Gdybym miał gitarę

Maj 4th, 2012

Cześć dzieciaki. Kłania się wam do nóżek, wasz ulubiony słoń, czyli ja Trombal-Bombal. Chcecie posłuchać mojej nowej opowieści? Jeśli tak to zapraszam was w podróż do krainy marzeń. Tak, wcale się nie przesłyszałyście. Dziś opowiem wam o moim wielkim marzeniu. Gotowi? A więc zaczynajmy…

Lubicie muzykę? Ja lubię i to bardzo. Od maleńkiego słoniątka uwielbiałem słuchać jak mama śpiewała mi kołysanki. Kochałem także koncerty na trąbę w wykonaniu mojego taty. Odkąd sięgam pamięcią w naszym domu muzyka zawsze była obecna. Jeśli nie w postaci śpiewu mamy, lub trąbienia taty, to na pewno w tle słychać było jakieś radio, lub muzykę lecąca z jakiejś płyty. A kiedy trochę podrosłem sam zacząłem tę muzykę tworzyć. Początkowo były to jakieś dźwięki walenia trąbą w stół. Przez chwilę nawet myślałem o tym aby zostać perkusistą. Jednak okazało się, że moje bębnienie jest niebezpieczne dla otoczenia. Kiedy zaczynałem walić w bębny lub cokolwiek znajdowało się w moim pobliżu, moi rodzice wychodzili z domu lub zatykali sobie uszy wełnianymi kocami. Moje walenie było tak donośne, że kilkakrotnie nie wytrzymały szyby w oknach. Pękały jak kruchy lud pod ciężarem hipopotama. Trzecią przyczyną było to, że meble i sprzęty domowe, które traktowałem jak bębny, często nie wytrzymywały moich rytmicznych uderzeń i rozlatywały się na kawałki.

W końcu rodzice nie wytrzymali i poprosili mnie abym zaprzestał kariery perkusisty i pomyślał o innym instrumencie.

Próbowałem różnych. Grałem na trąbie, jak tata, ale nie szło mi to za dobrze. Tata twierdzi, że jestem jeszcze trochę za młody i dlatego, mam problem z wydobywaniem odpowiednich dźwięków ze swojej trąby. Tak naprawdę, to zamiast dźwięków muzyki, z mojej trąby wydobywało się jedynie pierdzenie. A w dodatku po każdej takiej próbie moja trąba była cała zapluta i musiałem ją szorować pod kranem. Dlatego też zaprzestałem dalszych prób.

Przez jakiś czas grałem na fortepianie, ale i ten instrument nie podpasował mi za bardzo. A to za sprawą mojej trąby. Nigdy nie wiedziałem co mam z nią zrobić. Kiedy grałem, wciskając kolejne sekwencje klawiszy, trąba zazwyczaj zaczynała żyć własnym życiem. Podskakiwała, podrygiwała, zupełnie jakby tańczyła do rytmu. Wcześniej czy później, ona również zaczynała grać. Nie wierzycie? Jak babcię kocham. Ona zaczynała tańczyć uderzając rytmicznie klawisz za klawiszem. W efekcie zamiast grać to co było w śpiewniku z nutami, wychodził mi zupełnie inny utwór, najczęściej taki, którego po prostu nie dawało się słuchać. Zrezygnowałem więc z gry na fortepianie, a zacząłem rozglądać się za czymś innym.

I wtedy znalazłem coś w sam raz dla mnie. To była gitara. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem jej charakterystyczne dźwięki, zakochałem się w tym instrumencie. A moja miłość do niego trwa aż do dziś. Pewnego dnia wracałem z zakupów, gdy nagle usłyszałem jakieś ciche brzdękanie. Dźwięki te bardzo mnie zaciekawiły. „Co to jest i skąd pochodzi?” – zastanawiałem się przez chwilę i poszedłem w kierunku, z którego owe dźwięki dobiegały. Wyszedłem zza i ujrzałem ulicznego grajka, który siedział na ławeczce w parku i grał na jakimś dziwnym instrumencie trochę podobnym do skrzypiec, ale większego i bez smyczka. Podszedłem bliżej i przyglądałem się grajkowi. Jego palce przeskakiwały po strunach wydobywając niezwykłe efekty dźwiękowe. Stałem jak posąg i słuchałem tej cudownej muzyki.

W Końcu grajek zauważył, że jestem nim bardzo zainteresowany. Na chwile przestał grać, zerknął na mnie i zapytał:

- Co tam młody? Podoba ci się moja gitara?

- Gitara? – zapytałem zdziwiony.

- Gitara – tu grajek uniósł swój instrument. – Chciałbyś spróbować zagrać?

Przez chwilę stałem oniemiały. Jego pytanie było dla mnie tak zaskakujące, że aż oniemiałem. W końcu udało mi się wyjąkać:

- Chętnie.

Grajek wręczył mi gitarę. Była bardzo lekka. Wziąłem ją w jedną rękę, a drugą, zgodnie z instrukcjami grajka, delikatnie szarpnąłem struny. Udało się wydobyłem z niej wspaniałe dźwięki. To było nieopisane uczucie. Stałem w parku z gitarą w ręku i wydobywałem z niej dźwięki. Trudno nazwać to muzyką, ale dla mnie były to najprzyjemniejsze odgłosy, jakie w życiu słyszałem.

Od tamtej pory marzyłem o tym, aby mieć gitarę i na niej grać. Opowiadałem wszystkim dookoła o tym co bym robił gdybym taką gitarę posiadał. Opowiadałem wszystkim o tym jak cudownie się na tym instrumencie gra i jak wspaniale brzmi wydobywana z niego muzyka. Często wyobrażałem sobie siebie siedzącego w swoim pokoju z gitarą w ręku. Oczami wyobraźni widziałem siebie grającego przeboje i śpiewającego najnowsze hity. Czułem się wspaniale i wręcz słyszałem tę muzykę.

I wiecie c się stało? Moje marzenia się spełniły. To było w Dzień Słoniątka. Spodziewałem się jakiegoś prezentu od rodziców. Byłem jednak przekonany, że będzie to nowa para kaloszy, albo czapka z daszkiem. Jakież było moje zaskoczenie gdy rodzice wnieśli futerał w charakterystycznym kształcie. Jakież było moje podekscytowanie, gdy z drżącymi rękoma odsuwałem suwak pokrowca skrywającego mój wymarzony instrument. Kiedy ją ujrzałem, ucałowałem ją ze szczęścia. Potem wyściskałem rodziców i pobiegłem grać.

Od tamtej pory minęło już wiele miesięcy jednak nie było dnia, w którym nie zagrałbym chociaż jednego kawałka. Codziennie ćwiczę, codziennie gram i zawsze zabieram gitarę ze sobą. Nigdy się nie rozstajemy. To jest po prostu miłość. Moja wielka miłość do gitary.

Gdy zginie w tobie dziecko…

Maj 1st, 2012

„Gdy umrze w tobie dziecko, to umrze w tobie człowiek i zginą wszelkie marzenia. Świat stanie się pustynią.”

Phil Bosmans

My ludzie dorośli traktujemy otaczający nas świat z wielką powagą. Przemierzamy naszą drogę życia jak koń ciągnący wóz, któremu na oczy założono klapki. Nie dostrzegamy otaczającego nas piękna, nie potrafimy się zatrzymać i cieszyć chwilą. A co ciekawe, to my sami założyliśmy sobie na oczy te klapki. To my sami narzuciliśmy na siebie to jarzmo. Pędzimy tylko na oślep do przodu, w pogoni za pieniądzem, za kolejnym awansem, wykonując zadania, które nie przybliżają nas do sukcesu i realizacji własnych marzeń. Nie mamy czasu na to, aby pomyśleć o sobie, swoich potrzebach. Nie mamy czasu dla rodziny i dla dzieci. Nie mamy czasu na nic.

Tymczasem spójrzmy na dzieci. One tak niewiele potrzebują do szczęścia. Wystarczy kilka patyków, aby zrobić świetną zabawkę. Wystarczy trochę ziemi i odrobina wody, aby ugotować pyszne danie. Wystarczy drugie dziecko, aby świetnie się bawić przez pół dnia.

Dlaczego one to potrafią, a my nie? Przecież kiedyś i my byliśmy dziećmi. Kiedyś i my potrafiliśmy cieszyć się drobiazgami. Kiedyś nie byliśmy tak zabiegani jak dziś.

Czy to dziecko, które miałeś w sobie zdążyło już umrzeć? Mam nadzieję, że nie. Upewnij się, czy nadal nosisz je gdzieś głęboko w sobie. Przypomnij sobie jak wiele radości sprawiały ci wyprawy do lasu, kiedy jako dziecko wsłuchiwałeś(aś) się w odgłosy lasu. Pamiętasz jak emocje wzbudzał ujrzany dzięcioł, albo napotkany jeż czy inne dzikie zwierzątko?

A teraz zrób sobie przerwę. Zapomnij na chwilę o pracy, o zadaniach, o porządkach domowych. Wyjdź z domu, weź z sobą rodzinę i wspólnie udajcie się na spacer do lasu lub parku. Pójdźcie nad rzekę, lub nad staw, czy jezioro. Wsłuchajcie się w odgłosy przyrody. Pomyślcie o niczym. Ale przede wszystkim, dobrze się bawcie.

Pozwól, aby siedzące w tobie dziecko, znowu, choćby na parę chwil, przejęło kontrolę nad tobą. Podążaj za jego wyborami i ciesz się pełnią życia.

Pozdrawiam

Sławek Żbikowski

Dzieci rosną, a ubranka nie!

Kwiecień 29th, 2012

Czas leci nieubłaganie naprzód. Jeszcze nie tak dawno Twoje pociechy mieściły Ci się wyciągnięte wzdłuż na kolanach, a dziś ledwie masz siłę je unieść. Dzieciaczki rosną jak na drożdżach. W krótszej perspektywie czasu trudno to dostrzec. Widać to dopiero wtedy, gdy kolejne ubrania okazują się być zbyt małe. Niektóre ciuchy są tak fajne, że aż szkoda się z nimi rozstawać, ciężko pogodzić się z faktem, że dziecko z nich wyrosło. Inne z kolei Twoje dziecko miało na sobie zaledwie kilka razy i już się nie nadają.

„Co robić z takimi za małymi ciuszkami?” – być może, podobnie jak wielu rodziców, Ty również zadajesz sobie to pytanie. Większość z nas (rodziców) oddaje ubranka swoim znajomym, którzy mają młodsze dziecko, lub właśnie się spodziewają potomka.

Co jednak zrobić, kiedy nie masz komu oddać tych ubrań?

Może sprzedać?

A może wymienić się z innymi rodzicami, którzy są w podobnej sytuacji co Ty.

Ostatnio natknąłem się na niezwykle ciekawy serwis umożliwiający tę właśnie formę obrotu używanymi ubrankami. Jest to serwis o niezwykłej nazwie: Kiciuszek

Polecam go wszystkim rodzicom.

Gorąco pozdrawiam,

Sławomir Żbikowski

Z dorosłymi trzeba wiele cierpliwości

Kwiecień 28th, 2012

Czy nie miałeś nigdy wrażenia,
że dzieci niekiedy bardzo się
dziwią z niepojętności dorosłych?
Kiedy dorośli rozmawiają,
najczęściej chodzi o liczby.
Jeśli chcą kogoś poznać,
pytają, ile posiada,
ile zarabia, jakie ma tytuły
i znajomości.
Jeśli mowa jest o jakimś domu,
mówią po prostu:
„Pół miliona” lub „milion”,
i już wiedzą, co to za dom.
Kiedy ktoś opowiada dzieciom
o przyjacielu, pytają:
„Czy zbiera motyle?
Czy potrafi gwizdać na palcach?
W co się z nim bawisz?”
Jeśli mowa o domu,
pytają, jaki ma kolor,
czy ma kwiaty w oknach.
Potem zadają pytanie:
Czy na dachu siedzą gołębie?
Czy jest tam kanarek?

Tam, gdzie są dzieci,
wszystko zyskuje świeżość,
wszystko staje się naturalne,
barwne, pełne życia i ciepła.

Dorośli nie mają o tym pojęcia.
Po prostu tacy już są.
Rozmawiają o zarobkach,
martwią się o pieniądze.
„Dlatego z dorosłymi trzeba
wiele cierpliwości” -
mówi Mały Książę.

Phil Bosmans „Przepisy na radość”, wydawnictwo SEMEN, Wrocław 1999.

MotywAkcja

Kwiecień 25th, 2012

Mam dla ciebie bardzo ciekawe ćwiczenie:

„Wciągnij powietrze i postaraj się jak najdłużej nie oddychać (tylko bez przesady). Co się dzieje, gdy zaczyna Ci brakować tlenu? Powiesz, że chcesz wypuścić powietrze i wciągnąć nowe, a ja powiem, że ogromnie wzrasta Ci motywacja do tego, żeby wypuścić powietrze i wciągnąć nowe.

Jeśli będziesz pragnął osiągnąć sukces tak samo jak pragniesz oddychać – znajdziesz najczystszą i najlepszą z możliwych formę motywacji.

Jeżeli będziesz tak samo uwielbiał tworzenie swojej przyszłości, handlowanie, dzwonienie i spotykanie się z klientami czy swoje hobby jak moment, w którym wdychasz powietrze do płuc po minucie bez oddychania – osiągniesz ogromny sukces w swojej dziedzinie.”

To i wiele innych ćwiczeń, podnoszących motywację, oraz pogłębionych ciekawie przedstawioną teorią, znajdziesz w książce Andrzeja Wojtyniaka „MotywAkcja„.

Gorąco Polecam,

Dobry Tata -  Sławomir Żbikowski

Spolszczenie: Bartłomiej Adamowicz | Dobrytata.waw.pl oparty na Wordpress