Praktykuj wytrwałość
15 czerwca 2011
Śmiech to zdrowie
18 czerwca 2011
Pokaż wszystkie

Dziwna przygoda strusia Kleofasa

Opowiem wam dzisiaj bardzo dziwną historię. Być może dopatrzysz się w niej kilku niemożliwych elementów. Jeśli tak to powiedz o nich natychmiast. Potraktuj to jako zabawę. A teraz posłuchaj:

Dziwna przygoda strusia KleofasaPewnego razu struś Kleofas obudził się z samego wieczora. Słońce właśnie zachodziło za pobliskie drzewa czekolady. Kleofas przetarł oczy, przeciągnął się i zszedł na drzewo aby zjeść śniadanie przygotowane przez jego ukochanego synka. Zjadł szybko kiełbaskę z chlebkiem, a potem zapytał:

– Synku czy mogę pójść się pobawić?

– Tak tato, tylko nie oddalaj się zbytnio, żebym nie musiał za długo cię wołać kiedy nadejdzie pora na obiad.

– Dzięki synku! – krzyknął zadowolony Kleofas i wybiegł z domu.

Zaraz też spotkał się ze swoimi przyjaciółmi żółwiem Kulkiem i kangurem Samim.

– Dzieciaki was puściły? – zapytał Kleofas.

– Moja córka nie chciała mnie wypuścić – powiedział Kulek. – Musiałem zjeść całą sałatę zanim wyszedłem z domu.

– A ja obiecałem, że wrócę przed północą – dodał Sami.

– Na szczęście księżyc świeci już mocno – powiedział struś. – Musimy się spieszyć.

– No to ruszajmy – rzucił żółw i ruszył z kopyta narzucając przyjaciołom szybkie tempo.

Szli, a raczej biegli przez porośniętą bujnymi krzakami pustynię. W końcu dotarli do wyschniętego strumienia. W suchej wodzie kapały się słonie, a na piaszczystej plaży wylegiwały się zebry opalając swoje cętki w gorących promieniach księżyca.

Nasi przyjaciele ukryli się za fioletowym kaktusem, którego długie kolce zakończone były miękkimi gąbczastymi końcówkami. Czekali aż się zacznie.

Żółw Sami po minucie bardzo się znudził i postanowił coś przekąsić. Wyjął z plecaka kanapkę z kapustą, majonezem, ketchupem, i czekoladą. Kiedy ją zjadł jego brzuch wydał głośny dźwięk burczenia. „Nareszcie się najadłem i burczy mi w brzuchu” – pomyślał.

Kleofas wyjrzał z za kaktusa i otworzywszy szeroko oczy nasłuchiwał. Wtem Sami szepnął mu do ucha:

– Nie wiem jak wy, ale ja wyczuwam, że się zbliżają. Mój nos mi o tym powiedział.

Kleofas spojrzał na nos przyjaciela i rzeczywiście zobaczył jak rozświetla się czerwonym blaskiem niczym nos renifera Rudolfa.

– Co jeszcze mówi twój nos? – zapytał Kulek?

– Że od tygodnia nie zmieniałeś skarpetek – odparł radośnie kangur.

– Cisza! – uspokoił ich struś. – Są. Właśnie lądują.

Wszyscy trzej wyjrzeli z za kaktusa i przyglądali się stadu lądujących krów. Wszystkie były czarne w białe plamy lub białe w plamy czarne. Wszystkie też miały baranie rogi, którymi wyhamowywały na piasku. Krowy były świetnymi lotnikami, a w dodatku, jako najdzielniejsze ze zwierząt, były strażnikami spokoju mieszkańców pustyni.

Wszyscy doskonale pamiętali jak dawno temu – w ubiegły czwartek, przepędziły cały rój krokodyli, które tak się wystraszyły, że wskoczyły do wody i biegły po wodzie tak szybko, że aż iskry im spod łap leciały.

Tego dnia Krowy wylądowały w dobrym humorze. Oznaczało to, że Kleofas i jego przyjaciele mają szansę. Szansę na co? Otóż nasi przyjaciele postanowili, że poproszą krowy o to, aby nauczyły ich latać. Wyszli więc ze swojego ukrycia i udali się na rozmowę z przewodnikiem krowiego oddziału. Dowodząca krowa była najmniejszą ze wszystkich i jak można było się spodziewać była najmniej rozgarnięta.

– Czego tu szukacie chłopaki? – zapytała – Jesteście dorośli i nie powinniście szwendać się tu bez opieki swoich dzieci.

– Ale nasze dzieci pozwoliły nam tu przyjść! – chórem zaśpiewali trzej przyjaciele.

– A czego tu właściwie szukacie?

– No bo my, tego… – zaczął odważnie Sami.

– No bo my chcieliśmy się zapytać… – dodał Kulek z wielkim entuzjazmem.

– Chcieliśmy nauczyć się latać! – wykrzyknął szeptem Kleofas.

– Latać? A nie jesteście jeszcze za starzy? – Nie wiem co wasze dzieci na to by powiedziały.

– Nasze dzieci nam pozwoliły – skłamał żółw Sami, tak jak nauczył się w szkole.

– A więc lećmy – powiedział krowi dowódca. – Wskakujcie na mój grzbiet. Polecimy wysoko i pokażecie mi jak sobie radzicie w powietrzu.

Zwierzątka wspięły się na krowi grzbiet. Krowa zrobiła krótki rozbieg i z wielką mocą wzbiła się w powietrze. Już wkrótce byli wysoko, wysoko nad ziemią. Przelecieli przez chmury i zawiśli nad nimi. Wtedy Dowódca krów wylądował na jednaj z chmur i kazał im zsiąść. Cała czwórka stanęła na mięciutkiej powierzchni. Chmura uginała się pod ich ciężarem, ale była bardzo cieplutka, a w dodatku pachniała karmelkami i wydawała kolorowe dźwięki.

Kleofas rozejrzał się dookoła i uśmiechnął się do niebieskookiej gwiazdy, która mrugała do niego trzymając za niego kciuki.

– No to teraz skaczcie! – powiedział dowódca.

– Ale co mamy robić? – spytał Sami. – Nigdy wcześniej nie lataliśmy.

– To proste. Musicie jedynie machać łapami, uszami, czy co tam macie. Wszystkie zwierzęta potrafią latać, chyba, że są ptakami.

– Ale ja jestem ptakiem! – wykrzyknął Kleofas.

– No tak, ale nielotem – uspokoiła go krowa. – No to hop! – to mówiąc krowa machnęła swoim wielkim ogonem spychając trójkę przyjaciół z powierzchni chmury.

Zaczęli spadać z ogromną prędkością. Kleofas obserwował jak zbliżająca się ziemia rośnie z każdym ułamkiem sekundy. Widział swojego kolegę Kulka, jak chowa się w swojej skorupie i z wielkim hukiem wbija w piasek. Widział Samiego, jak lądując wyrwał z korzeniami siedem potężnych drzew, a następnie rąbnął w ziemie wzbijając tumany kurzu.

Kleofas spadał, a ziemia była coraz bliżej. Jeszcze chwila, jeszcze moment i…

I Kleofas obudził się.

Był ranek, świeciło słońce, a on znowu był małym strusiem.

– Mamo?

-Tak synku?

– Czy krowy potrafią latać?

– No coś ty. Przecież one są zbyt ciężkie, aby wzbić się w powietrze.

– To dobrze, mamo. To bardzo dobrze.

Mama zrobiła lekko zdziwiona minę i mocno przytuliła swojego synka do siebie, otulając go swym ogromnym skrzydłem.

„Wszystko wróciło do normy” – pomyślał Kleofas i odsapnął.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących