Dwie krówki
22 stycznia 2011
Zasady Canfielda 01
26 stycznia 2011
Pokaż wszystkie

Cierpliwości

Cierpliwości, cierpliwości i jeszcze raz cierpliwości!

Cierpliwość jest tą cechą charakteru, której najczęściej mi brakuje. Staram się panować nad swoimi emocjami, zwłaszcza w stosunku do dzieci. A jednak, często zdarza się, że nie potrafię powstrzymać wzbierającej we mnie złości. Wtedy zazwyczaj kończy się na tym, ze podnoszę głos i rozstawiam dzieciaki po kątach.

Dlaczego w ten sposób reaguję? Dlaczego nie potrafię zapanować nad emocjami? Dlaczego w ten złoszczę się na to co robią moje dzieci? Wciąż szukam odpowiedzi na te pytania.

Moje dzieci są dla mnie największymi skarbami. Bardzo je kocham, uwielbiam się z nimi bawić, uwielbiam spędzać z nimi czas, a i oni chętnie spędzają czas ze mną. Kiedy analizuję sytuacje , w których zdarzały się moje nerwowe reakcje, to często dostrzegam w nich następujące sceny z moim udziałem: Bawię się z dziećmi, początkowo zabawa jest bardzo fajna i sprawia wszystkim wiele radości, jednak po pewnym czasie dzieci zaczynają się przepychać i każdy chce aby „teraz była jego kolej”. W końcu dochodzi do sytuacji, w której rozochocone zabawą dzieci, wchodzą mi na głowę (dosłownie) i jestem zmuszony, aby tę zabawę zakończyć (nie każdy jest w stanie wytrzymać 40 kg, skaczące i wiercące się na karku). Kiedy jest mi już zbyt ciężko, albo, kiedy niechcący dostanę kolanem, lub łokciem w nos, lub w okulary, wtedy moja cierpliwość się kończy. Próbuje gwałtownie zakończyć zabawę. A dzieci jak to dzieci, rozbawione i „nakręcone”, nie potrafią tak od razu skończyć. W efekcie zabawa kończy się wybuchem złości i krzykiem.

Kiedy to sobie przemyślałem doszedłem do przekonania, że głównym problemem jest to, że zbyt długo czekałem z przystopowaniem swoich urwisów. Postanowiłem reagować znacznie wcześniej. Nie czekać aż dostanę kolanem w nos, tylko stopować już przy pierwszym wdrapaniu się na kark. Wtedy zabawa może trwać dłużej, mnie nie stanie się nic złego, a dzieci nie będą doświadczały moich niepotrzebnych krzyków.

Kolejnym przypadkiem gdy moje nerwy zostają nadwyrężone, są sytuacje, w których staram się wymóc coś na dzieciach. Na przykład, kiedy maja się ubrać, a w tym czasie w najlepsze układają klocki. Kiedy po raz trzeci zwracam im uwagę, i kiedy ta po raz kolejny traktowana jest jakby w ogóle nie została usłyszana, coś we mnie zaczyna się burzyć.

Czasem wybuchy złości są impulsywne, chwilowe, spowodowane nieoczekiwanym zdarzeniem. Na przykład gdy wchodzę do pokoju swoich dzieci i widzę czterolatka, który stoi na palcach na biurku i sięga po jakieś pudełko schowane na szafie. Wybuch, który następuje w tej sytuacji jest raczej objawem strachu o zdrowie i życie dziecka. Strach ten zamienia się w złość, która z kolei wypływa ze mnie w postaci krzyków i reprymend.

Jestem zwyczajnym rodzicem. Mimo, że sporo czytam o wychowaniu dzieci, mimo, że znam wiele teorii i wiele z nich stosuję w praktyce, to jednak często zdarzają mi się sytuacje kryzysowe, sytuacje, w których zawodzi cala wiedza i praktyka. Po prostu brakuje mi wtedy cierpliwości.

Czy są jakieś metody, aby w sobie tę cierpliwość wyrobić, aby ją wzmocnić? Myślę, że są. I staram się je wprowadzać w życie.

Po pierwsze spokój. Zachowanie spokoju, więcej relaksu, mniej stresów na co dzień. Kiedy człowiek jest bardziej wypoczęty, kiedy jest szczęśliwszy, łatwiej jest mu zachować spokój, a co za tym idzie łatwiej jest być cierpliwym.

Ja postanowiłem dodatkowo wykorzystać sztukę afirmacji. Nasza podświadomość działa w przedziwny sposób, urzeczywistniając wizje naszego świadomego umysłu. To znaczy, że jeśli o czymś intensywnie myślimy, to nasza podświadomość dąży do urzeczywistnienia tych myśli (stąd taki duży nacisk na pozytywne myślenie). Toteż powtarzając bardzo często tak zwaną afirmację możemy sprawić, że nasza podświadomość wczyta ten „program” i doprowadzi do jego urzeczywistnienia. Aby tak się stało należy afirmację powtarzać możliwie jak najczęściej, a zwłaszcza tuż przed zaśnięciem i tuż po przebudzeniu, przez około miesiąca (28 dni). Tyle zdaniem znawców tematu potrzebuje nasza podświadomość na zastąpienie jednego przekonania innym.

Jak tworzymy afirmację?

  • Afirmacja powinna dotyczyć ciebie (bo tylko siebie możesz zmienić) – „ja”, a nie „on”, ‘ona”, „oni” itp.
  • Powinna być sformułowana w czasie teraźniejszym – „jestem”, a nie „będę”, w formie dokonanej (tak jakby to co ma zostać osiągnięte, już osiągnięte zostało).
  • Nie powinna byś w formie zaprzeczenia (nie stosujemy słowa „nie”) – „Jestem niepalący”, a nie „Nie palę papierosów”.

Opierając się na tych zasadach stworzyłem własną afirmację dotyczącą cierpliwości. I tak, od kilku dni, przy każdej nadarzającej się okazji powtarzam w myślach, a jeśli mam taką możliwość to również na głos następująca sentencję:

JESTEM CIERPLIWYM I WYROZUMIAŁYM OJCEM, MĘŻEM, CZŁOWIEKIEM”.

Spróbuj stworzyć własną afirmację, lub skorzystaj z mojej, jeśli czujesz, że do ciebie pasuje.

Pozdrawiam

Sławek Żbikowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących