Wróbelek Pióreczko i jego wielki dzień
15 października 2010
Mądrzy Rodzice
18 października 2010
Pokaż wszystkie

Mały samotny król

Daleko, daleko stąd, na morzu o dziwnej nazwie, istniała mała wyspa o białych plażach i zielonych pagórkach. Na wyspie znajdował się zamek, a w zamku żył mały król. Był dziwnym królem, gdyż nie miał poddanych. Ani jednego.

Codziennie rano król ziewnąwszy i przeciągnąwszy się, mył sobie uszy i zęby. Potem wsadzał na głowę koronę i zaczynał swój dzień. Jeśli świeciło słońce, mały król biegał na plażę. Był zapalonym sportowcem, autorem wszystkich rekordów królestwa, począwszy od biegu na plaży na 100 metrów, rzutu kamieniem i wszelkich stylów pływania za wyjątkiem nart wodnych, gdyż nie było nikogo, kto by kierował królewską motorówką. Po każdych zawodach król nagradzał siebie złotymi medalami. Miał już nimi zapełnione trzy pokoje. Ilekroć przypinał sobie medal na piersi, grzecznie odpowiadał sobie:

– Dziękuję Jego Królewskiej Mości!

W zamku była biblioteka i półki pełne różnych książek. Królowi podobały się bardzo komiksy przygodowe. Trochę mniej baśnie, gdyż w baśniach wszyscy królowie mieli poddanych.

– A ja nie mam nawet jednego! – mówił do siebie król.

Ale jak mówi przysłowie: lepiej być samemu niż w złym towarzystwie.

A gdy odrabiał lekcje, zawsze stawiał sobie bardzo dobre stopnie.

– Z pełnym uznaniem dla Jego Wysokości – stwierdzał.

Pewnego wieczoru ogarnęła go dziwna melancholia. Zszedł na plażę, zdecydowany znaleźć jakiegoś poddanego i myślał:

– Gdybym miał choć stu poddanych …

Na plaży poszedł w prawo, ale brzeg był zupełnie pusty.

– Gdybym miał choć 50 poddanych – powiedział król.

Zawrócił i szedł wzdłuż brzegu daleko w lewo stronę, lecz i tam było pusto. Król usiadł na jakiejś skałce i był tak bardzo smutny, że nie zauważył nawet, jak wspaniały był tego wieczoru zachód słońca.

– Gdybym miał choć 10 poddanych, prawdopodobnie byłbym szczęśliwy!

Zauważył daleko na morzu kilku rybaków na łodziach i ucieszył się.

– Poddani – krzyknął król – poddani, oto wasz król, hurra!

Ale rybacy nie usłyszeli go, a król od krzyczenia aż zachrypł. Wrócił do domu i wślizgnął się pod swoją kolorową kołdrę. Usnął i śnił mu się milion poddanych, wołających „hurra” na jego widok.

Nie spał długo. Obudziły go głośne krzyki. Mały król nie miał poddanych, ale miał zawziętych wrogów. Byli nimi piraci pod wodzą strasznego Barbarossy.

Ich statek najeżony armatami wyłaniał się nagle na horyzoncie. Wszyscy piraci mieli długie wąsy, dzikie gęby i noże w zębach.

– Do boju! – krzyczał Barbarossa, najdzikszy ze wszystkich. Trzydziestu ośmiu piratów z głośnymi okrzykami wpadło do zamku i niszczyło wszystko to, co znajdowało się na ich drodze.

W wyniku częstych napadów w zamku pozostało mało rzeczy do wzięcia, dlatego piraci mieli zwyczaj przywożenia czegoś, aby móc to skraść przy następnym napadzie.

Mały król bał się strasznie piratów, a szczególnie okrutnego Barbarossy, który za każdym razem wykrzykiwał:

– Jeśli złapię króla, zawieszę go na maszcie mego okrętu!

Tak więc, gdy tylko słyszał, że nadchodzą piraci, król ukrywał się w jednej z wielu kryjówek zamku. Tam skulony w ciemności czekał na odjazd piratów.

Tak bywało już wiele razy, chociaż mały król nigdy nie był tchórzem.

– Gdybym miał wojsko – myślał – Barbarossa i jego zgraja dopiero mieliby się z pyszna!

Pewnego ranka króla obudził zupełnie nowy dźwięk. Słuchał uważnie i stwierdził, że nigdy nie spotkał się z podobnym dźwiękiem.

– Może przybyli moi poddani – pomyślał i poszedł otworzyć drzwi. Na stopniach przed bramą siedział ogromny, rudy kot.

– Dzień dobry – powiedział król z wielką godnością. – Ja jestem królem, hurra!

– A ja jestem kotem – stwierdził przybysz.

– Jesteś moim poddanym – powiedział król.

– Pozwól mi więc wejść – poprosił kot. – Jestem głodny i zimno mi.

Król pozwolił kotu wejść do swego domu, a kot obszedł go wokoło i stwierdził, że był on wielki i wygodny.

– Masz piękny dom.

– Tak, nie jest zły – stwierdził król i nagle zauważył wiele rzeczy, których nie widział w ciągu poprzednich lat.

– To dlatego, że jestem królem – powiedział król i poczuł się zadowolony.

– Zostanę tu – zdecydował kot.

Urządził się w domu i zamieszkał razem z królem. Król był szczęśliwy, gdyż wreszcie miał jednego poddanego.

– Daj mi coś do jedzenia – poprosił kot i król pobiegł szybko, by przynieść pożywienie dla kota.

– Przygotuj mi łóżko – powiedział kot. Król pobiegł na poszukiwanie kołdry i poduszki.

– Zimno mi – stwierdził kot. A król rozpalił ogień, by kot mógł się ogrzać.

– Wykonano, panie poddany – powiedział król do kota.

A kot na to:

– Dzięki, panie królu.

Król nie spostrzegł nawet, że choć był królem, usługiwał kotu.

Czas mijał i król był szczęśliwy w towarzystwie kota, a kot pokazywał królowi wszystko, o czym zapomniał on w swej samotności: zachody słońca, rosę poranną, kolorowe muszle i księżyc, który płynął po niebie jak łódź rybacka po morzu.

Niekiedy zdarzało się, że król przechodząc przed lustrem i widząc swe odbicie, mawiał:

– Królu, hurra!

I pozdrawiał siebie. Nie był już absolutnym zwycięzcą na wyspie. Kot wyprzedzał go w skoku wzwyż, w skoku w dal i w wdrapywaniu się na drzewa, ale król nadal był pierwszy w pływaniu i w rzucie kamieniem.

Pewnego ranka król usłyszał pukanie do bramy zamku. Pobiegł otworzyć, myśląc: „Przybywają poddani!”. Zobaczył przed sobą maleństwo o wesołej twarzy. Był to pingwin w białej koszuli i świecącym czarnym fraku.

– Dzień dobry – powiedział król z godnością – Jestem królem, hurra!

– Ja jestem pingwinem – powiedział przybysz.

– Jesteś moim poddanym – stwierdził król.

– Pozwól mi wejść – poprosił pingwin. Jestem głodny i mam zmarznięte nogi. Sprzykrzyło mi się mieszkać na górze lodowej.

Król wpuścił pingwina do swego domu i przedstawił mu kota, który był bardzo szczęśliwy z poznania pingwina.

– Sądzę, że pozostanę tu z wami – powiedział pingwin.

Król był z tego bardzo rad. Miał już teraz dwóch poddanych. Pobiegł przygotować dobrą kolację dla pingwina, gdy tymczasem kot przyniósł nowemu gościowi miękkie pantofle.

– Będę ochmistrzem dworu. Czuję ku temu powołanie – oświadczył pingwin. –Będę utrzymywał porządek w zamku i podawał aperitif na tarasie.

Teraz już we trójkę podziwiali zachody słońca. I było im jeszcze lepiej niż we dwójkę. Król nie wygrywał już tak wielu zawodów sportowych, gdyż pingwin wyprzedzał go w pływaniu i nurkowaniu. Król niespodziewanie odkrył, że można być zadowolonym nawet wówczas, gdy nie wygrywa się zawsze.

Ale pewnego wieczoru, daleko na horyzoncie, ukazał się okręt pirata Barbarossy.

– Szybko uciekajmy i ukryjmy się! – krzyknął król.

– Ani mi się śni! – powiedział kot. – Jesteśmy we trójkę i możemy pokonać tych zuchwalców.

– Z pewnością – stwierdził pingwin. – Wystarczy mieć sprytny plan!

– W zbrojowni zamku znajduje się zbroja gigantycznego Bombardona – przypomniał sobie król.

– Świetnie – powiedział kot. – Wślizgniemy się w tę zbroję i stawimy czoła piratom.

– Kot stanie na mych ramionach, król na kocie i będzie mógł poruszać mieczem – ciągnął dalej pingwin.

– Aprobuję ten plan – stwierdził król.

Zrobili tak, jak postanowili. Piraci po wylądowaniu na plaży zostali wręcz sparaliżowani tym, co zobaczyli. W ich kierunku wielkimi krokami podążał olbrzym, który wymachiwał mieczem.

– Powrócił olbrzym Bombardone! – zakrzyknęli. – Ratuj się kto może!

I rzucili się do wody, aby dotrzeć do okrętu. Odtąd nigdy już ich tutaj nie widziano.

Mały król, kot i pingwin uściskali się w pełni radości. Potem kot i pingwin unieśli króla i podrzucili go w powietrze wołając:

– Król jest najlepszym przyjacielem, jaki istnieje, hurra!

Autorem tekstu jest  Bruno Ferrero

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących