięsa i rozbił skorupkę. Jakież było jego zdziwienie, gdy w środku znalazł orzech włoski. Znowu rozbił skorupkę, a w środku znajdował się orzech kokosowy. Walił tym swoim tłuczkiem i walił, ale orzech nawet nie drgnął. W końcu pobiegł po piłę do drzewa, aby go przepiłować. Jednak, kiedy mu się w końcu udało, okazało się, że w środku znajduje się jeszcze większa kula. Tym razem nie pomogła ani piła, ani nawet piła spalinowa. W końcu musiał wezwać na pomoc walec drogowy. Pod jego ciężarem kulka w końcu pękła. A w środku Szymon znalazł swój wymarzony prezent. Śnił o nim od lat, aż tu nagle znalazł się w tej wielkiej kuli.
To były niezapomniane święta z Zygzakiem McQueenem.
Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:
- bajka o zygzaku
- zygzak mcqueen bajka
- bajki zygzak 2
Wiek emerytalny kontra polityka prorodzinna
Witam.
Dziś postanowiłem złamać jedną ze swoich zasad i wypowiedzieć się na temat związany z polityką. Z reguły nie interesuję się tymi sprawami i staram się nie wypowiadać na ten temat. Zdarza się nawet, że przez wiele tygodni wcale nie oglądam wiadomości, aby się nie stresować. Takie zachowanie może się wydać ignorancją lub brakiem zainteresowania sprawami kraju w którym żyję. Dla mnie jest to jednak sposób na bycie znacznie szczęśliwszym człowiekiem
.
A więc wracam już do meritum sprawy. Otóż swoją zasadę niewypowiadania się na tematy polityczne złamię przy okazji mającej obecnie miejsce dyskusji na temat podwyższenia wieku emerytalnego. Premier Tusk argumentuje tę decyzję tym, że społeczeństwo polskie starzeje się. Popiera ją badaniami statystycznymi, które mówią, że w roku 2050 liczba mieszkańców w Polsce spadnie poniżej 30 milionów. Ponadto znacznie zwiększy się odsetek ludzi w podeszłym wieku.
Oczywiście trudno podważać tę argumentację. Takie są po prostu prognozy. Ale czy te prognozy muszą się sprawdzić, to jest już zupełnie inna sprawa.
Z innych danych statystycznych [1] wynika, że tylko 10% małżeństw deklaruje, iż chce mieć jedno dziecko, a zaledwie 2% z nich, deklaruje, że nie chce mieć żadnego dziecka. Większość małżeństw (50%) preferuje dwójkę dzieci, a 23%, że chciałoby mieć trójkę dzieci.
Takie są preferencje rodziców. Fakty jednak są znacznie inne. Otóż w rzeczywistości 25% rodzin posiada zaledwie jedno dziecko. W efekcie ilość dzieci przypadająca na statystyczną Polkę wynosi około 1,3. Z czego to wynika? Wynika to z faktu, że rodzin nie stać na utrzymanie licznego potomstwa. Młodzi ludzie planując rodzinę muszą brać pod uwagę rosnące koszty utrzymania i własną zdolność zarobkową. Duża część małżeństw rezygnuje z kolejnego potomstwa właśnie z powodów finansowych.
Czy naprawdę słusznym jest podejście, w którym władze naszego kraju przygotowują prognozy na 40 lat do przodu, a następnie na ich podstawie starają się, przygotować kraj na oczekiwane skutki? Moim zdaniem znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby inne podejście. Mam tu na myśli takie podejście, które sprawi, że prognozy okażą się błędne. Takim podejściem jest przeciwdziałanie opisanej w prognozach sytuacji. A można to osiągnąć stosując wzmożoną i skuteczną politykę prorodzinną.
W chwili obecnej nasz rząd nie stara się zbyt dobrze w tej właśnie sferze. Nasza polityka prorodzinna wygląda tak:
-
Mamy jednorazową zapomogę od państwa, czyli tzw. becikowe (1000 zł – kwota po prostu śmieszna),
-
Dla najbiedniejszych jest przewidziane tzw. drugie becikowe (kolejne 1000 zł),
-
No i jest jeszcze ulga podatkowa na dzieci, którą nasz kochany rząd chce nam wkrótce zabrać.
Jednym slowem „tylko płodzić dzieci!”. Ponadto brakuje takich instytucji jak żłobki i przedszkola, a kobiety, które idą na urlopy macierzyńskie i wychowawcze, nie mają pewności, czy po powrocie nadal będą miały zatrudnienie w swojej firmie. Sprawa nie wygląda więc różowo.
Moim zdaniem rząd powinien zrobić wszystko co w jego mocy, aby tę tragiczną sytuację jak najszybciej naprawić. Uważam, że niezbędne jest wprowadzenie prawdziwych udogodnień dla rodzin wielodzietnych. Można skorzystać z doświadczeń takich krajów jak choćby Francja, gdzie rodziny z trójką i więcej dzieci, uważane są za rodziny wielodzietne i mają z tego powodu wiele ulg (tańsze bilety w kinach, na basenie itd., ulgi podatkowe, mniejsze opłaty za szkoły, mieszkania itp.). Takie rozwiązania wydają się mieć znacznie większy sens, od tego co proponują nasze władze. Ponadto, uważam, że w ramach polityki prorodzinnej poprawie powinna ulec sytuacja prawna zatrudnionych kobiet będących w ciąży, na urlopach wychowawczych i macierzyńskich, a także sytuacja związana z ilością żłobków i przedszkoli, oraz z wysokością opłat za te instytucje – o ich poziomie nie wspominając.
Skuteczna polityka prorodzinna, w moim przekonaniu, jest jedyną metodą na to, aby do 2050 roku utrzymać liczbę mieszkańców na stałym poziomie. Tylko niech nasze władze przejrzą w końcu na oczy i pomogą obywatelom mieć tyle dzieci ile chcieliby mieć!
Pozdrawiam
Sławomir Żbikowski
PS.
Dane statystyczne [1] zaczerpnąłem z broszury Praca Polska 2010, opracowanej przez firmę S)partner.
Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:
- co sądzicie o naszej polityce prorodzinnej?
- www emerytura waw pl
- wiek emerytalny polityka prorodzinna
Rzeczowniki i przysłówki
„Nadzieja jest matka wiary.”
Cyrus Augustus Bartol
Parę lat temu postanowiono zatrudnić nauczycielkę z państwowej szkoły, która miała odwiedzać dzieci w dużym szpitalu miejskim i pomagać im w nauce. Chodziło oczywiście o to, żeby pokrzywdzone przez los dzieci nie zostawały w tyle ze szkolnym materiałem i nie miały problemów, gdy wrócą do szkoły.
Któregoś dnia ktoś zadzwonił do nauczycielki i jak zwykle poprosił, aby odwiedziła w szpitalu pewnego chłopca. Spisała wiec jego imię, nazwisko i numer szpitalnej Sali. Rozmawiający z nią nauczyciel powiedział, że przerabia teraz z uczniami w klasie rzeczowniki i przysłówki.
- Byłbym wdzięczny – dodał nauczyciel – gdyby pani pomogła mu w zadaniach domowych, żeby chłopak nie zostawał w tyle.
Dopiero gdy nauczycielka weszła już do szpitalnego pokoju, w którym przebywał chłopiec, zdała sobie sprawę, że jest właśnie na oddziale dla ciężko poparzonych. Nikt wcześniej nie przygotował jej na to, co miała zastać po drugiej stronie drzwi. Zanim pozwolono jej wejść, musiała włożyć sterylny fartuch i czepek, aby uchronić dziecko przed infekcją. Powiedziano jej, żeby nie dotykała ani chłopca, ani nawet jego łóżka. Mogła tylko stać obok i mówić do niego przez maskę, którą również kazano jej włożyć.
Kiedy już w końcu umyła ręce i włożyła stosowne nakrycie, wciągnęła głęboko powietrze i weszła do Sali. Zobaczyła małego, strasznie poparzonego chłopca, który bardzo cierpiał. Nauczycielka poczuła się dziwnie nieswojo i niezręcznie. Nie wiedziała co powiedzieć w takiej chwili. Ale zabrnęła już za daleko; przyszła ty, więc nie było czasu, żeby odwrócić się i wyjść. W końcu zdołała wypowiedzieć dwa krótkie zdania:
- Jestem specjalną nauczycielką, która odwiedza dzieci w szpitalach. Twój nauczyciel przysłał mnie, abym pomogła ci w nauce rzeczowników i przysłówków.
Gdy jej wizyta dobiegła końca, nauczycielka pomyślała, że nie była to jej najbardziej udana lekcja.
Następnego ranka, gdy przyszła ponownie do szpitala, jedna z pielęgniarek zatrzymała ją i zapytała:
- Co pani zrobiła z tym chłopakiem?!
Nauczycielka spojrzała na nią zaskoczona, a po chwili zaczęła się tłumaczyć i przepraszać. Ale zanim skończyła, pielęgniarka przerwała jej.
- Nie, nie… pani mnie źle zrozumiała. Tak bardzo się o niego martwiłam… już myślałam… Ale od wczoraj to już nie ten sam chłopiec. Teraz zaczął walczyć o siebie, chce się leczyć i reaguje na terapię… To po prostu tak, jakby nagle zaczął wierzyć, że będzie żył… I ze wszystkich sił tego pragnie.
A znacznie później sam chłopiec powiedział, że kiedy już zupełnie stracił nadzieję i czuł, że umiera, zobaczył ową nauczycielkę. I wtedy nagle wszystko się zmieniło, życie nabrało kolorów, a on zdał sobie sprawę z prostej, oczywistej rzeczy.
Mały, ciężko poparzony chłopiec, który stracił już wszelką nadzieję, powiedział ze łzami w oczach:
- Przecież chyba nie przysyłaliby nauczycielki, żeby przerabiała rzeczowniki i przysłówki z kimś, kto ma umrzeć, prawda?
Wybrane z tomu „Moments for Mothers”
Tekst pochodzi z książki Jacka Canfielda „Balsam dla duszy 4”
Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:
- przysłówki kolory
- przysłówki od kolorów
- przysłowek koloru













