<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>DobryTata.waw.pl &#187; Bajki na dobranoc</title>
	<atom:link href="http://dobrytata.waw.pl/category/bajki-na-dobranoc/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://dobrytata.waw.pl</link>
	<description>Ojcostwo - motywacja i wytrwałość</description>
	<lastBuildDate>Fri, 18 May 2012 00:53:26 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>Trombal-Bombal i biedronka</title>
		<link>http://dobrytata.waw.pl/trombal-bombal-biedronka.html</link>
		<comments>http://dobrytata.waw.pl/trombal-bombal-biedronka.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 May 2012 00:53:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Żbikowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajka]]></category>
		<category><![CDATA[słonie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrytata.waw.pl/?p=3489</guid>
		<description><![CDATA[Cześć dzieciaki. Nie uwierzycie co mi się wczoraj przytrafiło. To był chyba najwspanialszy dzień w moim życiu. Jeśli chcecie posłuchać to wskakujcie do łóżek, przykrywajcie się kołderkami lub kocykami i słuchajcie. Wczorajszy dzień zapowiadał się bardzo kiepsko. Z samego rana ubrałem się, a potem zjadłem śniadanie. Po śniadaniu odrobiłem lekcje. Miałem sporo zadane, bo chodzę [...]
Brak podobnych wpisów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://www.flickr.com/photos/oksancia/5453492265/"><img class="aligncenter" title="Słoń robi zdjęcie biedronce" src="http://farm6.staticflickr.com/5017/5453492265_5c4bf2d1cd.jpg" alt="" width="400" height="282" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Cześć dzieciaki. Nie uwierzycie co mi się wczoraj przytrafiło. To był chyba najwspanialszy dzień w moim życiu. Jeśli chcecie posłuchać to wskakujcie do łóżek, przykrywajcie się kołderkami lub kocykami i słuchajcie.</p>
<p style="text-align: justify;">Wczorajszy dzień zapowiadał się bardzo kiepsko. Z samego rana ubrałem się, a potem zjadłem śniadanie. Po śniadaniu odrobiłem lekcje. Miałem sporo zadane, bo chodzę już do drugiej klasy. Ale szybko się z tym uwinąłem. Potem przeczytałem jeszcze opowiadanie o tym jak słonie poleciały na księżyc. To było nawet ciekawe. Pomyślałem sobie nawet, że fajnie byłoby, gdybym i ja kiedyś poleciał na księżyc albo na jakąś planetę. Na przykład mógłbym polecieć na Marsa. Ale, żeby zostać astronautą musiałbym dbać o zdrowie, codziennie myć zęby i ograniczyć zjadanie słodyczy. Mój tata nie nadawałby się do takiej podróży. Po prostu jest zbyt ciężki. On by się pewnie nie zmieścił do żadnej rakiety. A nawet gdyby go jakość w tej rakiecie upchnęli, to rakieta zapewne nie oderwałaby się od ziemi z takim ciężarem na pokładzie. A to wszystko przez to, że mój tata nigdy nie odmawiał sobie słodyczy. No i urósł wielki niczym wieloryb, tyko lądowy.</p>
<p style="text-align: justify;">No ale nie o tym chciałem wam dzisiaj opowiedzieć. To jest opowieść o czymś zupełni innym, choć mój tata odegra w niej ważną rolę.</p>
<p style="text-align: justify;">A więc wracając do opowieści… Kiedy już skończyłem czytać o słoniach na księżycu, okazało się, że nie mam nic do roboty. Strasznie się nudziłem. Kręciłem się po domu jak bąk po gaciach. Właziłem w najdziwniejsze kąty, zaglądałem do szafek i do lodówki. Co chwila podjadałem jakieś smakołyki czy popijałem kompot z daktyli. Było mnie wszędzie pełno.</p>
<p style="text-align: justify;">W końcu mój tato nie wytrzymał. Spojrzał na mnie i zapytał:</p>
<p style="text-align: justify;">- Trombal, czy ty nie masz nic do roboty? – ton jego głosu zaniepokoił mnie. Spodziewałem się, że zaraz dostanę jakieś zadanie do wykonania. Nie wiem czemu, ale pomyślałem, że tata każe mi zmywać podłogę, albo zamiatać podwórko. Byłem przygotowany na najgorsze.</p>
<p style="text-align: justify;">- Trochę mi się nudzi &#8211; odpowiedziałem nieśmiałym głosikiem.</p>
<p style="text-align: justify;">I wtedy stało się coś czego najmniej się spodziewałem. Tata wstał ze swojego fotela, w którym jak zwykle czytał gazetę, podszedł do mnie, rozejrzał się po pokoju, jakby sprawdzał, czy nikt nas nie słyszy, a potem ściszonym głosem powiedział:</p>
<p style="text-align: justify;">- A może chciałbyś pobawić się w fotografa?</p>
<p style="text-align: justify;">- Pewnie. Ale nie mam aparatu – odpowiedziałem również szeptem.</p>
<p style="text-align: justify;">- A może ten się nada? – tata wręczył mi prześliczny aparat fotograficzny. Nawet nie wiedziałem, że tata ma takie cacko. – Jak zrobisz jakieś super zdjęcie to je wywołamy, oprawimy, a potem powiesimy nad kominkiem, dobra?</p>
<p style="text-align: justify;">Moje oczy zaświeciły z radości, ręce drżały mi z przejęcia, a trąba podskakiwała gdyż miała ochotę trąbić o tym całemu światu.</p>
<p style="text-align: justify;">- Dzięki tato! Jesteś kochany. Zaraz lecę popstrykać. – Zarzuciłem trąbę na szyję taty aby mu podziękować. Potem chwyciwszy aparat, wybiegłem w podskokach na podwórko.</p>
<p style="text-align: justify;">„Od czego by tu zacząć?” – zastanawiałem się przez chwilę. Chodziłem po całym podwórku, ale nic nie wydawało mi się na tyle niezwykłe, aby uwiecznić to na zdjęciu. Jedno zdjęcie zrobiłem mamie, która podlewała właśnie palmy w naszym ogródku. Drugie pstryknąłem swojej młodszej siostrze Irminie-Słoninie, która całymi dniami przesiadywała w piaskownicy i robiła babki z piasku. Obydwa zdjęcia wyszły mi bardzo fajnie. „Chyba mam do tego talent” – pomyślałem. – „Powinienem zostać prawdziwym fotografem. Takim, który fotografuje przyrodę”. Ten pomysł bardzo mi się spodobał. Oczami wyobraźni widziałem siebie jak odbieram prestiżowe nagrody za najlepsze zdjęcia.</p>
<p style="text-align: justify;">„Tylko od czego by tu zacząć?” – usiadłem na chwilę na trawie i zastanawiałem się, gdy nagle na jednym z moich kłów przysiadła czerwona biedronka.</p>
<p style="text-align: justify;">„To jest to!” – pomysłem i spróbowałem zrobić jej zdjęcie, jednak kiedy poruszyłem głową aby zrobić zbliżenie, biedronka poderwała się do lotu i odleciała. Jednak ja się tak łatwo nie poddaję. Pobiegłem za nią.</p>
<p style="text-align: justify;">Te biedronki to nawet szybko latają, ale ja wytrwale poruszałem się za nią krok w krok, starając się, aby jej nie zgubić. Jak biedronka leciała w prawo, ja biegłem w prawo, jak biedronka skręcała w lewo, ja robiłem to samo. W końcu obydwoje się bardzo zmęczyliśmy. Ona usiadła na kwiatku, a ja przycupnąłem niedaleko niej. Byłem bardzo zmęczony. Musiałem chwilę odsapnąć. Jednak moje sapanie najwyraźniej nie spodobało się małej bożej krówce, gdyż odleciała zanim zdążyłem zrobić jej zdjęcie. Oczywiście zaraz pobiegłem za nią. Ganialiśmy się tak z pół dnia. W końcu się poddałem. Byłem tak zmęczony, ze nie miałem już siły uganiać się za tym małym czerwonym chrząszczem. Zamiast tego wróciłem do domu.</p>
<p style="text-align: justify;">- Jak ci idzie? – zapytał tata, z wyraźnym przejęciem.</p>
<p style="text-align: justify;">- Tak sobie. – odparłem od niechcenia. – Chciałem zrobić zdjęcie biedronce, ale ona bez przerwy mi uciekała. Jestem wykończony tym ciągłym ganianiem za nią. Zupełnie jakby się ze mną bawiła w berka.</p>
<p style="text-align: justify;">- Fotografowanie zwierząt nie jest łatwym zadaniem – tata zrobił bardzo mądrą minę. – To zajęcie wymaga dużej cierpliwości. Najlepsi fotografowie, zaszywają się w gęstwinie, maskują się, tak aby inne zwierzęta nie mogły ich dostrzec. Potem czekają. Czekają tak długo, aż zwierzęta oswoją się z ich obecnością i zaczną traktować ich jak otoczenie, jak skały lub rośliny. Dopiero wtedy robią zdjęcia.</p>
<p style="text-align: justify;">„A więc tak robią najlepsi?” – pomyślałem. – „Żeby być najlepszym muszę być cierpliwy? Spróbuję.”</p>
<p style="text-align: justify;">Postanowiłem zaszyć się na łące i zaczekać na pannę biedronkę. Położyłem się na trawie i czekałem. Mój aparat był gotowy do oddania strzału. Był gotowy, aby zrobić to najpiękniejsze zdjęcie. I ja także byłem gotowy. Leżałem w bezruchu. Czekałem.</p>
<p style="text-align: justify;">W końcu pojawiła się biedronka. Okazało się, że tata miał rację. Ona potraktowała mnie jak skałę, lub jakąś roślinę. Podfrunęła niemal tuż przed sam obiektyw i usiadła na najbliższym źdźble trawy. Siedziała tam huśtając się na liściu. A ja robiłem zdjęcie za zdjęciem. To było wspaniałe uczucie. Wiedziałem, że to dzięki cierpliwości osiągnąłem zamierzony cel. Zrobiłem swoje wymarzone zdjęcie.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy po powrocie do domu, pokazałem zdjęcia tacie, on wybrał jedno ze zdjęć biedronki i powiedział:</p>
<p style="text-align: justify;">- To zdjęcie jest najlepszym zdjęciem biedronki jakie kiedykolwiek widziałem. Wywołamy je, oprawimy w ramkę, a potem zawiśnie nad kominkiem. A jeśli mi pozwolisz, to wyślę je na konkurs zdjęć przyrodniczych. Jestem niemal pewien, że otrzymasz za nie nagrodę lub chociaż wyróżnienie.</p>
<p style="text-align: justify;">- To byłoby cudowne! – wykrzyknąłem z radości.</p>
<p style="text-align: justify;">- A więc wysyłamy?</p>
<p style="text-align: justify;">- Wysyłamy!</p>
<p style="text-align: justify;">I tata wysłał moje zdjęcie na konkurs. Już nie mogę się doczekać jego wyników. Ciekawe czy innym spodoba się moja czerwona biedroneczka z siedmioma czarnymi kropeczkami? Może inni zakochają się w niej jak i ja się zakochałem? A wszystko dzięki mojemu tacie i jego aparatowi fotograficznemu. Nigdy nie zapomnę tego wspaniałego dnia.</p>
<p style="text-align: justify;">Pa dzieciaki.</p>
<p style="text-align: justify;">Kolorowych snów.</p>
<p class="facebook"><a href="http://www.facebook.com/share.php?u=http://dobrytata.waw.pl/trombal-bombal-biedronka.html" target="_blank" title="Dodaj do Facebooka">Dodaj do Facebooka</a></p><div class="nk_fajne_button"><script>
  new nk_fajne({
    url: "http://dobrytata.waw.pl/trombal-bombal-biedronka.html",
    type: 2,
    color: 0,
    title: "Trombal-Bombal i biedronka",
    image: "",
    description: ""
  });
  </script></div><p>Brak podobnych wpisów.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrytata.waw.pl/trombal-bombal-biedronka.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Urażona duma</title>
		<link>http://dobrytata.waw.pl/urazona-duma.html</link>
		<comments>http://dobrytata.waw.pl/urazona-duma.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 May 2012 00:46:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Żbikowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajka]]></category>
		<category><![CDATA[słonie]]></category>
		<category><![CDATA[zawody]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrytata.waw.pl/?p=3485</guid>
		<description><![CDATA[Cześć kochani. To ja Słoń Trombal-Bombal. Czy wiecie co to jest duma? To takie przekonanie, że jesteś w stanie coś zrobić. To takie uczucie, że potrafisz czegoś dokonać. Po prostu wiesz, że potrafisz i już. Jednak czasem okazuje się, że jednak jest inaczej. Wydawało się, że dasz radę, a w istocie się nie udało. Wtedy [...]
Brak podobnych wpisów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Cześć kochani. To ja Słoń Trombal-Bombal. Czy wiecie co to jest duma? To takie przekonanie, że jesteś w stanie coś zrobić. To takie uczucie, że potrafisz czegoś dokonać. Po prostu wiesz, że potrafisz i już. Jednak czasem okazuje się, że jednak jest inaczej. Wydawało się, że dasz radę, a w istocie się nie udało. Wtedy twoja duma może poczuć się urażona. Dzisiejsza opowieść będzie o tym, w jaki sposób moja duma została urażona. A więc posłuchajcie.</p>
<p style="text-align: justify;">Jestem zwykłym słoniem afrykańskim i chociaż jestem jeszcze dzieckiem, to i tak wyrosłem już na sporych rozmiarów zwierzę. Na pewno jestem większy od was, a nawet od waszych rodziców. Toteż wydawałoby się, że takie duże zwierze może dokonać wielu niezwykłych czynów. I tak w istocie jest. Jednak są pewne rzeczy, które małym zwierzętom wychodzą znacznie lepiej niż nam słoniom. Ale, aby się o tym dowiedzieć i zrozumieć to potrzebowałem dostać solidną nauczkę.</p>
<p style="text-align: justify;">Wszystko zaczęło się w zeszłą sobotę. Wstałem rano, zjadłem śniadanko i poszedłem na sawannę, aby pobawić się ze swoim kumplem ze szkoły niedźwiedziem Rysiem-Gumisiem. On jest bardzo sympatycznym zwierzęciem i zazwyczaj jest bardzo przyjazny. Jednak czasem, jak się na coś uprze to i osła prędzej da się przekonać niż jego. No właśnie. Wtedy Rysio uparł się, żebyśmy zrobili zawody w podnoszeniu ciężarów. Nie chciałem się w to bawić, bo to żadna frajda, jak z góry wiadomo, że się wygra. Ale, jak już wspominałem Rysio-Gumisio był bardzo uparty. Więc jak powiedział „Robimy zawody, albo idę do domu”, to wiedziałem, że prędzej wróci do domu, niż zrezygnuje z tych zawodów. No więc w końcu się zgodziłem.</p>
<p style="text-align: justify;">Rysio zaraz zabrał się za zbieranie zawodników. Zrobił sobie megafon z liścia palmowego i biegając po całej sawannie, darł się na całe gardło:</p>
<p style="text-align: justify;">- Ogłaszam wielkie zawody w podnoszeniu ciężarów. Każdy może wziąć udział, bez względu na swój rozmiar i siłę. Zapraszam, chętnych aby się zapisywali. Im szybciej tym lepiej.”</p>
<p style="text-align: justify;">Zaraz też zaczęły schodzić się zwierzęta z całej okolicy. Głownie chodziło o to aby popatrzeć na widowisko, ale było też kilka zwierząt, które zadeklarowały, chęć wystartowania w zawodach. Były wśród nich żyrafa Łatka-Kanciatka, gazela Zwinka-Prażynka i szympans Fryzek-Ogryzek no i oczywiście ja słoń Trombal-Bombal. Rysio-Gumisio postanowił natomiast, że będzie sędzią, i że będzie pilnował aby wszystko odbyło się uczciwie i bez oszustw.</p>
<p style="text-align: justify;">Okazało się, jednak, że wszyscy uczestnicy, jak tylko dowiadywali się, że będę ich rywalem, zaraz zaczynali marudzić z zamiarem wycofania się z zawodów.</p>
<p style="text-align: justify;">Ogłosiliśmy więc naradę, podczas której ustaliliśmy, że nie będą to zwykłe zawody w podnoszeniu ciężarów, ale prawdziwy pięciobój. Uczestnicy uzgodnili, że całe zawody będą składały się z pięciu konkurencji: podnoszenia ciężarów, biegu z przeszkodami, skoku w dal, wspinaczki po linie, a ostatnią konkurencją miał być wyścig kolarski.</p>
<p style="text-align: justify;">My słonie słyniemy z siły i wytrzymałości, dlatego nie bałem się o podnoszenie ciężarów, czy też bieganie, a i w pozostałych konkurencjach nie czułem się źle, toteż byłem niemal pewny zwycięstwa. Inni uczestnicy również zgodzili się na ogłoszone warunki zawodów i kiedy już niemal wszyscy byli gotowi do startu pojawił się jeszcze jeden zawodnik. Okazało się, że motylek Fruwacz-Zatruwacz, również chce wystartować w zawodach.</p>
<p style="text-align: justify;">Śmiać mi się chciało, gdy go ujrzałem, jak zgłaszał Rysiowi, że chce startować. Nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Zwłaszcza, że wyobraziłem sobie Fruwacza, jak z wywalonym z wysiłku językiem próbuje podnieść półkilogramowy ciężarek. „On chyba sam nie wie w co się pakuje” – pomyślałem. Ale nasz regulamin zawodów nie zabraniał startu nikomu, toteż Gumisio, zapisał Fruwacza, wyjaśnił mu zasady, a potem wskazał miejsce, gdzie rozpoczną się zawody.</p>
<p style="text-align: justify;">Zrobiliśmy krótką rozgrzewkę i przystąpiliśmy do pierwszej konkurencji. Podnoszenie ciężarów było moją najsilniejszą stroną. Toteż okazałem się bezkonkurencyjny. Drugie miejsce zajął Fryzek-Ogryzek, trzecie Zwinka-Prażynka, czwarte Łatka – Kanciatka, no i oczywiście, zgodnie z moimi przypuszczeniami, ostatnie miejsce zajął Fruwacz- Zatruwacz.</p>
<p style="text-align: justify;">Zaraz też rozpoczęliśmy drugą konkurencję – bieg z przeszkodami. Wyniki tej konkurencji były dla mnie wielkim zaskoczeniem. Ustawiliśmy się na lini startu. Rysio-Gumisio nadmuchał papierową torebkę, a potem zaczął odliczać „trzy, dwa, jeden…” i nagle uderzył łapą w nadmuchaną torebkę, która wystrzeliwszy, dała sygnał do biegu. Ruszyłem z kopyta. Biegłem wytrwale. Jednak nie mogłem równać się z szybkonogą gazelą, która wyrwała się do przodu, jakby ją goniło stado wygłodniałych lwów. Ja również biegłem wytrwale, jednak na każdej przeszkodzie traciłem cenne sekundy. Skakanie to nie jest to, co słonie robią najlepiej. Tuż za mną biegł szympans, a żyrafie poplątały się nogi i została gdzieś daleko z tyłu. „Trudno będę drugi” – pomyślałem sobie i dalej zasuwałem do mety. Tymczasem, nawet nie zauważyłem kiedy, Fruwacz przeleciał mi gdzieś pomiędzy nogami, przefrunął obok kłów, niemal musnął skrzydłami moją owłosioną trąbę i wkrótce znalazł się przede mną. Ostatecznie do mety dotarliśmy w następującej kolejności: Zwinka-Prażynka, Fruwacz-Zatruwacz, Ja (czyli Trombal-Bombal), Fryzek-Ogryzek i na końcu Łatka-Kanciatk. Wprost nie mogłem uwierzyć, że dałem się wyścignąć motylowi.</p>
<p style="text-align: justify;">Jednak nie było czasu na użalanie się nad sobą. Trzeba było szykować się do kolejnej konkurencji – skoku w dal.</p>
<p style="text-align: justify;">„Teraz pokażę temu Fruwaczowi na co mnie stać” – pomyślałem w duchu.</p>
<p style="text-align: justify;">Jako pierwsza skakała żyrafa. Stanęła na linii, z której miała wykonać odbicie. Wzięła głęboki wdech i skoczyła. Jej długie nogi sprawiły, że poszybowała całkiem daleko. Potem skakał szympans, ale jemu nie poszło tak dobrze. Za to gazela skoczyła wyśmienicie. Nadeszła więc pora na mnie. Ustawiłem się na linii, przykucnąłem. Nabrałem powietrze do płuc i hooop. Ale moje ciężkie ciało sprawiło, że wylądowałem zaledwie półtora metra od linii. „Pewnie będę ostatni” – pomyślałem, ale zaraz przypomniałem sobie, że jeszcze pozostał jeden zawodnik. – „Może to motyl zajmie ostatnie miejsce, a ja będę przedostatni.” – dodałem w myślach.</p>
<p style="text-align: justify;">Tymczasem on ustawił się na linii startu, poderwał się i zaczął frunąć. Frunął i frunął, i frunął i frunął i… zapewne dofrunąłby do samego oceanu, gdyby nie to, że Rysio, dał mu znak, aby już wylądował.</p>
<p style="text-align: justify;">Nieoczekiwanie zająłem ostatnie miejsce, drugi od końca był Fryzek-Ogryzek, potem Łatka-Kanciatka, Zwinka-Prażynka, a pierwsze miejsce zajął Fruwacz-Zatruwacz.</p>
<p style="text-align: justify;">Miałem nadzieję, że podczas wspinaczki nadrobię stracone punkty. Skupiłem się mocno aby dać z siebie wszystko. Jednak ta konkurencja okazała się niezwykle trudna. Linę zawieszono bardzo wysoko, więc aby się wspiąć na sam szczyt trzeba było się mocno wysilić. Pierwsza swych sił spróbowała żyrafa, jednak zaplątała się w linę i trzeba było ją odplątywać. Akcja ratunkowa trwała dobre piętnaście minut i przez chwilę zastanawialiśmy się, czy nie będzie konieczne ucięcie liny. Gazeli udało się wspiąć na wysokość dwóch metrów, potem jednak nie dała rady i ześlizgnęła się po linie, sadzając tyłek na zielonej trawce. Następnym zawodnikiem był szympans. Ten ledwo chwycił linę, a już był na gałęzi. Sam nie wiem jak on tego dokonał. Zaraz po nim swoją próbę sił miałem ja. We wspinaczce na linę największym problemem jest to, że trzeba wciągnąć na górę ciężar swojego ciała, a to nie jest proste, gdy się waży tyle co słoń. Zaparłem się, nadąłem, wytężyłem wszystkie mięśnie, ale nie udało mi się wspiąć wyżej niż na czterdzieści centymetrów. Nawet trąba i jej mocny chwyt nie pomogły mi w poprawieniu tego wyniku. Wkrótce straciłem siły i podobnie jak gazela zjechałem na trawę, z wielkim wysiłkiem wypuszczając powietrze z trąby. Patrzę, a tu ten spryciarz motylek, chwyta się liny, zaczyna machać skrzydłami i za chwilę jest na gałęzi tuż obok szympansa. Co prawda nie był tak szybki jak Fryzek-Ogryzek, ale zajął w tej konkurencji drugie miejsce. Trzecia była Zwinka-Prażynka, czwarty ja, a piąte miejsce zajęła Łatka-Kanciatka.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.flickr.com/photos/oksancia/5436477332/"><img class="alignleft" title="Słoń jadący na rowerze" src="http://farm5.staticflickr.com/4081/5436477332_2c4b0275c8.jpg" alt="" width="450" height="460" /></a>No i nadeszła w końcu ostatnia konkurencja. Tej konkurencji bałem się najbardziej. Ostatnio na rowerze jeździłem jeszcze w przedszkolu. Potem urosłem za duży i przestałem wsiadać na rower, bo bałem się, że go zmiażdżę. Toteż jazda na rowerze nie była moją silną konkurencją. Jednak postanowiłem się nie poddawać.</p>
<p style="text-align: justify;">Żyrafa wsiadła na rower, zrobiła jeden obrót pedałów i wywróciła się z wielkim hukiem. Gazela ruszyła na przód, ale nie szło jej zbyt dobrze, gdyż nogi co chwilę plątały jej się, a to w pedały, a to w łańcuch, a to w szprychy od koła. Ujechała może ze dwieście metrów i dalej nie była w stanie. Tym razem Fruwacz-Zatruwacz również miał problem. Bowiem nie skonstruowano jeszcze roweru tak małego, aby mógł na nim jeździć motyl.</p>
<p style="text-align: justify;">Widząc co się dzieje sędzia Rysio-Gumisio zdecydował, że ostatnia konkurencja będzie polegała na tym, aby dotrzeć od linii startu do mety i nie ma znaczenia jakim sposobem się tego dokona.</p>
<p style="text-align: justify;">Wszyscy się ucieszyli. Wszyscy oprócz mnie. Motyl pofrunął jak wystrzelony z armaty. Szympans skacząc z jednego drzewa na drugie, z liany na lianę, przemieszczał się do celu. Żyrafa i gazela pobiegły najszybciej jak potrafiły, a ja… Ja nie miałem już siły na dalsze biegi. Byłem wykończony. Postanowiłem więc, że wypróbuję ten rower. Wsiadłem na niego, postawiłem kopyta na pedałach i zacząłem pedałować. Miałem nie lada problem aby utrzymać równowagę. Jednak jakoś sobie radziłem. Powoli, ale posuwałem się do przodu. Wszyscy moi konkurenci dotarli już do mety, a ja nadal jechałem. Pedałowałem z wielkim wysiłkiem. Jednak o dziwo nie wywracałem się. Pod koniec dystansu, zrobiło się znacznie ciężej. Zauważyłem, że koła roweru przestały być okrągłe i stały się lekko jajowate. „A więc jestem zbyt ciężki!” – pomyślałem i chciałem się poddać. Wtedy nadleciał Fruwacz-Zatruwacz i zaczął zachęcać mnie do dalszej jazdy. „Dasz radę!, Jeszcze tylko kilka metrów!” – krzyczał mi niemal do ucha. Włączyłem przednią lampę, bo przy wieczornym blasku nie widziałem już ani drogi, ani frunącego tuż przede mną motyla. On za to, wskazywał mi najlepszą drogę i wspierał swoimi zachętami. Kiedy przetoczyłem się przez linię mety, wszystkie zebrane na sawannie zwierzęta, zaczęły wiwatować i bić brawo.</p>
<p style="text-align: justify;">Tamtego dnia przegrałem zawody. Przegrałem z motylem, którego początkowo zlekceważyłem, a który okazał się nie tylko wytrwałym zawodnikiem, ale również świetnym trenerem i przyjacielem.</p>
<p style="text-align: justify;">Tamtego dnia moja duma ucierpiała. Zamiast w czołówce, wśród zwycięzców, znalazłem się wśród przegranych. Jednak przy okazji nauczyłem się wielu wspaniałych rzeczy:</p>
<p style="text-align: justify;">Po pierwsze zrozumiałem, że każdy jest inny, a przez to lepiej radzi sobie w różnych konkurencjach. Jedni są silni i mogą podnosić wielkie ciężary, a inni są leciutcy i potrafią fruwać. Jedni świetnie skaczą, a inni znakomicie pływają.</p>
<p style="text-align: justify;">Podczas tych zawodów zrozumiałem również, że nie należy nikogo oceniać po wyglądzie. Motyl Fruwacz-Zatruwacz, nie wyglądał może na superbohatera, a mimo to wygrał zawody i pokonał znacznie silniejszych i większych przeciwników.</p>
<p style="text-align: justify;">Od tamtej pory, Fruwacz jest moim kumplem. Zgodził się zostać moim trenerem. Pod jego czujnym okiem ćwiczę do kolejnych zawodów kolarskich. Być może wkrótce zdobędę Puchar Afryki.</p>
<p class="facebook"><a href="http://www.facebook.com/share.php?u=http://dobrytata.waw.pl/urazona-duma.html" target="_blank" title="Dodaj do Facebooka">Dodaj do Facebooka</a></p><div class="nk_fajne_button"><script>
  new nk_fajne({
    url: "http://dobrytata.waw.pl/urazona-duma.html",
    type: 2,
    color: 0,
    title: "Urażona duma",
    image: "",
    description: ""
  });
  </script></div><h4>Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:</h4><ul><li>urażona duma</li></ul><p>Brak podobnych wpisów.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrytata.waw.pl/urazona-duma.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdybym miał gitarę</title>
		<link>http://dobrytata.waw.pl/gdybym-mial-gitare.html</link>
		<comments>http://dobrytata.waw.pl/gdybym-mial-gitare.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 May 2012 00:20:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Żbikowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajki]]></category>
		<category><![CDATA[słonie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrytata.waw.pl/?p=3472</guid>
		<description><![CDATA[Cześć dzieciaki. Kłania się wam do nóżek, wasz ulubiony słoń, czyli ja Trombal-Bombal. Chcecie posłuchać mojej nowej opowieści? Jeśli tak to zapraszam was w podróż do krainy marzeń. Tak, wcale się nie przesłyszałyście. Dziś opowiem wam o moim wielkim marzeniu. Gotowi? A więc zaczynajmy… Lubicie muzykę? Ja lubię i to bardzo. Od maleńkiego słoniątka uwielbiałem [...]
Brak podobnych wpisów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.flickr.com/photos/oksancia/5506411719/"><img class="alignleft" title="słoń grający na gitarze" src="http://farm6.staticflickr.com/5300/5506411719_8a9e18b287.jpg" alt="" width="301" height="400" /></a>Cześć dzieciaki. Kłania się wam do nóżek, wasz ulubiony słoń, czyli ja Trombal-Bombal. Chcecie posłuchać mojej nowej opowieści? Jeśli tak to zapraszam was w podróż do krainy marzeń. Tak, wcale się nie przesłyszałyście. Dziś opowiem wam o moim wielkim marzeniu. Gotowi? A więc zaczynajmy…</p>
<p style="text-align: justify;">Lubicie muzykę? Ja lubię i to bardzo. Od maleńkiego słoniątka uwielbiałem słuchać jak mama śpiewała mi kołysanki. Kochałem także koncerty na trąbę w wykonaniu mojego taty. Odkąd sięgam pamięcią w naszym domu muzyka zawsze była obecna. Jeśli nie w postaci śpiewu mamy, lub trąbienia taty, to na pewno w tle słychać było jakieś radio, lub muzykę lecąca z jakiejś płyty. A kiedy trochę podrosłem sam zacząłem tę muzykę tworzyć. Początkowo były to jakieś dźwięki walenia trąbą w stół. Przez chwilę nawet myślałem o tym aby zostać perkusistą. Jednak okazało się, że moje bębnienie jest niebezpieczne dla otoczenia. Kiedy zaczynałem walić w bębny lub cokolwiek znajdowało się w moim pobliżu, moi rodzice wychodzili z domu lub zatykali sobie uszy wełnianymi kocami. Moje walenie było tak donośne, że kilkakrotnie nie wytrzymały szyby w oknach. Pękały jak kruchy lud pod ciężarem hipopotama. Trzecią przyczyną było to, że meble i sprzęty domowe, które traktowałem jak bębny, często nie wytrzymywały moich rytmicznych uderzeń i rozlatywały się na kawałki.</p>
<p style="text-align: justify;">W końcu rodzice nie wytrzymali i poprosili mnie abym zaprzestał kariery perkusisty i pomyślał o innym instrumencie.</p>
<p style="text-align: justify;">Próbowałem różnych. Grałem na trąbie, jak tata, ale nie szło mi to za dobrze. Tata twierdzi, że jestem jeszcze trochę za młody i dlatego, mam problem z wydobywaniem odpowiednich dźwięków ze swojej trąby. Tak naprawdę, to zamiast dźwięków muzyki, z mojej trąby wydobywało się jedynie pierdzenie. A w dodatku po każdej takiej próbie moja trąba była cała zapluta i musiałem ją szorować pod kranem. Dlatego też zaprzestałem dalszych prób.</p>
<p style="text-align: justify;">Przez jakiś czas grałem na fortepianie, ale i ten instrument nie podpasował mi za bardzo. A to za sprawą mojej trąby. Nigdy nie wiedziałem co mam z nią zrobić. Kiedy grałem, wciskając kolejne sekwencje klawiszy, trąba zazwyczaj zaczynała żyć własnym życiem. Podskakiwała, podrygiwała, zupełnie jakby tańczyła do rytmu. Wcześniej czy później, ona również zaczynała grać. Nie wierzycie? Jak babcię kocham. Ona zaczynała tańczyć uderzając rytmicznie klawisz za klawiszem. W efekcie zamiast grać to co było w śpiewniku z nutami, wychodził mi zupełnie inny utwór, najczęściej taki, którego po prostu nie dawało się słuchać. Zrezygnowałem więc z gry na fortepianie, a zacząłem rozglądać się za czymś innym.</p>
<p style="text-align: justify;">I wtedy znalazłem coś w sam raz dla mnie. To była gitara. Kiedy po raz pierwszy usłyszałem jej charakterystyczne dźwięki, zakochałem się w tym instrumencie. A moja miłość do niego trwa aż do dziś. Pewnego dnia wracałem z zakupów, gdy nagle usłyszałem jakieś ciche brzdękanie. Dźwięki te bardzo mnie zaciekawiły. „Co to jest i skąd pochodzi?” – zastanawiałem się przez chwilę i poszedłem w kierunku, z którego owe dźwięki dobiegały. Wyszedłem zza i ujrzałem ulicznego grajka, który siedział na ławeczce w parku i grał na jakimś dziwnym instrumencie trochę podobnym do skrzypiec, ale większego i bez smyczka. Podszedłem bliżej i przyglądałem się grajkowi. Jego palce przeskakiwały po strunach wydobywając niezwykłe efekty dźwiękowe. Stałem jak posąg i słuchałem tej cudownej muzyki.</p>
<p style="text-align: justify;">W Końcu grajek zauważył, że jestem nim bardzo zainteresowany. Na chwile przestał grać, zerknął na mnie i zapytał:</p>
<p style="text-align: justify;">- Co tam młody? Podoba ci się moja gitara?</p>
<p style="text-align: justify;">- Gitara? – zapytałem zdziwiony.</p>
<p style="text-align: justify;">- Gitara – tu grajek uniósł swój instrument. – Chciałbyś spróbować zagrać?</p>
<p style="text-align: justify;">Przez chwilę stałem oniemiały. Jego pytanie było dla mnie tak zaskakujące, że aż oniemiałem. W końcu udało mi się wyjąkać:</p>
<p style="text-align: justify;">- Chętnie.</p>
<p style="text-align: justify;">Grajek wręczył mi gitarę. Była bardzo lekka. Wziąłem ją w jedną rękę, a drugą, zgodnie z instrukcjami grajka, delikatnie szarpnąłem struny. Udało się wydobyłem z niej wspaniałe dźwięki. To było nieopisane uczucie. Stałem w parku z gitarą w ręku i wydobywałem z niej dźwięki. Trudno nazwać to muzyką, ale dla mnie były to najprzyjemniejsze odgłosy, jakie w życiu słyszałem.</p>
<p style="text-align: justify;">Od tamtej pory marzyłem o tym, aby mieć gitarę i na niej grać. Opowiadałem wszystkim dookoła o tym co bym robił gdybym taką gitarę posiadał. Opowiadałem wszystkim o tym jak cudownie się na tym instrumencie gra i jak wspaniale brzmi wydobywana z niego muzyka. Często wyobrażałem sobie siebie siedzącego w swoim pokoju z gitarą w ręku. Oczami wyobraźni widziałem siebie grającego przeboje i śpiewającego najnowsze hity. Czułem się wspaniale i wręcz słyszałem tę muzykę.</p>
<p style="text-align: justify;">I wiecie c się stało? Moje marzenia się spełniły. To było w Dzień Słoniątka. Spodziewałem się jakiegoś prezentu od rodziców. Byłem jednak przekonany, że będzie to nowa para kaloszy, albo czapka z daszkiem. Jakież było moje zaskoczenie gdy rodzice wnieśli futerał w charakterystycznym kształcie. Jakież było moje podekscytowanie, gdy z drżącymi rękoma odsuwałem suwak pokrowca skrywającego mój wymarzony instrument. Kiedy ją ujrzałem, ucałowałem ją ze szczęścia. Potem wyściskałem rodziców i pobiegłem grać.</p>
<p style="text-align: justify;">Od tamtej pory minęło już wiele miesięcy jednak nie było dnia, w którym nie zagrałbym chociaż jednego kawałka. Codziennie ćwiczę, codziennie gram i zawsze zabieram gitarę ze sobą. Nigdy się nie rozstajemy. To jest po prostu miłość. Moja wielka miłość do gitary.</p>
<p class="facebook"><a href="http://www.facebook.com/share.php?u=http://dobrytata.waw.pl/gdybym-mial-gitare.html" target="_blank" title="Dodaj do Facebooka">Dodaj do Facebooka</a></p><div class="nk_fajne_button"><script>
  new nk_fajne({
    url: "http://dobrytata.waw.pl/gdybym-mial-gitare.html",
    type: 2,
    color: 0,
    title: "Gdybym miał gitarę",
    image: "",
    description: ""
  });
  </script></div><h4>Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:</h4><ul><li>bajki o zygzaku makłinie tam gdzie miał smoczy błysk</li><li>gdybym miał gitarę - dzień mamy i taty</li><li>jak narysowac zwierze grające na instrumecie</li></ul><p>Brak podobnych wpisów.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrytata.waw.pl/gdybym-mial-gitare.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dziwny owoc</title>
		<link>http://dobrytata.waw.pl/dziwny-owoc.html</link>
		<comments>http://dobrytata.waw.pl/dziwny-owoc.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Apr 2012 00:33:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Żbikowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajki]]></category>
		<category><![CDATA[na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[słonie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrytata.waw.pl/?p=3384</guid>
		<description><![CDATA[Cześć dzieci. Z tej strony, wasz ulubieniec, słoń Trąbal-Bombal. Jeśli chcecie to opowiem wam o swojej przygodzie z dziwnym owocem. Siądźcie wygodnie, lub połóżcie się pod kołderką i posłuchajcie. To było jakieś dwa tygodnie temu. Wybraliśmy się całą rodziną na wspólną przechadzkę. Przechadzka to taki trochę dłuższy spacer. Ja i moja rodzina bardzo często urządzamy [...]
Brak podobnych wpisów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;" align="left"><a href="http://www.flickr.com/photos/martinhoward/363283453/"><img class="alignleft" title="Arbuz" src="http://farm1.staticflickr.com/105/363283453_82c18282ab_m.jpg" alt="" width="171" height="240" /></a></p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Cześć dzieci. Z tej strony, wasz ulubieniec, słoń Trąbal-Bombal. Jeśli chcecie to opowiem wam o swojej przygodzie z dziwnym owocem. Siądźcie wygodnie, lub połóżcie się pod kołderką i posłuchajcie.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">To było jakieś dwa tygodnie temu. Wybraliśmy się całą rodziną na wspólną przechadzkę. Przechadzka to taki trochę dłuższy spacer. Ja i moja rodzina bardzo często urządzamy sobie takie przechadzki bo one dobrze działają na poprawę zdrowia i kondycji. A poza tym, bardzo często, podczas tych wypraw przytrafia nam się coś zabawnego, o czym mogę później opowiadać.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">A więc wybraliśmy się na przechadzkę po okolicy. Byłem tam ja, mój tata Stanisław-Słonisław, który jest największym słoniem jakiego znam. On jest tak wielki, że jak siada na trybunach podczas szkolnego meczu, to całe boisko znajduje się w jego cieniu. Była z nami również mama Kachna-Grubachna, najpiękniejsza ze wszystkich słonic w całej Afryce. Moja mama jest taka piękna, że kiedyś to nawet umieścili jej zdjęcie w gazecie. To był jakiś artykuł o potworach z Afryki, albo coś takiego. No i była z nami jeszcze Irmina-Słanina, moja młodsza siostrzyczka. Ona to jeszcze powinna chodzić w pampersach, bo czasami zdarza jej się zsikać w majtki. No ale i tak ją lubię, bo często mogę się w coś pobawić jak nie ma moich kumpli ze szkoły.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">No ale miało być o dziwnym owocu. No to słuchajcie.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Szedłem sobie przez zarośla, zostawiając rodziców oraz Irminę jakieś sto metrów za sobą. I nagle natknąłem się na przedziwny owoc. Jeszcze nigdy takiego nie widziałem. Nie był to ani banan, ani ananas, nie była to pomarańcza ani cytryna, nie było to jabłko, ani gruszka, nie była to figa, ani mango. To był zupełnie nowy owoc. Zbliżyłem do niego trąbę. Pachniał wyśmienicie. Od samego początku byłem przekonany, że musi smakować wspaniale. Owoc ten był okrągły i dosyć duży. Wyglądał jak zielona piłka do koszykówki. Dotknąłem go trąbą i poczułem, że ma dosyć twardą skorupę, która pękła dopiero po silnym uderzeniu w nią. Ucieszyłem się na widok pęknięcia. Teraz mogłem wwiercić się trąbą do środka i dobrać do pachnącej i pysznej zawartości. Nacisnąłem trąbą z całej siły i po chwili udało mi się wepchnąć jej koniec do wewnątrz. Poczułem słodki soczysty miąższ wpływający wprost do mojej trąby. Stałem tak nad przedziwnym owocem i wciągałem jego soczystą zawartość przez trąbę. Była przepyszna. Kiedy wyciągnąłem trąbę z dziurki w owocu, jej koniec był cały pobrudzony czerwonymi resztkami owocu. Zajrzałem do środka dziurki i zobaczyłem, że owoc ten ma intensywną czerwoną barwę. Dostrzegłem tam jednak coś czarnego.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Teraz właśnie uświadomiłem sobie, co znajdowało się w moim prawym policzku. Przez cały czas gdy wysysałem miąższ, do mojej buzi trafiały również pestki owocu. Bezwiednie oddzielałem je od smakowitej reszty i upychałem językiem w policzku. Zastanawiałem się co zrobić z tymi pestkami i jedyny pomysł był taki, aby je wypluć.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Wziąłem jedną z pestek i językiem wepchnąłem ją do trąby. Wyciągnąłem trąbę i dmuchnąłem z całej siły. Pestka wyleciała z wielką szybkością, przeleciała ze sto pięćdziesiąt metrów i trafiła prosto w głowę Irminy, która zaczęła wachlować uszami oraz trąbą, jakby oganiała się od komarów lub bąków.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Zaraz też przyszedł mi do głowy podstępny plan. Załadowałem trąbę kolejną pestką. Wycelowałem i dmuchnąłem. Tym razem trafiłem mamę prosto w ucho. Ale miałem ubaw. Ona również pomyślała, że to bąk, bo zaczęła się wachlować uszami i nasłuchiwała czy nie dochodzi do niej jakieś dziwne brzęczenie.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Naszykowałem kolejny pocisk. Załadowałem. „Cel! Pal!” – pocisk pognał w kierunku taty trafiając go prosto w pupę. Myślałem, że umrę ze śmiechu, gdy zaczął majtać swoim króciutkim ogonkiem.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Teraz postanowiłem przejść na ogień ciągły. Wszystkie pestki jakie zmagazynowałem w policzku przepchnąłem do trąby. Wyprostowałem ją, wycelowałem i dmuchnąłem. Cała seria czarnych pocisków wyleciała z mojej trąby niczym z karabinu maszynowego. Kilka z nich nie trafiło do żadnego z celów. Jednak większość uderzyła w Irminę, mamę lub tatę. Zaskoczenie na ich twarzach było tak zabawne, ze zacząłem się tarzać ze śmiechu. Nie mogłem się powstrzymać. Aż się popłakałem. A najgorsze, że nie zauważyłem jak pozostali członkowie mojej rodziny ruszyli w moim kierunku, aby odpłacić mi pięknym za nadobne. Nim się obejrzałem znalazłem się w pułapce. Tata chwycił mnie swoją wielką trąbą, a mama złapała moją trąbę, abym nie mógł się wyswobodzić z jego uścisku.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Przez chwilę zastanawiałem się co zamierzają mi zrobić. Szybko się jednak domyśliłem. Byłem ciągnięty, a raczej niesiony wprost do błotnistej sadzawki. Kilka minut później pływałem w niej taplając się niemal po szyję w brązowym błocie. Kiedy w końcu udało mi się wydostać na brzeg, byłem cały brudny i musiałem wrócić do domu aby się wykąpać.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">To była bardzo udana przechadzka. Wszyscy świetnie się bawiliśmy, a w dodatku poznaliśmy nowy owoc, który wszystkim posmakował. Od tamtej pory, niemal codziennie urządzamy wojnę na arbuzowe pestki.</p>
<p class="facebook"><a href="http://www.facebook.com/share.php?u=http://dobrytata.waw.pl/dziwny-owoc.html" target="_blank" title="Dodaj do Facebooka">Dodaj do Facebooka</a></p><div class="nk_fajne_button"><script>
  new nk_fajne({
    url: "http://dobrytata.waw.pl/dziwny-owoc.html",
    type: 2,
    color: 0,
    title: "Dziwny owoc",
    image: "",
    description: ""
  });
  </script></div><h4>Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:</h4><ul><li>czy młodzież lubi chodzić w pampersach</li><li>małpa z papieru</li><li>zdjęcie deszcz na szybie na dobranoc]</li></ul><p>Brak podobnych wpisów.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrytata.waw.pl/dziwny-owoc.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wielkie poszukiwania</title>
		<link>http://dobrytata.waw.pl/wielkie-poszukiwania.html</link>
		<comments>http://dobrytata.waw.pl/wielkie-poszukiwania.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Apr 2012 00:08:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Żbikowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajki]]></category>
		<category><![CDATA[na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[o słoniach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrytata.waw.pl/?p=3373</guid>
		<description><![CDATA[Cześć dzieciaki. To znowu ja – wasz ulubiony słoń Trombal-Bombal. Dziś opowiem wam o moich wielkich poszukiwaniach i moim niezwykłym odkryciu. Jesteście gotowi? A więc zaczynajmy. Wszystko zaczęło się wczoraj, zaraz po śniadaniu. To był dzień urodzin mojego taty Stanisława-Słonisława. Postanowiłem, że zrobię dla niego niespodziankę. Zakradłem się do jego gabinetu, usiadłem przy biurku, wyciągnąłem [...]
Brak podobnych wpisów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;" align="left"><a href="http://www.flickr.com/photos/oksancia/5451278263/"><img class="alignleft" title="Trombal-Bombal i lupa" src="http://farm6.staticflickr.com/5219/5451278263_ab5903c90a.jpg" alt="" width="450" height="450" /></a></p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Cześć dzieciaki. To znowu ja – wasz ulubiony słoń Trombal-Bombal. Dziś opowiem wam o moich wielkich poszukiwaniach i moim niezwykłym odkryciu. Jesteście gotowi? A więc zaczynajmy.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Wszystko zaczęło się wczoraj, zaraz po śniadaniu. To był dzień urodzin mojego taty Stanisława-Słonisława. Postanowiłem, że zrobię dla niego niespodziankę. Zakradłem się do jego gabinetu, usiadłem przy biurku, wyciągnąłem kartkę papieru i zacząłem rysować. Narysowałem słonko i czerwony kwiatek, duże pomarańczowe serduszko i malutkiego ptaszka. Na koniec napisałem „Tato, żyj tysiąc lat i bądź zawsze w słoniowym nastroju.” Teraz należało jeszcze znaleźć jakąś kopertę, aby włożyć do niej laurkę. Otworzyłem jedną szufladę, ale tam kopert nie było. Otworzyłem kolejną i również żadnej nie znalazłem. Kiedy otworzyłem trzecią szufladę ujrzałem coś co przykuło moją uwagę. Była to spora lupa. Zupełnie taka sama jak ta, której używał Sherlock Holmes, kiedy rozwiązywał swoje słynne zagadki kryminalne.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">„Przez taką lupę można sporo zobaczyć” – pomyślałem. „A gdybym tak pożyczył sobie tę lupę i poszukał czegoś pięknego?” Nie wiem dlaczego, ale myśl ta wydała mi się najważniejszą sprawą w tamtym momencie. Pozostawiłem laurkę bez koperty na blacie biurka, a następnie dzierżąc w ręku wspaniałą lupę, pochylony tuż nad podłogą wyszedłem z gabinetu taty. Przypatrywałem się każdemu, nawet najdrobniejszemu sękowi w naszej podłodze. Podziwiałem wzory na dywanach, obserwowałem wszystko przez niezwykłe szkło powiększające.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">„Jakże wspaniale wygląda świat przez takie szkiełko” – myślałem. Mimo, że przeszukałem niemal każdy milimetr podłogi w naszym domu, nadal nie znalazłem nic, o czym mógłbym z całym przekonaniem powiedzieć, że „to jest po prostu piękne”. My słonie nie poddajemy się zbyt łatwo. A ja jako typowy przedstawiciel gatunku jestem tego przykładem. Nie zniechęciłem się, tylko postanowiłem poszukać na podwórku.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Już wkrótce przemierzałem je wzdłuż i w szerz. W końcu dotarłem do ogródka mojej mamy Kachny-Grubachny. Tam natknąłem się na wspaniałe kwiatki, które oglądane przez lupę sprawiały wrażenie jeszcze bardziej kolorowych, jeszcze bardziej delikatnych, jeszcze bardziej egzotycznych, a nawet jeszcze bardziej pachnących. Wszystkie one były wspaniałe i takie naturalne, jednak wiedziałem, że to nadal nie jest „to coś”, czego szukałem. Kontynuowałem więc poszukiwania. Dotarłem na łąkę. Tam natknąłem się na kolejne znalezisko. W niewielkim gniazdku zrobionym z wyschniętej trawy znalazłem puchate piórko. Przyjrzałem się mu uważnie przez okular i dostrzegłem jego przepiękną budowę, delikatność, zwiewność, a także niespotykaną lekkość. Piórko to było wspaniałe, ale „to jeszcze nie to” – pomyślałem.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Szedłem dalej, aż wszedłem w pobliskie zarośla. Tu spostrzegłem pajęczynę utkaną z delikatnej nici. Na pajęczynie znajdowały się setki drobniutkich kropelek rosy. Dobre piętnaście minut obserwowałem ten cud natury. Przyglądałem się jak promienie słońca rozszczepiają się na poszczególnych kropelkach tańczących na pajęczynie, tworząc przy tym kolorową tęczę. Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś równie wspaniałego. Byłem oczarowany i zachwycony. Zapewne siedziałbym tam i podziwiał tę pajęczynę jeszcze z pół dnia, gdyby nie fakt, że jej właściciel wyszedł nagle z ukrycia.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Uwierzcie mi lub nie, ale powiem wam jedno. Widok owłosionego pająka, z niezliczoną ilością oczu, gapiącego się na ciebie przez wielgaśną lupę, nie należy do widoków najprzyjemniejszych. Na jego widok zerwałem się z miejsca, wrzasnąłem i przestraszony pognałem w kierunku domu. Omal nie psikałem się ze strachu.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Kiedy dotarłem do domu, na ganku spotkałem moją młodszą siostrę Irminę-Słoninę. Siedziała sobie przy małym stoliku i gryzmoliła coś kredkami na kartce.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Co tam mas? – zapytała zupełnie jak dzidziuś, wskazując na trzymaną przeze mnie lupę.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Nie mówi się „mas” tylko masz! – poprawiłem siostrę, a ona bez najmniejszego przejęcia powtórzyła:</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Cio to jeśt?</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Darowałem sobie poprawianie jej po raz kolejny. Machnąłem ręką, a następnie uniosłem lupę nieco do góry i powiedziałem:</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- To jest lupa. Służy do szukania różnych rzeczy. Wziąłem ją z biurka taty.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- A cio znalazłeś? – Irmina jest bardzo ciekawska.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Różne rzeczy, ale nadal szukam czegoś co będzie naprawdę piękne.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Mama mówiłała, że ja jeśtem piękna – powiedziała moja siostra uśmiechając się niemądrze i kręcąc biodrami tak jakby tańczyła.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Mama czasem mówi takie rzeczy, ale to wcale nieznaczny, że się z nią zgadzam – powiedziałem stanowczo, aby zakończyć tę rozmowę, a potem wszedłem do mieszkania. Nadal nie znalazłem niczego tak pięknego, jak bym chciał. Jednak była już najwyższa pora, a by odłożyć lupę na swoje miejsce.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Wszedłem więc do gabinetu taty i w zamyśleniu skierowałem się prosto w kierunku biurka. I wtedy zorientowałem się, że było już za późno. Mój tata siedział w swoim fotelu. „Pewnie już się zorientował, że pożyczyłem jego lupę i to bez pytania” – pomyślałem i zerknąłem spod opuszczonej głowy w jego stronę. Ku mojemu zaskoczeniu wcale nie wyglądał na zagniewanego. Wprost przeciwnie. Tata uśmiechał się, a uśmiech ten wydał mi się najpiękniejszą rzeczą jaką widziałem na całym świecie. Nie mogłem się powstrzymać. Uniosłem lupę do jednego oka i zamknąwszy drugie spojrzałem na tatę przez szkło powiększające. Tata trzymał w ręku laurkę, oglądał ją i uśmiechał się. „Tak, ten uśmiech to jest to co chciałem zobaczyć. Ten uśmiech jest najpiękniejszą rzeczą na świecie.”</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Wszystkiego najsłoniowatszego z okazji urodzin! – wykrzyknąłem zarzuciwszy tacie trąbę na szyję. Potem oddałem tacie lupę i przeprosiłem, za to, że wziąłem ją bez zapytania o pozwolenie. Na szczęście tata wcale się na mnie nie gniewał i powiedział, że mogę ją pożyczać zawsze, kiedy tylko będę jej potrzebował.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Wiecie co? Podczas tych poszukiwań odkryłem bardzo ważną rzecz. Są na świecie różne wspaniałe, wręcz cudowne rzeczy i zjawiska. Wystarczy jednak uśmiechnięta twarz kogoś bliskiego naszemu sercu, aby ujrzeć najpiękniejszą rzecz na świecie. A najważniejsze jest to, że wasze uśmiechy działają tak samo na waszych bliskich. Nigdy o tym nie zapominajcie.</p>
<p class="facebook"><a href="http://www.facebook.com/share.php?u=http://dobrytata.waw.pl/wielkie-poszukiwania.html" target="_blank" title="Dodaj do Facebooka">Dodaj do Facebooka</a></p><div class="nk_fajne_button"><script>
  new nk_fajne({
    url: "http://dobrytata.waw.pl/wielkie-poszukiwania.html",
    type: 2,
    color: 0,
    title: "Wielkie poszukiwania",
    image: "",
    description: ""
  });
  </script></div><h4>Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:</h4><ul><li>pingwinek na dobranoc</li><li>torty maklina zygzaka</li></ul><p>Brak podobnych wpisów.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrytata.waw.pl/wielkie-poszukiwania.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Istne szaleństwo</title>
		<link>http://dobrytata.waw.pl/istne-szalenstwo.html</link>
		<comments>http://dobrytata.waw.pl/istne-szalenstwo.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Apr 2012 00:31:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Żbikowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[o słoniach]]></category>
		<category><![CDATA[wielkanoc]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrytata.waw.pl/?p=3339</guid>
		<description><![CDATA[Cześć dzieciaki, to ja Trombal-Bombal – słoń, który opowiada o swoich przygodach. Nie uwierzycie co się u nas ostatnio wyprawia. To po prostu istne szaleństwo. Ale jak chcecie to opowiem wam całą historię od początku. Wszystko zaczęło się wczoraj. Wróciłem ze szkoły wczesnym popołudniem. Słońce radośnie przyświecało, tak, że nie chciało mi się siedzieć w [...]
Brak podobnych wpisów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;" align="left"><a href="http://www.flickr.com/photos/kevbo/4486791390/"><img class="alignleft" title="Króliczek Wielkanocny" src="http://farm5.staticflickr.com/4036/4486791390_789132c0aa.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>Cześć dzieciaki, to ja Trombal-Bombal – słoń, który opowiada o swoich przygodach. Nie uwierzycie co się u nas ostatnio wyprawia. To po prostu istne szaleństwo. Ale jak chcecie to opowiem wam całą historię od początku.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Wszystko zaczęło się wczoraj. Wróciłem ze szkoły wczesnym popołudniem. Słońce radośnie przyświecało, tak, że nie chciało mi się siedzieć w domu. Szybko odrobiłem lekcje aby móc pobawić się na świeżym powietrzu. Było tak ciepło, że nie miałem ochoty na żadne bieganie i hasanie, ale postanowiłem wybrać się na spacer. Spacery są bardzo ciekawą formą spędzania wolnego czasu. Zawsze podczas spacerów obserwuję okolicę i wypatruję ciekawostek przyrodniczych. Kiedyś podczas jednego ze spacerów natknąłem się na grzechotnika. Tak się wystraszyłem, że aż wspiąłem się na pobliskie drzewo. Wyobrażacie sobie ten widok? – Słoń siedzący na drzewie. Nawet zebry rżały ze śmiechu na mój widok, zwłaszcza, że potem nie potrafiłem z tego drzewa zejść. Dopiero mój tata musiał się do mnie doczłapać i mnie ściągnął na ziemię. No ale i tak wolę być wyśmianym przez zebry, niż ukąszonym przez grzechotnika.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Ale wróćmy do naszej opowieści. Podczas całego spaceru nie natknąłem się na żadnego węża, aligatora, lwa czy inne niebezpieczne zwierze. Natknąłem się na coś zupełnie, ale to zupełnie niespotykanego. Otóż idę sobie przez gąszcz, rozglądam się dookoła, gdy naglę o mały włos czegoś nie rozdeptałem. Zerkam na to coś i zastanawiam się co to takiego. Na pierwszy rzut oka powiedziałbym, że to jajko jakiegoś ptaka – takie owalne, lekko twardawe. Ale jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałem. Widywałem różne jajka: małe i duże, jasne i ciemne, w plamki, w kropki i zupełnie gładkie, jajka białe, kremowe, zielone, niebieskie, a nawet brązowe. Jednak takiego jajka jak to nie widziałem w życiu. Było calutkie w kolorowe wzorki. Zupełnie, jakby ktoś namalował na nim różnokolorowe szlaczki. „Tylko po co ktoś miałby to robić” – pomyślałem.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Wziąłem znalezisko delikatnie w trąbę i postanowiłem, że pokażę je mamie. Ona jest bardzo mądra i zapewne będzie wiedziała, który ptak znosi takie kolorowe jajka. A może to jest jajko węża, albo żółwia, a może krokodyla.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Ruszyłem więc w kierunku domu. Nie uszedłem jednak kilku kroków, gdy pod moją nogą dostrzegłem kolejne niezwykłe jajko. Tym razem było całe w żółciutkie i różowe kwiatuszki. „To nie możliwe” – pomyślałem. – „Żadne zwierze nie znosi jajek w kwiatki!” Sprawa wydała mi się bardzo podejrzana. Zacząłem się rozglądać i szybko wypatrzyłem następne kolorowe jajko. To z kolei miało namalowane zielone listeczki o różnych kształtach. Zaraz też dostrzegłem jeszcze jedno z namalowanym kangurkiem i następne z namalowanymi baziami. Szedłem przez sawannę i co chwila znajdywałem kolejne dziwne jajka. W końcu przestały mi się mieścić w zagłębieniu trąby i musiałem zostawić je w jednym miejscu.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Przez cały czas zastanawiałem się co to są za jajka, do kogo należą i po co ktoś je maluje w takie przedziwne wzorki? I kiedy tak rozmyślałem, odpowiedź na te pytania przyszła do mnie niemal sama. Właśnie zajmowałem się ostrożnym układaniem jajek na posłaniu z trawy, tak aby żadnego z nich nie zbić, gdy nagle poczułem dziwne łaskotanie na tyłku. Odwróciłem głowę i… Nie uwierzycie co zobaczyłem. Tuż za mną stał sporych rozmiarów Królik w brązowym kapeluszu, z pędzlem w łapce. Naprawdę. A w dodatku, zasuwał tym pędzlem po moim tyłku. Chwila moment, a moja pupa zaroiła się od kolorowych kwiatków.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Yhym! – odchrząknąłem dając mu znać o swojej obecności.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Królik spojrzał w górę, a kiedy mnie zobaczył, zaczął się cały trząść niczym osika i jąkał się bez przerwy tak, że nic nie mogłem zrozumieć.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Uspokój się! – powiedziałem na tyle stanowczo, że królik przestał się jąkać. – A teraz powiedz mi o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego pomalowałeś mój zadek w kwiatki? I co robią tu te wszystkie kolorowe jajka?</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- A więc nie zamierzasz mnie zzzjeść? – zapytał królik.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Zjeść? Ależ skąd. Słonie są roślinożerne. Nie jadamy królików. A już na pewno nie takie, które chodzą w kapeluszach i malują wszystko dookoła w kolorowe wzorki.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Bardzo się cieszę, że nie zamierzasz mnie zjeść – Uszatek, bo tak go w myślach nazwałem, zaczął się trochę ożywiać. – Nazywam się Króliczek Wielkanocny – to mówiąc zdjął z głowy kapelusz i ukłonił się wachlując długimi uszami po ziemi.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Ja mam na imię Trombal-Bombal i mieszkam niedaleko stąd. – odpowiedziałem grzecznie, a chwilę potem zniecierpliwiony zapytałem &#8211; A czy teraz dowiem się w końcu, co to za kwiatki przyozdabiają tylną część mojego ciała.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Jak już mówiłem, jestem Króliczkiem Wielkanocnym. Zbliża się Wielkanoc, a więc jak co roku zabrałem się za malowanie jajek.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- A poco je malujesz?</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Taka jest wielkanocna tradycja. Kolorowe jajeczka są symbolem tych wspaniałych świąt.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- I po to pomalowałeś wszystkie te jajka?</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Tak. Maluję każde napotkane po drodze jajko. Wędruję od gniazda do gniazda i macham pędzlem aby namalować na każdym jajeczku coś pięknego. A właściwie to gdzie ja zawędrowałem?</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- No jak to gdzie? Do Afryki.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Do Afryki!? To niemożliwe. Musiałem chyba źle skręcić w którymś miejscu. Ale żebym aż do Afryki dotarł. To wyjaśnia przynajmniej dlaczego jest tu tak gorąco.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- A co z moja pupą? – zapytałem zniecierpliwiony.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Wstyd się przyznać, ale pomyliłem cię z kolejnym jajkiem i zacząłem z rozpędu malować.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Pomyliłeś mnie z jajkiem?</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- Przepraszam, ale tak. – Uszatek był bardzo zawstydzony, o czym świadczyła jego mina i przyklapnięte uszy. Aż zrobiło mi się go trochę szkoda.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">- No już dobrze. Nie gniewam się już na ciebie. Ale czy opowiesz mi coś więcej o tej Wielkanocy?</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">I tak zaprosiłem Królika Wielkanocnego do naszego domku. Został z nami na obiedzie, a potem na kolacji, a potem jeszcze przenocował u nas do rana. I dopiero po śniadaniu tata odprowadził go na lotnisko, aby mógł wrócić do swojego kraju. To był naprawdę wspaniały gość. Opowiedział nam o świętach Wielkanocnych, o ich tradycji, o radości jaka się z nimi wiąże, a także o tak zwanym „Lanym Poniedziałku”. Kiedy o tym usłyszałem, to wpadłem na wspaniały pomysł. Postanowiłem, że jutro w szkole urządzę prawdziwy „Lany Poniedziałek”. My słonie mamy pod tym względem niesamowitą przewagę nad innymi zwierzętami. Moja trąba już nie może doczekać się polewania.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Cześć dzieciaki. Życzę wam wesołego Alleluja i mokrego Śmigusa Dyngusa.</p>
<p class="facebook"><a href="http://www.facebook.com/share.php?u=http://dobrytata.waw.pl/istne-szalenstwo.html" target="_blank" title="Dodaj do Facebooka">Dodaj do Facebooka</a></p><div class="nk_fajne_button"><script>
  new nk_fajne({
    url: "http://dobrytata.waw.pl/istne-szalenstwo.html",
    type: 2,
    color: 0,
    title: "Istne szaleństwo",
    image: "",
    description: ""
  });
  </script></div><h4>Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:</h4><ul><li>Jaki ptak znosi zielone jajka</li><li>jaki maly ptak znosi zielone jajka</li><li>ktory ptak znosi zielone jajka</li></ul><p>Brak podobnych wpisów.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrytata.waw.pl/istne-szalenstwo.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ciasny ale własny</title>
		<link>http://dobrytata.waw.pl/ciasny-ale-wlasny.html</link>
		<comments>http://dobrytata.waw.pl/ciasny-ale-wlasny.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 30 Mar 2012 00:48:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Żbikowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajka]]></category>
		<category><![CDATA[na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[o słoniach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrytata.waw.pl/?p=3335</guid>
		<description><![CDATA[Cześć dzieciaki. Z tej strony wasz ulubiony słoń – Trąbal-Bombal. Dziś rano udało mi się dojść do pewnych bardzo mądrych wniosków. Chcecie o tym usłyszeć? A więc siadajcie wygodnie i nastawcie uszu. Dziś mamy niedzielę. Lubię niedzielę, bo nie trzeba wtedy iść do szkoły. Można się wyspać, lub po prostu nic nie robić. Ja jednak [...]
Podobne wpisy na DobryTata.waw.pl:<ol>
<li><a href='http://dobrytata.waw.pl/bajka-o-sloniu-i-zarowce.html' rel='bookmark' title='Bajka o słoniu i żarówce'>Bajka o słoniu i żarówce</a></li>
</ol>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;" align="left"><a href="http://www.flickr.com/photos/oksancia/5571827238/"><img class="alignleft" title="dom" src="http://farm6.staticflickr.com/5025/5571827238_3e129738f9.jpg" alt="" width="263" height="350" /></a>Cześć dzieciaki. Z tej strony wasz ulubiony słoń – Trąbal-Bombal. Dziś rano udało mi się dojść do pewnych bardzo mądrych wniosków. Chcecie o tym usłyszeć? A więc siadajcie wygodnie i nastawcie uszu.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Dziś mamy niedzielę. Lubię niedzielę, bo nie trzeba wtedy iść do szkoły. Można się wyspać, lub po prostu nic nie robić. Ja jednak ani nie spałem za długo, ani się nie ponudziłem. Zaraz po przebudzeniu chapsnąłem trochę jedzenia – jakieś pięćdziesiąt kilo jabłek i kilkanaście bananów. Potem wybiegłem z domu, aby pobawić się na dworze. Lubię bawić się poza domem, bo jest tu dużo świeżego powietrza, wiele ciekawych miejsc do zabawy i, co najważniejsze, przyjemnie grzeje słoneczko.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Tego dnia postanowiłem wybrać się na przechadzkę do pobliskiego lasu. Lubię tam chodzić, bo zawsze znajduję tam coś super-interesującego. Tym razem również tak było. Ledwo wszedłem wśród drzewa, patrzę dookoła, rozglądam się i co widzę? Na jednym z pni rosnących tam baobabów siedzi sporych rozmiarów ślimak. Miał lekko spiczastą skorupkę i cały był brązowy w ciemniejsze prążki. Usiadłem sobie na ziemi aby obserwować jak ślimak pełznie po pniu. Robił to bardzo wolno. Posuwał się do przodu mozolnie w niemal żółwim tempie. Pomyślałem sobie, że gdybym ja poruszał się tak wolno jak on to do domu wróciłbym zapewne nie wcześniej niż za tydzień. Zastanawiałem się dlaczego ślimaki poruszają się tak wolno. Przyjrzałem się Ślamazarze, bo tak nazwałem w myślach swojego nowego przyjaciela, i zaraz znalazłem odpowiedź na swoje pytanie. Może i wy się już domyśliliście, drogie dzieci? Oczywiście chodzi o to, że biedny Ślamazara dźwiga na swoim grzbiecie ciężką skorupę. „Czy nie lepiej byłoby zostawić swój dom gdzieś w jednym miejscu, zamiast nosić go zawsze ze sobą?” – zastanawiałem się przez chwilę. Chciałem nawet zapytać o to pana Ślamazarę, ale w końcu postanowiłem nie przeszkadzać mu w jego wędrówce.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Po chwili przyszła mi do głowy kolejna myśl &#8211; „czy w tej skorupce nie jest ślimakowi ciasno?” – przyjrzałem się muszelce jeszcze uważniej. – „Fortepian się w niej nie zmieści na pewno” – uznałem.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Zrobiło mi się bardzo żal pana Ślamazary. Miał taki maleńki i ciasny domek, a w dodatku musiał go bez przerwy dźwigać na swoim grzbiecie. Zastanawiałem się jednak nad jeszcze jednym – „ skoro ten domek jest taki ciężki, taki ciasny i taki niewygodny, to dlaczego pan Ślamazara ciągle się uśmiechał?” To było zadziwiające. On naprawdę się cieszył pomimo tych wszystkich utrudnień.</p>
<p style="text-align: justify;" align="left">Tak sobie siedziałem pod wielkim baobabem, przyglądałem się małemu ślimakowi i użalałem się nad jego losem, a tymczasem wcale nie zauważyłem nagłej zmiany pogody. Prażące cieplutkim żarem słoneczko zaszło za ciemnymi, niemal stalowoszarymi chmurami. Nagle zerwał się silny wiatr i zaczęło padać. Początkowo deszcz zaledwie kropił, jednak z każdą chwilą przybierał na sile. Po kilku minutach zamienił się w solidną ulewę. Zerknąłem na ślimaka, który jakby nigdy nic schował się w swojej skorupie i niczym się nie przejmował. Ja tymczasem zerwałem się na nogi i najszybciej jak potrafiłem pognałem do domu. Kiedy do niego dotarłem byłem przemoczony do suchej nitki, zziębnięty i umorusany błotem. Wchodząc do domu pomyślałem – „może jednak noszenie domku na grzbiecie nie jest takim złym pomysłem”. Chwilę potem wziąłem gorący prysznic i poszedłem do swojego pokoju. Rozejrzałem się i stwierdziłem w myślach, że mój pokój nie jest może zbyt duży, ale za to bardzo przytulny i dobrze się w nim czuję. – „może pan Ślamazara również tak się czuje w swoim ciasnym, ale własnym mieszkanku” – pomyślałem, a potem zapadłem w krótką drzemkę, podczas której przyśnił mi się sen, o słoniu niosącym skorupę na grzbiecie. Na szczęście był to tylko sen.</p>
<p class="facebook"><a href="http://www.facebook.com/share.php?u=http://dobrytata.waw.pl/ciasny-ale-wlasny.html" target="_blank" title="Dodaj do Facebooka">Dodaj do Facebooka</a></p><div class="nk_fajne_button"><script>
  new nk_fajne({
    url: "http://dobrytata.waw.pl/ciasny-ale-wlasny.html",
    type: 2,
    color: 0,
    title: "Ciasny ale własny",
    image: "",
    description: ""
  });
  </script></div><h4>Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:</h4><ul><li>bajki ślamazaki</li><li>ciasny ale własny</li><li>jak wygląda krzesło kapitańskie</li></ul><p>Podobne wpisy na DobryTata.waw.pl:</p><ol>
<li><a href='http://dobrytata.waw.pl/bajka-o-sloniu-i-zarowce.html' rel='bookmark' title='Bajka o słoniu i żarówce'>Bajka o słoniu i żarówce</a></li>
</ol>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrytata.waw.pl/ciasny-ale-wlasny.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wielka kąpiel Trombala-Bombala</title>
		<link>http://dobrytata.waw.pl/wielka-kapiel-trombala-bombala.html</link>
		<comments>http://dobrytata.waw.pl/wielka-kapiel-trombala-bombala.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Mar 2012 00:32:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Żbikowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajki]]></category>
		<category><![CDATA[na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[słonie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrytata.waw.pl/?p=3318</guid>
		<description><![CDATA[Cześć dzieciaki. To ja Trombal-Bombal, wasz ulubiony słoń. Jeśli chcecie to opowiem wam o swojej wczorajszej kąpieli. A więc usiądźcie wygodnie i posłuchajcie. Wczoraj, przez cały dzień padał deszcz. Lubię kiedy pada, bo wszędzie robią się kałuże. A kałuże mają to do siebie, że są źródłem wspaniałej zabawy. Kiedy wracałem ze szkoły do domu, postanowiłem [...]
Brak podobnych wpisów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.flickr.com/photos/oksancia/5532361276/"><img class="aligncenter" title="słoń w kąpieli" src="http://farm6.staticflickr.com/5095/5532361276_920c1aa86d.jpg" alt="" width="450" height="338" /></a>Cześć dzieciaki. To ja Trombal-Bombal, wasz ulubiony słoń. Jeśli chcecie to opowiem wam o swojej wczorajszej kąpieli. A więc usiądźcie wygodnie i posłuchajcie.</p>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj, przez cały dzień padał deszcz. Lubię kiedy pada, bo wszędzie robią się kałuże. A kałuże mają to do siebie, że są źródłem wspaniałej zabawy. Kiedy wracałem ze szkoły do domu, postanowiłem wypróbować kilka z nich. I wiecie co? Wcale się nie rozczarowałem. Zabawa w kałużach była wyśmienita. Skakałem po nich, chlapałem dookoła, wbiegałem w najgłębsze z nich, a w jednej z kałuż to nawet upadłem na pupę.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy dotarłem do domu, byłem przemoczony do suchej nitki. Woda ściekała mi po głowie, kłach i trąbie. Cały byłem umorusany błotem, a moje ubranie wyglądało po prostu strasznie. „Mamie się to nie spodoba” – pomyślałem.</p>
<p style="text-align: justify;">Wszedłem do przedpokoju i zauważyłem, że dom wygląda na pusty. „Czyżby mama nie wróciła jeszcze z pracy?” – zastanawiałem się przez chwilę. W mojej głowie pojawił się genialny plan. „Zaraz wrzucę ubrania do pralki, a sam wskoczę do wanny i się wykąpię. Kiedy mama wróci do domu, moje ubrania będą wyprane, a ja będę czyściutki jak nigdy.” Plan wydawał się świetny, więc zaraz zabrałem się za jego realizację. Rozebrałem się, a zdjęte ubrania wrzuciłem do pralki. Wziąłem proszek. Nigdy nie robiłem prania, więc nie za bardzo wiedziałem ile należy go użyć. „Pół opakowania powinno wystarczyć” – pomyślałem i wsypałem proszek do pralki. Zamknąłem drzwiczki i włączyłem pralkę. Zaraz do moich uszu dotarł dźwięk wlewającej się do środka wody.</p>
<p style="text-align: justify;">Odwróciłem się do wanny. Nalałem płynu do kąpieli i odkręciłem kurek z ciepłą wodą. Pobiegłem jeszcze do swojego pokoju po żaglówkę i gumową kaczuszkę, abym miał się czym bawić podczas kąpieli. Zaraz też wszedłem do wanny. Woda była wspaniała, a w dodatku, płyn i lejąca się do wanny woda sprawiły, że w wannie powstało bardzo dużo piany. Bardzo lubię pianę. Czasem jest z nią tyle samo zabawy co z kałużami.</p>
<p style="text-align: justify;">Chwilę pobawiłem się kaczuszką, chwilę popływałem żaglowcem, ale przez cały czas nie dawała mi spokoju piana. „Co by było, gdyby piany było tak dużo, że cały bym się w niej ukrył?” – pomyślałem, a myśl ta bardzo mi się spodobała. Zaraz wziąłem się za produkcję piany. Dolałem płynu do kąpieli, zanurzyłem czubek trąby w wodzie i zacząłem dmuchać. My słonie mamy w tej kwestii ułatwione zadanie. Trąba okazuje się tu niezwykle przydatnym narzędziem do produkcji wspaniałej piany. Dmuchałem i dmuchałem, bomblowałem i bomblowałem. Byłem tak zajęty, że nawet nie zauważyłem, że nie tylko ja w tym momencie byłem producentem piany.</p>
<p style="text-align: justify;">Połowa opakowania proszku do prania okazała się ilością nieco za dużą. Z każdym obrotem bębna pralki, powstawały niezliczone ilości kolejnych baniek. Piana zaczęła wyciekać z pralki wszystkimi możliwymi otworami, a najwięcej wydobywało się jej przez szufladkę na proszek i przez nieszczelną uszczelkę w drzwiczkach. Kiedy ja produkowałem wiaderko piany, pralka wypluwała z siebie pięć wiaderek.</p>
<p style="text-align: justify;">W końcu udało mi się wyprodukować tyle białego puchu, że niemal cały zanurzony byłem w pianie. Zacząłem więc się w niej taplać, rzucać się w nią, rozchlapując całą wodę dookoła. Wiele radości dało mi także rozdmuchiwanie piany dookoła. Piana unosiła się w powietrzu, wirowała dookoła jak śnieg. Ona była wszędzie. I kiedy mówię wszędzie, to mam na myśli wszędzie.</p>
<p style="text-align: justify;">Piana z mojej wanny połączyła się z pianą produkowaną w pralce i obydwie postanowiły zwiedzić nasze mieszkanie. Powoli wypełzły na korytarz. Stąd posuwały się dalej. Dotarły do kuchni, która bardzo im się spodobała, bo wpełzły na stół i na kredens i na kuchenkę. Chciały się wedrzeć nawet do lodówki, ale była szczelnie zamknięta. W końcu dotarły także do salonu i sypialni rodziców. Jedynie mój pokój zostawiły w spokoju. Może przestraszyły się bałaganu. Chociaż, kto to wie.</p>
<p style="text-align: justify;">I kiedy już rozpełzły się po całym domu, z pracy wróciła mama. Już na progu coś ją zaniepokoiło. Być może była to wydobywająca się przez szparę w drzwiach piana, a może zasłonięte białą, piankową firanką kuchenne okno. Tego nie wiem na pewno. Wiem jednak, że coś przeczuwała, gdyż otworzyła drzwi i szybko odskoczyła w bok chowając się przed gigantyczną falą piany, która wypadła na ganek i rozlała się po podwórku.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy mama weszła do domu, złapała się za głowę. Cały dom, niemal od podłogi po sam sufit zajmowała gęsta piana. Mama szybko domyśliła się skąd piana wypływa, więc nie zwlekając wkroczyła do łazienki. Najpierw dostrzegła pianę wydobywającą się z pralki wiec czym prędzej ją wyłączyła. Potem usłyszała odgłosy taplania dochodzące z wanny. Przedarła się przez gęstą zasłonę piany i wyjrzała z niej w momencie, gdy stałem na krawędzi wanny i szykowałem się do skoku do wody. Kiedy zobaczyłem jej rozgniewaną twarz, zrozumiałem, że chyba odrobinę przesadziłem z produkcją.</p>
<p style="text-align: justify;">- Cześć mamo – powiedziałem z wymuszonym uśmiechem. – Czyżbym zrobił trochę za dużo piany? – dodałem nieśmiało.</p>
<p style="text-align: justify;">- Trochę za dużo, to mało powiedziane. Twoja piana jest wszędzie. Jest w przedpokoju, i w kuchni i w salonie i w sypialni, a nawet na podwórku. Nawet na suficie ją znajdziesz.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ale mamo, ja naprawdę nie mógłbym zrobić tyle piany.</p>
<p style="text-align: justify;">- Może sam byś jej nie zrobił, ale pomogła ci w tym pralka.</p>
<p style="text-align: justify;">- Pralka? – zapytałem zdziwiony. – Ale co ona miała z tym wspólnego?</p>
<p style="text-align: justify;">- Chyba wsypałeś do niej zbyt dużo proszku do prania. W efekcie zamiast prać ubranie pomagała ci w produkcji piany. Zresztą wyjdź z wanny i sam zobacz jak wygląda nasze mieszkanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Wygramoliłem się więc z wanny i poszedłem za mamą. Cały dom był w opłakanym stanie. Podłogi, meble, dywany, okna, a nawet firanki i zasłonki, wszystko było do mycia lub prania.</p>
<p style="text-align: justify;">- No to chyba się wezmę za sprzątanie – stwierdziłem, a potem chwyciłem szmatę i zabrałem się do dzieła. Zacząłem od wycierania mebli, potem umyłem podłogi. Mama pomogła mi zdjąć firanki i zasłonki, a potem uprała je wraz z moimi ubraniami. Pomogła mi również wynieść dywan, aby wysechł na dworze. Praca była mecząca i zajęła mi sporo czasu. Jednak kiedy skończyłem, mama pochwaliła mnie mówiąc:</p>
<p style="text-align: justify;">- Nie każdy wpadłby na to, iż należy po sobie posprzątać. Ty od razu się za to zabrałeś. Jestem z ciebie dumna.</p>
<p style="text-align: justify;">- Dzięki mamo – odpowiedziałem, a po chwili namysłu dodałem – wiesz, zazwyczaj po bardzo fajnej zabawie trzeba trochę posprzątać, ale to wcale nie oznacza, że należy rezygnować z zabawy, no nie?</p>
<p style="text-align: justify;">- Masz rację synku. – Mama uściskała mnie trąbą.</p>
<p style="text-align: justify;">Chwilę potem była kolacja. Mama usmażyła moje ulubione placki z daktyli. Palce lizać. Kiedy do domu wrócił tata, opowiedziałem mu całą historię mojej wielkiej kąpieli, a on pokiwał tylko głową i dodał:</p>
<p style="text-align: justify;">- No to już teraz wiem, skąd to – tu wyjął z teczki żaglówkę i żółtą kaczuszkę – wzięło się na podwórku. Widocznie twoje zabawki wypłynęły na dwór wraz z wielką falą odpływu.</p>
<p style="text-align: justify;">- Och, dzięki że je znalazłeś, tato! – wykrzyknąłem. &#8211; Szukałem ich wszędzie, kiedy sprzątałem łazienkę, ale nigdzie ich nie było. A to są przecież moje ulubione zabawki do kąpania.</p>
<p style="text-align: justify;">Tata się uśmiechnął, poczochrał mnie trąbą po głowie, a potem dodał:</p>
<p style="text-align: justify;">- Następnym razem dopilnuj, aby nie opuszczały wanny.</p>
<p style="text-align: justify;">- Oczywiście tato, będę ich pilnował – powiedziałem, a potem zabrałem zabawki i poszedłem spać. Tej nocy śniło mi się, że siedzę w wielkiej kałuży i produkuję pianę, a inne zwierzęta ze szkoły podchodzą z wiaderkami i kupują ją ode mnie. „Niech i one mają trochę dobrej zabawy” – pomyślałem.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p class="facebook"><a href="http://www.facebook.com/share.php?u=http://dobrytata.waw.pl/wielka-kapiel-trombala-bombala.html" target="_blank" title="Dodaj do Facebooka">Dodaj do Facebooka</a></p><div class="nk_fajne_button"><script>
  new nk_fajne({
    url: "http://dobrytata.waw.pl/wielka-kapiel-trombala-bombala.html",
    type: 2,
    color: 0,
    title: "Wielka kąpiel Trombala-Bombala",
    image: "",
    description: ""
  });
  </script></div><h4>Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:</h4><ul><li>torty zygzaka makłina</li><li>całabajkaozygzaku</li><li>duga bajka ozygzaku 2</li></ul><p>Brak podobnych wpisów.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrytata.waw.pl/wielka-kapiel-trombala-bombala.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gdyby słonie potrafiły latać</title>
		<link>http://dobrytata.waw.pl/gdyby-slonie-potrafily-latac.html</link>
		<comments>http://dobrytata.waw.pl/gdyby-slonie-potrafily-latac.html#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 16 Mar 2012 19:29:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Żbikowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[bajka]]></category>
		<category><![CDATA[bajki]]></category>
		<category><![CDATA[dla dzieci]]></category>
		<category><![CDATA[o słoniach]]></category>
		<category><![CDATA[opowieści]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrytata.waw.pl/?p=3308</guid>
		<description><![CDATA[Cześć dzieciaki. To ja wasz ulubiony słoń Trombal-Bombal. Dzisiaj opowiem wam o swoim śnie. To był niezwykły sen. Ale za nim zacznę go opowiadać, chcę wam zadać kilka pytań. Czy widzieliście kiedyś słonia? No jasne. Tak, wiem, to nie było zbyt mądre pytanie. Każde dziecko wie jak wygląda słoń. A więc powiedzcie mi jakie są [...]
Brak podobnych wpisów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.flickr.com/photos/oksancia/5588336467/"><img class="alignleft" title="latający słoń" src="http://farm6.staticflickr.com/5062/5588336467_c5d3aa0f8e.jpg" alt="" width="350" height="263" /></a>Cześć dzieciaki. To ja wasz ulubiony słoń Trombal-Bombal. Dzisiaj opowiem wam o swoim śnie. To był niezwykły sen. Ale za nim zacznę go opowiadać, chcę wam zadać kilka pytań. Czy widzieliście kiedyś słonia? No jasne. Tak, wiem, to nie było zbyt mądre pytanie. Każde dziecko wie jak wygląda słoń. A więc powiedzcie mi jakie są najważniejsze cechy słonia.</p>
<ul style="text-align: justify;">
<li>Słoń ma trąbę – tak zgadzam się z tym, bez dwóch zdań.</li>
<li>Słoń ma kły – zgadzam się. Ja jestem słoniem afrykańskim i w mojej rodzinie zarówno mama jak i tata mają kły, ale u naszych azjatyckich krewnych kły mają tylko panowie. No ale macie rację, że kły są bardzo charakterystyczne dla słoni.</li>
<li>Słoń ma duże uszy – zgadza się. Zwłaszcza jak porównamy je z waszymi uszami.</li>
<li>Słonie są bardzo duże – no właśnie są bardzo duże. A jak są takie duże to także dużo ważą. Niektóre dorosłe samce mogą ważyć nawet siedem ton, czyli siedem tysięcy kilogramów. To naprawdę dużo.</li>
</ul>
<p style="text-align: justify;">Wiecie już co charakteryzuje słonie. A ponieważ ja jestem słoniem, więc wszystko to co sobie tu powiedzieliśmy o słoniach, dotyczy również mnie. I tak proszę, mam długą trąbę, którą mogę wymachiwać na wszystkie strony, którą mogę dosięgać do przedmiotów znajdujących się bardzo wysoko. Mam też kły z prawdziwej kości słoniowej. Może nie są jeszcze tak wspaniale jak kły mojego taty Stanisława-Słonisława, ani nawet jak te należące do mojej mamy Kachny-Grubachny, ale są i jestem z nich dumny. Jeśli chodzi o uszy, to naprawdę są duże, świetnie nadają się do wachlowania nimi, zwłaszcza w upalne dni. No i dochodzimy do wielkości. Ja jestem jeszcze małym słoniem, przecież chodzę dopiero do drugiej klasy. Mimo to już ważę prawie dwie tony. Jak na słonia to może nie dużo, ale w porównaniu z innymi zwierzętami, to całkiem sporo.</p>
<p style="text-align: justify;">Pewnie zastanawiacie, się poco tak dużo gadam o tych słoniach, zamiast od razu przejść do opowiadania snu. No dobra już, dobra. Opowiadam swój sen.</p>
<p style="text-align: justify;">Wczoraj wieczorem jak zwykle wykąpałem się w sadzawce. Umyłem trąbę, wyszorowałem kły i przebrawszy się w pidżamę położyłem się do łóżka. Potem mama przeczytała mi bajkę o ludziach (właśnie – wy macie bajki o słoniach, a my mamy bajki o was). Potem mama pocałowała mnie na dobranoc w główkę, trąbą naciągnęła kocyk aż pod samą szyję, a następnie zgasiwszy światło wyszła do swojego pokoju. Byłem zmęczony i szybko zasnąłem. Zaraz też pojawił się sen. Jak już wspominałem sen ten był bardzo niezwykły. Dookoła mnie znajdowały się wspaniałe mięciutkie, bielutkie obłoczki. Gdzie niegdzie pojawiały się błękitne plamy nieba. Na swojej twarzy czułem delikatne smaganie wiatru. Cały grzbiet ogrzewały intensywne promienie słońca. Czułem się tak jakbym był wolny od wszelkich zmartwień. Czułem się tak jakbym był lekki jak piórko. Czułem się tak jakbym unosił się w powietrzu… Ale co to? Zerknąłem w dół i daleko, daleko w dole ujrzałem zielone plamy łąk i lasów, żółte plamy pustyń, kolorowe plamki miast i… „O rany ja naprawdę unoszę się w powietrzu!” – niemal wykrzyknąłem na głos. Nagle naszła mnie okropna fala strachu. „Przecież słonie są zbyt ciężkie, aby mogły latać!” – pomyślałem i w tym właśnie momencie zacząłem spadać. Czułem jak żołądek podchodzi mi do gardła. Widziałem jak ziemia zbliża się do mnie z ogromną prędkością. Byłem pewien, że zaraz się z nią zderzę i wiedziałem, że nie będzie to przyjemne uczucie. Odwróciłem głowę do tyłu, aby nie widzieć jak spadam. Nagle zobaczyłem coś bardzo dziwnego. Za moimi plecami dostrzegłem dwa dziwne elementy. Były dosyć duże, przezroczyste, lekko zaokrąglone na brzegach. Wyglądały jak… jak skrzydła muchy. Były jednak znacznie większe. Przyjrzałem się bardzo uważnie i dostrzegłem, że obydwa elementy są przytwierdzone do mojego grzbietu. „Przecież słonie nie mają skrzydeł!” – pomyślałem, zastanawiając się czy aby nie znikną na skutek pojawienia się tej myśli. One jednak nadal tam były. Wytężyłem swój mózg, próbując zmusić go do tego, aby zaczął nimi poruszać. Sam nie wiem jak tego dokonałem, ale najpierw jedno, a potem drugie, a potem obydwa skrzydła zaczęły się poruszać. Ich ruchy stawały się coraz szybsze i szybsze. Odwróciłem głowę aby zerknąć jak daleko jestem od upadku i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, dostrzegłem, że wcale już nie spadam. Wprost przeciwnie. Ponownie zacząłem wzbijać się do góry. Leciałem coraz wyżej i wyżej.</p>
<p style="text-align: justify;">Chwilę zajęło mi nauczenie się w jaki sposób sterować lotem. Poruszając skrzydełkami jednym szybciej, a drugim wolniej mogłem sprawiać, że całe ciało wychylało się albo w lewo, albo w prawo, w wyniku czego udawało mi się skręcać. Dodatkowo, mogłem używać swojej trąby jako naturalnego steru. Natomiast zmieniając kąt nachylenia skrzydeł w stosunku do ciała mogłem lecieć w górę lub pikować w dół. Okazało się, że sterowanie lotem wcale nie jest skomplikowane. To było wprost cudowne uczucie. Mogłem latać, mogłem fruwać jak ptak, szybować jak latawiec, zawisać w powietrzu jak helikopter. Byłem wolny i mogłem wszystko.</p>
<p style="text-align: justify;">Zaraz też postanowiłem wykorzystać tę nowo nabytą umiejętność. Zniżyłem swój lot. Teraz frunąłem niemal tuż nad ziemią. To było wspaniałe uczucie, gdy latałem pomiędzy pniami wielkich baobabów. To było fruwanie slalomem. Czasem robiłem ósemki wokół dwóch sąsiadujących ze sobą drzew. W końcu zakręciło mi się w głowie i pomyślałem, że najwyższa pora na inną zabawę.</p>
<p style="text-align: justify;">Wypatrzyłem z daleka niewielkiego żółtego motyla. Najciszej jak potrafiłem podfrunąłem do niego od tyłu. Dogoniłem go, a potem lecąc za nim robiłem wszystko to co robił on. To było bardzo zabawne. Jak motyl, podlatywał w górę, ja również leciałem w górę. Kiedy motyl opadał w dół, ja robiłem to samo. Jak motyl robił w powietrzu skomplikowaną pętlę, ja robiłem podobną. Świetnie się bawiłem. Jednak w końcu okazało się, że motyle mają pewną przewagę nad latającymi słoniami. W pewnym momencie motyl, usiadł na czerwonym kwiatku. Spróbowałem zrobić to samo. Podleciałem do innego kwiatka, żółtego, złączyłem swoje nogi, aby zajmowały jak najmniej miejsca. Spowolniłem ruchy skrzydełek i szykowałem się do wylądowania. Wszystko szło jak należy. Kwiatek okazał się jednak zbyt mały bym mógł się na nim zmieścić, a w dodatku jego łodyżka była zbyt słaba aby udźwignąć mój ciężar. Zamiast więc, jak motylek zawisnąć w powietrzu, na swoim kwiatuszku, zachwiałem się, wywróciłem, a w dodatku zmiażdżyłem cały kwiatek i kilka z nim sąsiadujących. Narobiłem przy tym sporego zamieszania, tak iż wystraszony motyl poderwał się do lotu i zaczął uciekać. Szybko poderwałem się na nogi, zacząłem machać skrzydełkami i biec, aby jak najszybciej wzbić się w powietrze. Jednak, kiedy tak biegłem obserwując motylka, nadepnąłem sobie na trąbę, a w efekcie zrobiłem w powietrzu potężnego fikołka i z wielkim grzmotem walnąłem w ziemię. Upadek był tak nieprzyjemny, że aż się… obudziłem.</p>
<p style="text-align: justify;">Był słoneczny ranek. Blask wpadał do mojej sypialni przez otwarte okno. Dookoła słychać było śpiew ptaków, a na czubku mojej trąby siedział mały żółciutki motylek. Wstrzymałem oddech, aby go nie spłoszyć, ale on wkrótce poderwał się do lotu i wyfrunął na świeże powietrze, zapewne w poszukiwaniu jakiegoś kwiatka.</p>
<p style="text-align: justify;">Odwróciłem głowę i spojrzałem na swój słoniowy grzbiet. Skrzydeł nie było. „Szkoda” – pomyślałem. „Jaka szkoda, że słonie ważą tak dużo i nie mogą fruwać w przestworzach jak ptaki lub motyle”.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p class="facebook"><a href="http://www.facebook.com/share.php?u=http://dobrytata.waw.pl/gdyby-slonie-potrafily-latac.html" target="_blank" title="Dodaj do Facebooka">Dodaj do Facebooka</a></p><div class="nk_fajne_button"><script>
  new nk_fajne({
    url: "http://dobrytata.waw.pl/gdyby-slonie-potrafily-latac.html",
    type: 2,
    color: 0,
    title: "Gdyby słonie potrafiły latać",
    image: "",
    description: ""
  });
  </script></div><h4>Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:</h4><ul><li>mały słoń waży</li><li>zdjecie sw stanislawa kostki gdy byl jeszcze mały obrazek dla dz ieci</li><li>dowcip jak wygląda słoń bez trąby</li></ul><p>Brak podobnych wpisów.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrytata.waw.pl/gdyby-slonie-potrafily-latac.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bajka o słoniu i żarówce</title>
		<link>http://dobrytata.waw.pl/bajka-o-sloniu-i-zarowce.html</link>
		<comments>http://dobrytata.waw.pl/bajka-o-sloniu-i-zarowce.html#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 15 Mar 2012 23:38:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Sławomir Żbikowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bajki na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[bajka]]></category>
		<category><![CDATA[na dobranoc]]></category>
		<category><![CDATA[o słoniach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobrytata.waw.pl/?p=3302</guid>
		<description><![CDATA[Cześć dzieciaki. To ja, słoń Trombal-Bombal. Pamiętacie mnie? Nie? No to wam się przedstawię. Tak naprawdę to mam na imię Trombal Baloniasty, ale moi kumple w szkole mówią na mnie Trombal-Bombal. Fajnie, nie? Mnie też się podoba. A więc skoro już się znamy, to pewnie chcielibyście usłyszeć moją opowieść o żarówce, no nie? A więc [...]
Brak podobnych wpisów.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.flickr.com/photos/oksancia/5486849424/"><img class="alignleft" title="Trombal-Bombal" src="http://farm6.staticflickr.com/5171/5486849424_0d83a2cc04.jpg" alt="" width="240" height="500" /></a>Cześć dzieciaki. To ja, słoń Trombal-Bombal. Pamiętacie mnie? Nie? No to wam się przedstawię. Tak naprawdę to mam na imię Trombal Baloniasty, ale moi kumple w szkole mówią na mnie Trombal-Bombal. Fajnie, nie? Mnie też się podoba.</p>
<p style="text-align: justify;">A więc skoro już się znamy, to pewnie chcielibyście usłyszeć moją opowieść o żarówce, no nie? A więc zaczynajmy.</p>
<p style="text-align: justify;">To było bardzo dawno temu. W zeszły wtorek, albo środę. Nieważne. Wróciłem właśnie ze szkoły. Chodzę już do drugiej klasy i świetnie się uczę. No może nie tak świetnie. Ale przynajmniej sobie radzę. Lubię chodzić do szkoły, bo nasza pani jest bardzo sympatyczna, a i zabawa z kumplami na przerwach jest naprawdę świetna. A w dodatku uczę się bardzo pożytecznych rzeczy takich jak czytanie i pisanie, oraz liczenie, a nawet granie na trąbce.</p>
<p style="text-align: justify;">No, ale najbardziej lubię wracać do domu. No i właśnie wtedy, w ten wtorek, czy też środę, wróciłem do domu, wszedłem do salonu i zauważyłem coś dziwnego. W salonie nie świeciło się światło. „Co mogło się stać?” – zastanawiałem się przez chwilę. Próbowałem przypatrzeć się żarówce, gdyż podejrzewałem, że zapewne się przepaliła. Zaraz też, postanowiłem, że ją wymienię na nową. Znalazłem w szafce taty nową żarówkę i teraz wystarczyło jedynie wykręcić tę przepaloną i wkręcić nową. Pojawił się jednak pewien problem. Okazało się, że jestem trochę za niski. Stanąłem na dwóch nogach, zadarłem trąbę najwyżej jak potrafiłem, ale nie dosięgałem do przepalonej żarówki.</p>
<p style="text-align: justify;">Zaraz też wymyśliłem rozwiązanie tego problemu. Zdjąłem z pułki encyklopedię, z której tata korzysta, kiedy rozwiązuje krzyżówki. Ustawiłem ją pod żarówką, wszedłem na nią, zadarłem wysoko trąbę… ale nadal byłem zbyt nisko.</p>
<p style="text-align: justify;">No to wziąłem kolejną książkę. Tym razem była to książka kucharska mamy. Była bardzo gruba, bo mama gotuje z nią potrawy na cały rok i na wszystkie święta i na wszystkie okazje. Wspiąłem się więc najpierw na encyklopedię, potem na kucharską książkę, stanąłem na tylnych nogach, wyciągnąłem trąbę najwyżej jak się dało… ale nadal nie dosięgałem do żarówki.</p>
<p style="text-align: justify;">Rozejrzałem się po pokoju i dostrzegłem drewniane pudełko na biżuterię. Ustawiłem je na książce kucharskiej, a potem wspiąłem na tak ustawioną piramidkę. Wyciągnąłem trąbę do góry i… i nadal nic.</p>
<p style="text-align: justify;">Zrezygnowany usiadłem na podłodze i zacząłem zastanawiać się co począć. Nagle mój wzrok zatrzymał się na telewizorze. „Że też wcześniej nie wpadłem na ten pomysł! Przecież nasz telewizor to wielgachne pudło, z niego na pewno dosięgnę do żarówki” – pomyślałem. Zaraz też zabrałem się za ustawianie telewizora na drewnianym pudełku na biżuterię. Następnie wszedłem na encyklopedię, z niej na książkę kucharską, potem na pudełko, a na koniec wspiąłem się na telewizor. Stanąłem na tylnych nogach, wyciągnąłem trąbę, sięgam, sięgam… ale nie dosięgam!</p>
<p style="text-align: justify;">Zrezygnowany zszedłem ze swojej konstrukcji, a kiedy właśnie dotykałem nogą do podłogi, wpadł mi do głowy świetny pomysł. Pobiegłem do kuchni i zza kuchenki wyciągnąłem wielki słój, w którym mama nastawia daktyle na sok. Zaciągnąłem słój do salonu, ustawiłem go na telewizorze i ponownie rozpocząłem wspinaczkę: encyklopedia, książka kucharska, drewniane pudełko na biżuterię, telewizor, a na końcu wielki słój. Stanąłem na tylnych nogach, wyciągam szyję i trąbę, staram się jak mogę… ale nadal jestem zbyt nisko.</p>
<p style="text-align: justify;">Tym razem pomysł przyszedł mi do głowy od razu. Pobiegłem do kuchni, złapałem wielkie krzesło mamy i zataszczyłem je do salonu. Z niemałym wysiłkiem udało mi się ustawić krzesło na pokrywce słoja. Powstała konstrukcja trochę się chwiała, ale w końcu udało mi się na nią wdrapać. Stanąłem na krześle, sięgam trąbą do góry, ale żarówka nadal jest za daleko. „Jednak mój spryt nie zna granic!” – pomyślałem. Wspiąłem się na oparcie i z niego próbowałem dosięgnąć żarówkę. Ale ta nadal znajdowała się za wysoko.</p>
<p style="text-align: justify;">Poleciałem po kolejne krzesło, te którego używa zazwyczaj tata. Ustawiłem je na oparci krzesła mamy, wdrapałem się na nie i… nadal nie dosięgałem.</p>
<p style="text-align: justify;">Ponownie pobiegłem do kuchni. Złapałem za swoje krzesło i ustawiłem na oparciu od krzesła taty. Cała konstrukcja chwiała się, jakby miała ochotę runąć pod wpływem niewielkiego podmuchu wiatru. Ja jednak wspinałem się do góry niczym małpa. Encyklopedia, książka kucharska, drewniane pudełko na biżuterię, telewizor, słój z sokiem z daktyli, krzesło mamy, poręcz, krzesło taty, poręcz, moje krzesło, i w końcu jego poręcz. Stanąłem na jednej nodze balansując całym ciałem aby utrzymać równowagę. Niemal tańczyłem wraz z całą konstrukcją. Wyciągnąłem trąbę i już prawie dotykałem żarówki. Jeszcze tylko troszeczkę, jeszcze tylko odrobinę bardziej się wyciągnąć, jeszcze tylko stanąć na „palcach”, jeszcze tylko…</p>
<p style="text-align: justify;">I w tym momencie do salonu weszła mama. Zrobiła „pstryk” i wisząca tuż nade mną żarówka rozżarzyła się oślepiającym blaskiem. W jednej chwili, oślepiony promieniami światła, straciłem równowagę i wywróciłem się. Upadając odbiłem się od siedzenia swojego krzesła i zostałem wyrzucony w powietrze za sprawą sprężyny. Przez chwilę unosiłem się w powietrzu. Lecąc w górę, zastanawiałem się, czy nie zderzę się z sufitem. Jednak nim do tego doszło, zacząłem spadać i to okazało się być znacznie gorszym uczuciem. Zacząłem trąbić na całe gardło, aż wszystkie szyby w oknach zaczęły się trząść i omal nie popękały. W końcu szczęśliwie wylądowałem w objęciach mamy. Znacznie mniej szczęścia miały elementy mojej konstrukcji. Moje krzesło złamało się już w chwili, gdy na nie spadłem. Krzesła rodziców potrzaskały się w chwili uderzenia o podłogę, słój przewrócił się i chociaż się nie potłukł, to nakrętka nie wytrzymała i cała zawartość rozlała się po pokoju, a najwięcej wylało się na encyklopedię i książkę kucharską. Mamy pudełko na biżuterię połamało się i spłaszczyło wraz z całą zawartością. Na szczęście telewizor pozostał nienaruszony, bo wtedy tatę chyba by trafił szlag, czy coś takiego.</p>
<p style="text-align: justify;">Mama, która złapała mnie w ramiona, a potem zygzakiem uciekała przed spadającymi z góry krzesłami, w końcu stanęła w progu salonu, postawiła mnie na podłodze, a potem odwróciła się w kierunku pobojowiska. Ja również patrzyłem w tamtą stronę. Wolałbym, żeby mama tego nie widziała, ale było już za późno.</p>
<p style="text-align: justify;">- Co za bałagan! – wysapała. Potem zakryła oczy swoimi wielkimi uszami i usiadła załamana.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ja chciałem tylko wymienić przepaloną żarówkę. – Spojrzałem na jarzący się bąbel, wiszący pod sufitem. – To znaczy, myślałem, że jest przepalona. No bo… No bo zapomniałem, żeby sprawdzić, za pomocą pstryczka.</p>
<p style="text-align: justify;">- Zapomniałeś sprawdzić? – Mama westchnęła z wyraźną nutą rozpaczy. – I chciałeś wymienić żarówkę?</p>
<p style="text-align: justify;">- Ja chciałem, żebyście byli ze mnie dumni – tłumaczyłem się.</p>
<p style="text-align: justify;">- Trombal, my jesteśmy z ciebie dumni. Kochamy cię. I nie musisz robić tak niebezpiecznych rzeczy, aby na to zasłużyć. Kochamy cię za to, że jesteś, a nie za to co robisz. Rozumiesz? – Mama objęła mnie swoją trąbą.</p>
<p style="text-align: justify;">- Tak, mamo. Rozumiem.</p>
<p style="text-align: justify;">- To dobrze. Bo teraz należy posprzątać ten bałagan. Natychmiast zabieraj się do roboty.</p>
<p style="text-align: justify;">- Ale… -próbowałem się od tego wymigać.</p>
<p style="text-align: justify;">- Żadnego ale! – usłyszałem w odpowiedzi i zrozumiałem, że nie ma sensu dyskutować.</p>
<p style="text-align: justify;">Zaraz też zabrałem się za sprzątanie. Potrzaskane krzesła wyrzuciłem na śmietnik. Teraz będzie trzeba kupić nowe, choć nie wiem, czy tata będzie zadowolony. On był bardzo przywiązany do swojego krzesła. Potem wytarłem podłogę. Musiałem zmywać ją aż trzy razy, bo za każdym razem lepiła się od daktylowego soku. Przełożyłem mamy biżuterię do mniejszej szkatułki, a szczątki drewnianego pudełka wyrzuciłem do kosza na śmiecie. Na koniec wytarłem obydwie książki. Kilka kartek encyklopedii poplamiło się na stałe. Mama się śmiała, że „nareszcie będzie ślad, iż ktoś jej używał”. Mnie jednak nie było do śmiechu.</p>
<p style="text-align: justify;">Kiedy sobie o tym przypominam, zastanawiam się co by było, gdyby mama mnie nie złapała. Może potłukłbym się jak nasze krzesła? Albo rozlał jak słoik z sokiem daktylowym? Kto wie. Dobrze, że ona się tam pojawiła. Mamy zawsze pojawiają się tam gdzie są najbardziej potrzebne. Czy to nie cudowne, że one wiedzą, gdzie są potrzebne i kiedy? Czy wasze mamy też maję ten cudowny dar? Założę się, że tak.</p>
<p style="text-align: justify;">Ściskam was dzieciaki z całej siły w trąbie. Kolorowych snów.</p>
<p style="text-align: justify;">PS. Nigdy nie próbujcie wspinać się na takie wysokie i mało stabilne konstrukcje. To jest bardzo niebezpieczne.</p>
<p style="text-align: justify;">Pa.</p>
<p class="facebook"><a href="http://www.facebook.com/share.php?u=http://dobrytata.waw.pl/bajka-o-sloniu-i-zarowce.html" target="_blank" title="Dodaj do Facebooka">Dodaj do Facebooka</a></p><div class="nk_fajne_button"><script>
  new nk_fajne({
    url: "http://dobrytata.waw.pl/bajka-o-sloniu-i-zarowce.html",
    type: 2,
    color: 0,
    title: "Bajka o słoniu i żarówce",
    image: "",
    description: ""
  });
  </script></div><h4>Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:</h4><ul><li>bajka o sloniu</li><li>żarówka bajka</li><li>bajka o słoniu</li></ul><p>Brak podobnych wpisów.</p>]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobrytata.waw.pl/bajka-o-sloniu-i-zarowce.html/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

