Wąsy tygrysa
28 maja 2011
Bądź oddany ciągłemu i niekończącemu się doskonaleniu
1 czerwca 2011
Pokaż wszystkie

Dziecięca wytrwałość

„Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się.”

Aldous Huxley

Dziecko przychodząc na świat nie ma w sobie żadnych ograniczeń. Jest ciekawe świata, rządne wiedzy i bardzo wytrwałe. Bada każdy napotkany przedmiot wkładając go do buzi. Sprawdza jego smak, twardość i kształt. Uczy się poprzez odbieranie bodźców zewnętrznych. A nauka ta postępuje niezmiernie szybko. Kiedy zaczyna raczkować i napotka przeszkodę, próbuje ja obejść. Kiedy chce coś dostać, najpierw próbuje samo po to sięgnąć, a kiedy okazuje się to niemożliwe, daje znać dorosłym, co jest jego celem. Próbuje i w wielu przypadkach osiąga cel. Dziecko z reguły wie czego chce, a potem wytrwale dąży do tego aby ten cel osiągnąć.

Kiedy dziecko uczy się chodzić, wielokrotnie ląduje na pupie. Czy jednak poddaje się i zaprzestaje dalszych prób? Skąd. Ono wstaje i próbuje dalej, aż do momentu, gdy się nauczy. Na tym polega całe piękno nauki. Może się nie udać raz i drugi, ale za dziesiątym, czy pięćdziesiątym razem się uda i osiągnie sukces. To właśnie jest nauka poprzez popełnianie błędów i ponoszenie porażek. Najlepszy sposób na odniesienie sukcesu.

Kolejny przykład dziecięcej wytrwałości:
Zapewne jako rodzic niejednokrotnie znalazłeś(aś) się w sytuacji, gdy Twoja pociecha przez kilkanaście minut nieustannie Cię o coś prosiła. „Proooszę!”, Błagam!, Jeszcze jedną bajkę” itd., itp. I tak przez dobre piętnaście minut lub dłużej. Dzieci wykazują się w takich sytuacjach niezwykłą wytrwałością. Jest to zupełnym przeciwieństwem ludzi dorosłych, którzy z reguły rezygnują już po pierwszej odmowie.

Zastanówmy się wiec nad pewna kwestią: „Co wobec tego sprawia, że w późniejszym wieku upór i wytrwałość człowieka zanikają?”

Odpowiedź na to pytanie nie jest zupełnie jednoznaczna. Tak naprawdę powodów jest wiele:

Ograniczenia ze strony rodziców.

Kiedy dziecko dorasta, coraz częściej słyszy od swoich rodziców i opiekunów, czyli od osób, które są dla niego wzorem do naśladowania, które stanowią pewien autorytet, że: „jest za małe”, „tego się nie da zrobić”, „to jest za trudne, za ciężkie, zbyt skomplikowane”, „że nie warto się wysilać”, „że nie powinno tego robić”, „że nie wypada” i tak dalej. Wielokrotnie dajemy do zrozumienia dziecku, że nie powinno podejmować kolejnych prób. Z jednej strony ma to na celu ochronę jego zdrowia, gdyż niektóre zajęcia mogłyby przyczynić się do urazów, czy kontuzji. Z drugiej jednak robimy to często dla własnej wygody, gdyż łatwiej jest nam upilnować dziecko, które siedzi spokojnie na dywaniku i się grzecznie bawi niż takie, które biega po całym domu, czy terenie. A jednak przekazując dziecku te ograniczające stwierdzenia, sprawiamy, że staje się on coraz mniej wytrwałym, mniej ciekawym i coraz bardziej „dorosłym”.

Krytyka.

Kolejnym problemem jest krytyka ze strony dorosłych i otoczenia. Mamy wrodzoną tendencję do krytykowania, wszystkiego i wszystkich. Badania przeprowadzone wśród rodziców, wykazały, że na jedną pochwałę, jaką wyrażamy w stosunku do dziecka, przypada aż osiem zdań krytycznych. Dziecko zamiast być chwalone za to co robi dobrze, na niemal każdym kroku dostaje informację zwrotną na temat tego co robi źle. Każąc dziecko za popełnianie błędów, wpajamy mu przekonanie, że błędy są niewskazane. A w jaki sposób ograniczyć ilość błędów? Oczywiście ograniczając ilość prób. Osłabiamy wytrwałość dziecka, poprzez wpajanie mu przekonania, że błędy są złe. A tymczasem, to właśnie ilość porażek determinuje ilość odniesionych sukcesów.

System oświaty.

Kolejnym elementem jest system edukacyjny, który jeszcze pogłębia tę tendencję. Dziecko pełne pasji, chętne do poznawania świata, idzie do szkoły, gdzie każdy jego błąd jest karany obniżeniem oceny. Okres edukacji jest dla dziecka czasem najgorszej „indoktrynacji”, mającej na celu ograniczenie chęci poznawczych i redukcję wytrwałości. Jest to okres, w którym na rodzicach spoczywa wielka odpowiedzialność, aby te wspaniale cechy charakteru w dziecku zachować. A najlepszą metodą nauki jest dawanie dobrego przykładu.

Wyuczony lęk przed porażką

Kolejny element to poniesione przez dziecko porażki. Kiedyś słyszałem następującą opowieść: Dlaczego wielki słoń pracujący w cyrku przywiązany sznurkiem do niewielkiego palika nie ucieka? Przecież ani sznurek, ani palik nie są w stanie utrzymać tak potężnego zwierzęcia. Wystarczyłby jeden gwałtowny ruch, a sznurek, lub kołek niewytrzymały by. Otóż słoń ma wpojone w głowie ograniczenie z dzieciństwa. Ten sam sznurek i ten sam palik stosowano, kiedy był jeszcze mały słoniątkiem. Wtedy zwierze szarpało i próbowało się uwolnić. Było jednak zbyt małe aby dać radę sznurkowi bądź palikowi. Po pewnym czasie doszło do przekonania, że próby uwolnienia się są bezcelowe i zaprzestało ich. W końcu z małego słoniątka wyrósł wielki i silny słoń, a mimo to nie podejmuje on prób oswobodzenia się ze sznurka i palika.

Podobnie dzieje się z ludźmi. Napotykając na porażki, dochodzimy do przekonania, że nie warto dalej próbować. Niedawno czytałem o pewnym doświadczeniu. Polegało ono na tym, że ludzi podzielono na dwie grupy. Każda osoba była zamknięta w pomieszczeniu, w którym puszczano głośną i nieprzyjemna muzykę. Każdy dostał informacje, że na pulpicie przed nim znajduje się przycisk, dzięki któremu może obniżyć poziom nieprzyjemnego hałasu. Jednak w pierwszej grupie przycisk ten działał, a w drugiej nie.

W dalszej części eksperymentu biorący w nim udział uczestnicy zostali przeniesieni do innych pomieszczeń, gdzie ponownie poddawani byli działaniu nieprzyjemnego hałasu. W tym jednak przypadku wszystkie przyciski działały, czyli ich naciśnięcie powodowało obniżenie poziomu hałasu.
I co się wydarzyło? Otóż, większość osób będących w drugiej grupie, nawet nie spróbowało skorzystać ze znajdującego się przed nimi kokpitu.

Z doświadczenia tego wynika, że ludzie podobnie jak i słonie szybko zniechęcają się do podejmowania prób, jeśli napotykają na swojej drodze niepowodzenia. A jeśli jeszcze po poniesionej porażce usłyszymy słowa w stylu „a nie mówiłem, że ci się nie uda?”, tym bardziej przestaje nam się chcieć.

Moja rada jest więc taka. Jako rodzice powinniśmy podejmować znacznie więcej starań, mających na celu utrzymanie w dziecku wytrwałości i chęci poznawczych. Zachęcajmy nasze dzieci do podejmowania kolejnych prób. Zamiast zniechęcać je wypowiedziami „a nie mówiłem…”, starajmy się pomóc dziecku wyciągać pozytywne wnioski z niepowodzeń. Nauczmy dziecko aby zadawało sobie odpowiednie pytania:

  • Czego się nauczyłeś dzięki temu?
  • Co zrobiłem nie tak?
  • Co mogę poprawić, aby następnym razem mi się udało?
  • Czego mi brakuje, aby to poprawić?

Odpowiedzi na te i im podobne pytania, dają nam do zrozumienia, że z porażki można wyciągnąć wnioski poprawiające skuteczność naszych późniejszych działań. Niech do takich właśnie wniosków dojdzie dziecko. Niech się nauczy, że porażka nie jest niczym negatywnym, że działa na jego korzyść, że często jest konieczna, aby osiągnąć sukces.

Starajmy się również dbać o to, aby dziecko przetrwało okres edukacji szkolnej i nie przestało chcieć odkrywać tego co nowe, żeby nie straciło wytrwałości. Zachęcajmy dziecko do eksperymentowania, nagradzajmy za sukcesy i pod żadnym pozorem nie karzmy za błędy, czy porażki.

Warto, aby zapoznać dziecko z przykładem ludzi wytrwałych i z ich sukcesami. Doskonałym przykładem może być tu Thomas Edison, który zanim wynalazł żarówkę, wykonał około jedenastu tysięcy nieudanych prototypów, które nie działały, lub działały nie wystarczająco dobrze. Można również przytoczyć słynne zdanie Edisona „to nie były porażki, ja po prostu odkryłem kilka tysięcy sposobów jak nie należy robić żarówki”. Świat byłby znacznie piękniejszy, gdyby każdy człowiek był równie wytrwały co Edison.

My, jako ludzie dorośli również powinniśmy stać się bardziej wytrwali. Nie poddawajmy się zbyt łatwo. Weźmy przykład z małych dzieci i po upadku wstańmy, aby zrobić kolejny krok na przód.

Pozdrawiam

Sławomir Żbikowski

2 Komentarze

  1. Piotrek Mitura napisał(a):

    Panie Sławku, wielką radość mi Pan sprawił zamieszczając ten tekst. Gęba mi się cieszy jak widzę że są na tej planecie odpowiedzialni i ŚWIADOMI swojej roli rodzice!

    Co do treści. Dzieciaki podczas nauki chodzenia nie tylko na pupkę upadają. My – dorośli powinniśmy choćby z tego faktu naukę wyjąć wielką. Dlaczego? Dlatego że uwielbiamy użalać się nad sobą jeśli tylko gałązkę mamy pod nogami, o kłodzie już nie wspomnę…

    Smutna sprawa ze stopniowym stawianiem dzieciom ograniczeń. Nie mówię że jestem idealny, nie jest mi łatwo się do tego przyznać, ale mam świadomość że też popełniam błędy…
    o co dokładnie chodzi już tłumaczę. Chodzi mi o jedno, bardzo krótkie, ale mocno słowo. NIE. Już podczas studiów pedagogicznych uczulano nas na to zjawisko. Dziecko jak się rodzi i rozwija zewsząd jest otoczone słowami, gestami i innymi przejawami zachęty. Powiedz mama, postaw kroczek, zrób papa, pokaz tatusia, gdzie sroczka kaszkę ważyła, brawooo!! itd. itd.

    W pewnym momencie stopniowo te przejawy zachęty i motywacji zostają zastąpione tym zakichanym NIE. Nie dotykaj gniazdka, nie wolno krzyczeć, na klatce schodowej się nie śpiewa, nie wolno tam wchodzić, zostaw to, nie dotykaj tego…samo tego pisanie mnie przygnębia…

    Co się dzieje w umyśle dziecka? Od urodzenia wszyscy do wszystkiego zachęcali, jak się udało bili brawo i z zachwytu piali. Nagle koniec. Nie i nie i nie i nie. Bałagan się w głowie robi jak cholera.

    Moją ambicja i założeniem po urodzeniu syna było nie używać, albo drastycznie chociaż ograniczyć używanie tego słowa. Zamiast mówić nie dotykaj kontaktu, mówię synku gniazdko jest niebezpieczne, zabawa nim ….itd zamiast zabraniać odwracam uwagę i tłumaczę, mimo iż mam świadomość że on tego jeszcze nie kuma. Co z tego. Jestem przekonany że takiego NIE tez nie kuma,ale to na pewno zostanie mu w podświadomości…

    Panie Sławku gratuluję wpisu. Moim skromnym zdaniem rewelacja!!!!!

    • Sławomir Żbikowski napisał(a):

      Witaj Piotrze.
      Cieszę się, ze poruszyłeś temat powtarzania słowa „NIE”. Mam podobne zdanie na ten temat, jak to które właśnie zaprezentowałeś. Również staram się to słowo wyeliminować jednak jest ono tak silnie zakorzenione, że czasem samo się ciśnie na język. A przecież jest tak wiele innych możliwości:
      – zamiast powiedzieć „nie skacz po łóżku!”, można powiedzieć „Zejdź z łóżka”.
      – zamiast „nie biegaj po schodach”, zwykłe „bądź ostrożny”
      – zamiast „nie dotykaj bo to gorące”, „uwaga, gorące”
      Słowo nie można zastępować na wiele sposobów. Potrzeba jednak odrobinę wysiłku i silnej woli.
      Należy również wziąć pod uwagę, że w myśl zasad głoszonych przez psychologów i ludzi zajmujących się NLP, słowo „NIE” jest niedostrzegane przez ludzką podświadomość. Toteż nasze „Nie skacz…” jest odbierane przez podświadomość dziecka, jako „Skacz…”.
      Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.
      Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących