Bajka o Zygzaku McQueenie

Luty 3rd, 2012

Po obejrzeniu filmu „Auta 2”, mój syn męczył mnie, abym opowiedział mu bajkę o Zygzaku McQueenie. Więc wymyśliłem na poczekaniu taką, dosyć śmieszną historyjkę:

Jechałem jak zwykle do pracy. Dzień jak co dzień. Nagle dojeżdżam do skrzyżowania i widzę, coś bardzo dziwnego. Sygnalizacja świetlna zwariowała. Zamiast typowych kolorów: zielonego, czerwonego i pomarańczowego, świecą się na zmianę fioletowy, niebieski i różowy. Zatrzymałem się, nie wiedząc, które z tych świateł jest odpowiednikiem zielonego. Podobnie zrobili inni kierowcy. Wszyscy zatrzymali się przed skrzyżowaniem i każdy obawiał się wjechać na nie jako pierwszy. Wszyscy się bali, zwłaszcza, że tuż obok zatrzymał się radiowóz z policjantami. Staliśmy tak przez dobrą chwilę, gdy nagle, gdzieś wysoko, wysoko dał się słyszeć przedziwny dźwięk. Kierowcy powysiadali ze swoich aut. Ja zrobiłem to samo. Zadarłem głowę i wpatrywałem się w niebo. A raczej w niewielki punkt na niebie, który wydawał głośny gwizd, jakby pocisku rakietowego. Punkt ten zbliżał się do nas i z każdą chwilą robił się coraz głośniejszy i większy.

- Czy to ptak?, Czy to samolot? – pytali inni kierowcy.

- Nie to Złomek! – wykrzyknąłem nagle. Tak to był on – zardzewiały holownik z podpiętymi rakietowymi silnikami. Na holu ciągnął czerwone auto z błyskawicą na bocznych drzwiach. To był mój stary kumpel Zygzak McQueen.

Obydwa auta wylądowały na środku skrzyżowania.

- Cześć Sławek! – wykrzyknął Złomek. – McQueen ma kłopoty. Coś mu pękło pod maską. Jak tylko się o tym dowiedział kazał mi się wieźć prosto do ciebie. W tobie jedyna nadzieja.

- Ale co się stało. Przecież wiesz, że ja się w ogóle nie znam na silnikach.

- Nie mogę ci powiedzieć. Jak tylko otworzysz maskę i zerkniesz do środka, od razu będziesz wiedział co pękło.

Podszedłem do Zygzaka, który nic nie mówił, tylko patrzył na mnie jakbym był jego jedyną deską ratunku. Nie mogłem odmówić mu pomocy w takim stanie. Otworzyłem maskę. Spojrzałem i… i rzeczywiście, od samego początku wiedziałem co pękło. To była guma od majtek.

W tym momencie mój syn zaczął się głośno śmiać. Więc zrobiłem chwilę przerwy, po czym kontynuowałem opowieść:

I co się tak śmiejesz? Przecież ty też tam byłeś. Nie pamiętasz? Przecież to ty uratowałeś Zygzaka. Wyciągnąłeś gumkę ze swoich majtek i wspólnie naprawiliśmy pękniętą gumę McQueena. Dopiero wtedy Zygzak uśmiechnął się od lusterka do lusterka i powiedział:

- Kacper, dziękuję ci. Uratowałeś mi życie. – Następnie zwrócił się do Złomka: – No to zabierz mnie z powrotem do Paryża. Może jeszcze zdążymy na rozpoczęcie wielkiego wyścigu.

Obydwaj ze złomkiem mrugnęli do nas na pożegnanie, po czym złomek odpalił swoje odrzutowe dopalacze. Chwilę potem po naszych przyjaciołach pozostał jedynie śmierdzący dym.

 

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • bajki o zygzaku
  • zygzak bajka
  • bajka zygzak


2 Komentarzy do “Bajka o Zygzaku McQueenie”

  1. W Roli Mamy on Luty 5, 2012 21:09

    I w ten oto prosty sposób mam pomysł na tort dla syna :)
    Dziękuję :)

  2. Sławomir Żbikowski on Luty 5, 2012 21:34

    Cieszę się, że mogłem się przysłużyć. Nie często słyszy się, że się kogoś zainspirowało :-)
    Pozdrawiam

Trackback URI | Comments RSS

Napisz odpowiedź

Imię / Pseudonim (wymagane)

Email (nie będzie publikowany) (wymagane)

Strona WWW (opcjonalnie)

Wypowiedz się

Spolszczenie: Bartłomiej Adamowicz | SEOKatalog ATM | Dobrytata.waw.pl oparty na Wordpress