Proś! Proś! Proś!
11 maja 2011
Osioł
14 maja 2011
Pokaż wszystkie

Bajka o myszce i odrzutowym plecaku

Tym razem moje dzieci dały mi trudny orzech do zgryzienia. Na pytanie „o czym mam wam opowiedzieć bajkę?” padły następujące odpowiedzi: „o myszy, której kot nie pozwala zjeść sera”, „i o odrzutowym plecaku”. Początkowo nie wierzyłem, że mi się uda. Kiedy jednak zacząłem, jakoś się udało. Oto co z tego wyszło:

„Bajka o myszce i odrzutowym plecaku”

Bajka o myszceTo był zwykły dom, taki jak ten w którym mieszkasz. Mieszkali w nim zwykli ludzie, tacy jak ty i twoi rodzice. W kącie dziecięcego pokoju znajdowała się małych rozmiarów dziura umiejscowiona tuż nad podłogą. Jeśli byłbyś bardzo dociekliwym dzieckiem mógłbyś zajrzeć do środka tej dziurki, a wtedy zauważyłbyś zapewne, że nie jest to zwyczajna dziura w ścianie. Zapewne dostrzegłbyś okruszki jedzenia, być może fragmenty posłania wymoszczonego z mięciutkiej wazeliny, waty i kawałków ubrań. Właśnie. Gdybyś tam zajrzał, zauważyłbyś, że jest to miejsce zamieszkałe. Być może zaglądając do dziury, dostrzegłbyś również któregoś z jej mieszkańców. Gdyby tak się stało zapewne zauważyłbyś długi ogon, szare futerko, niezbyt durze, odstające uszka, małe czerwonawe oczka i śmieszny różowy nosek. Jak zapewne zdążyłeś się już domyślić, dziura ta, to nic innego jak mysia nora. W norze zaś mieszkała mysia rodzina. Mieszkali tam mysia mama i mysi tata, oraz ich mysie dzieci, z myszką Kapciuszką na czele.

To właśnie ona stała się naszą główną bohaterką. Dlaczego właśnie ona? Otóż dlatego, że Kapciuszka miała pewną bardzo dziwną przypadłość. Kapciuszka bez przerwy chodziła głodna i bez przerwy by jadła. A najchętniej jadłaby swoje ulubione sery. I nie byłoby z tym żadnego problemu, gdyby nie jeden z domowników. Był on nieduży – jakieś czterdzieści centymetrów od ziemi. Ważył dwa, może trzy kilogramy. Miał pręgowaną szaro-czarną sierść, długi ogon, odstające wąsy i często pomrukiwał lub miałczał. Ponadto zaopatrzony był w zestaw wyjątkowo ostrych pazurów i równie groźnych zębów. W dodatku był on niezwykle czujny i zwinny.

Mruczek, bo o nim mowa, był kotem i jak każdy szanujący się kot pilnował, aby myszy siedziały w swojej norze i nie szwendały się po domu. Najbardziej jednak nie lubił, gdy gryzonie wchodziły do kuchni.

I tu zaczynały się problemy. Kuchnia bowiem jest jedynym miejscem gdzie w tym właśnie domu można było znaleźć ser. To właśnie w kuchni znajdowała się ogromna lodówka i to właśnie w niej ludzie gromadzili przeróżne rodzaje serów. Były w niej sery topione i twarde, dziurawe i dziur pozbawione, pleśniowe i zwykłe. W lodówce znajdowały się sery różnych gatunków, w różnych kolorach i smakach.

Jak już zostało powiedziane, myszka Kapciuszka miała problem z kotem i serami. Serom nie mogła się po prostu oprzeć. Kiedy tylko poczuła zapach jednego z nich, zaraz czuła jak jej maleńki móżdżek traci kontrolę nad ciałem. Traciła zdolność logicznego myślenia i jak zahipnotyzowana szła przed siebie aż dotarła do sera.

Jednak Mruczek znał dobrze tę przypadłość Kapciuszki i z reguły w takich chwilach, tylko na nią czekał. A ponieważ był sprytnym kotem w większości przypadków udawało mu się obronić kuchnię przed zmasowanym mysim atakiem.

Pewnego razu Mruczek zasnął, a gdy się obudził spostrzegł Kapciuszkę zajadającą w najlepsze ogromny kawał sera i to na samym środku kuchni. Być może nie byłaby to taka katastrofa. Jednak pech chciał, że w tym samym momencie do domu weszła Pani Domu. Och ile było krzyków i pisków w stylu: „Aaaaa! Mysz! Ratunku tu jest mysz! Co robi ten leniwy kocur?! Już ja mu pokarzę!…”

I rzeczywiście pokazała. Jeszcze tego samego dnia w całym domu zostały porozstawiane pułapki na myszy. Było ich ze dwadzieścia. Stały wszędzie – w kuchni i w sypialni, w łazience i w przedpokoju. Jedynym wyjątkiem był pokój dzieci. I cale szczęście. Kot był załamany. To oznaczało, że jego pani mu już nie ufa. A to wszystko przez to, że zrobił sobie króciutką drzemkę. Postanowił udowodnić jej, że już nigdy nie dopuści do podobnej sytuacji. Postanowił udowodnić, że jest dobrym kotem i, że nie dopuści już żadnej myszy do kuchni. Toteż jego czujność wzrosła. Uważnie obserwował wyjście z mysiej nory i kiedy tylko którakolwiek z myszy wyściubiała choćby nos z dziury, zaraz narażała się na jego atak.

Taka sytuacja miała miejsce już od dobrych kilku dni. Kapciuszce burczało w brzuszku, jak nigdy dotąd. Ciągle myślała o jedzeniu i wyobrażała sobie góry swoich ulubionych serów. Jednak bardzo bała się kota, a zwłaszcza jego ostrych pazurów i zębów.

Pewnego ranka Kapciuszka obudziła się z głodu i stwierdziła, że woli chyba zginać w paszczy kota, niż z głodu. Ruszyła więc przed siebie, kierując się prosto do kuchni. Początkowo wszystko wskazywało na to, że może jej się udać. Przeszła przez cały dziecięcy pokój i skierowała się w kierunku kuchni, gdy nagle usłyszała jakiś niepokojący szelest. Odwróciła głowę w tamtym kierunku i ujrzała pędzącego w jej kierunku ogromnego kota. Jeszcze nigdy Mruczek nie wydawał jej się tak groźny. Poruszał się bardzo szybko wykonując kolejne susy w jej kierunku. Ona natomiast stała jakby łapki nagle wypuściły korzonki i wgryzły się głęboko w podłogę. Nie mogła zrobić nawet najmniejszego kroku. Patrzyła jedynie w coraz większe kocie oczy.

Kiedy myślała, że to już ostatnie chwile jej pięknego mysiego życia, nagle stało się coś czego nikt się nie spodziewał. Mruczek poślizgnął się na wypastowanej podłodze i runął przed siebie. Jego głowa wylądowała akurat w miejscu, w którym stała pułapka na myszy. Jej mechanizm zareagował natychmiast zatrzaskując się na szyi zwierzęcia. Kot zaczął się dusić i szarpać. Ostatkiem sił wyszeptał do Kapciuszki: „Ra-tun-ku!”

Kapciuszka, chociaż nie przepadała za Mruczkiem, miała jednak dobre serce. Zrobiło jej się żal kota. Szybko pobiegła do swojej norki i sobie tylko znanymi korytarzami udała się w miejsce gdzie ukryła dziwne znalezisko. Jakiś czas temu znalazła je w pobliżu śmietnika i ukryła aby w przyszłości wykorzystać je w razie potrzeby. Teraz właśnie taka potrzeba nastała. Chwyciła wiec plecak i pobiegła z powrotem do kota.

Czasu było niewiele. Kiedy przybiegła, kot był już prawie siny. Brakowało mu tchu i zapewne wkrótce by się udusił. Jednak Kapciuszka umieściła plecak między deseczką pułapki a jej drucianym elementem. Następnie wcisnęła czerwony guzik. Jak się zapewne domyślasz, nie był to zwykły plecak jak te, które dzieci noszą na plecach do szkoły. Był to plecak odrzutowy.

Wciśnięcie czerwonego guzika uruchomiło zapłon plecaka i spowodowało, że cały plecak jakby ożył. Szarpał się na wszystkie strony wyjąc przeraźliwie i dymiąc. W efekcie tej szarpaniny, metalowa sprężyna pułapki została na moment odchylona na tyle, że kot ostatkiem sił wyszarpnął się z jej uścisku. Chwilę potem pułapka trzasnęła z ogromnym hukiem, a odrzutowy plecak ucichł i opadł na podłogę.

Mruczek leżał na podłodze i dyszał głośno. Teraz już wiedział, że te historie z siedmioma życiami to tylko bajki dla dzieci. Teraz wiedział, że gdyby nie pomoc Kapciuszki zapewne udusiłby się za sprawą pułapki na myszy.

Kiedy w końcu odzyskał siły i mógł mówić, podziękował swojej wybawczyni i obiecał, że od tej pory sam będzie jej dostarczał ser prosto do norki. A ponieważ był kotem honorowym, słowa dotrzymał.

I w ten oto sposób, z najzacieklejszych wrogów, Kapciuszka i Mruczek stali się przyjaciółmi.

I żyli długo i szczęśliwie.

I jak mi poszło? Czy bajka się podobała? jeśli tak to poleć ją znajomym klikając „Dodaj do Facebooka”. czekam równiez na Twój komentarz.

Pozdrawiam Sławek Żbikowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących