Rex
10 maja 2013
Bajki z sukcesem w tle – wydanie książkowe
29 maja 2013
Pokaż wszystkie

Marcin i wyprawa do lasu

Marcin był grzecznym chłopcem. Zazwyczaj nie sprawiał żadnych kłopotów ani w domu, ani w przedszkolu. Z reguły chłopiec słuchał się rodziców i pań przedszkolanek. I właśnie to było, jak mniemam, główną przyczyną, iż pewnego dnia stała się rzecz zupełnie nieoczekiwana.

Panie w przedszkolu wyprowadziły dzieci, na plac zabaw. Chłopiec początkowo grzecznie się bawił na zjeżdżalni. Panie jak zwykle czujnie wypatrywały gagatków i grupowych rozrabiaków. Nie zwracały natomiast uwagi na Marcina. Przecież on był zawsze grzeczny i nie robił niczego złego. Tym jednak razem chłopiec za namową koleżanki Agatki, ukrył się w krzakach w samym rogu placu zabaw. Odczekał na moment, gdy nikogo nie było w pobliżu, wspiął się na siatkę i przeszedł na drugą stronę, do pobliskiego lasku. Chwile później to samo zrobiła Agatka. Dzieci uważały to za ciekawą zabawę, a nawet za przygodę. Nie zdawały sobie nawet sprawy z tego, jak wielkie zamieszanie z tego wyniknie.

***

wyprawa do lasuAmbroży przeczuwał, że rozmowa z Agatką nie przyniesie nic dobrego. Próbował interweniować, podszeptywał Marcinowi argumenty, za tym, aby nie przechodzili przez płot i nawet by mu się udało, gdyby nie słowa dziewczynki:

– Boisz się, czy co?!

Anioł wiedział, że w tym momencie przegrał. Chłopiec był rozsądny i często ulegał podszeptom swego Anioła Stróża, nie lubił jednak, gdy nazywano go tchórzem. Słowa koleżanki mocno go zabolały. „Nie mogę pozwolić, aby Agatka uznała mnie za boidudka i mazgaja” – pomyślał.

– Oczywiście, że nie! – odpowiedział stanowczo. – Tylko nie chcę, aby nas ktoś zobaczył.

W końcu to zrobili.

Ambroży miał wiec urwanie głowy. Już sama praca w przedszkolu to ciężkie zajęcie, teraz jednak zmusił się do naprawdę dużego wysiłku. Musiał dbać, aby noga nie wykręciła się w złą stronę, gdy Marcin wspinał się na płot, o to aby ubranie chłopca nie zaczepiło się o ostrą krawędź siatki. Musiał w końcu uważać, aby dzieci nie spadły i nie rozbiły sobie głowy, lub nie złamały nogi. Wszystkie interwencje kosztowały Ambrożego wiele wysiłku. Wykazywał się niezwykłą szybkością, spostrzegawczością i refleksem. A to był dopiero początek.

Ambroży westchnął na widok gęstych zarośli do których kierowały się dzieci. „Przecież tam może wydarzyć się niemal wszystko: zadrapania, rozdarcie ubrania o jakąś gałąź, potkniecie o wystający korzeń. Jeszcze bardziej oniemiał gdy zrozumiał, co zamierzają zrobić jego podopieczni.

Dwójka maluchów stała przed rozłożystym drzewem, które pochylało się nad ziemią tworząc coś na kształt kładki rozciągającej się nad pobliskim rowem. Dzieci zastanawiały się wspólnie, czy da się na to drzewo wejść. I znów, Ambroży próbował tłumaczyć chłopcu, aby tego nie robili. Podsuwał mu myśli, że „to za wysoko”, że „mama nie pozwala wchodzić na drzewa”, oraz, że „powinni już wracać do swojej grupy”. Jednak Agatka szybko się uczyła. Tym razem wiedziała jakiej użyć broni. Natychmiast wypaliła:

– Boisz się wejść na to drzewo?

– Wcale się nie boję! – wykrzyknął Marcin i zaczął się wspinać.

***

Ambroży był zaniepokojony. Cała sytuacja wymknęła mu się spod kontroli i stawała się coraz bardziej niebezpieczna. W takich chwilach Anioły Stróże nie czekają aż stanie się coś złego. Od razu sięgnął do urządzenia, które znajdowało się na jego ręku i na pierwszy rzut oka przypominało elektroniczny zegarek. Wcisnął przycisk alarmowy i…

W tym samym momencie wszystkie Anioły Stróże w okolicy otrzymały wiadomość „Dzieci w niebezpieczeństwie!” i zaczęły działać na najwyższych obrotach.

***

Jednocześnie wszystkie trzy panie przedszkolanki dostrzegły brak dwojga dzieci. W tej samej chwili jadący samochodem Tata Marcina poczuł dziwny niepokój i przyspieszył, aby wcześniej odebrać syna z przedszkola. Kiedy tam dotarł, całe przedszkole postawione było na nogi. Panie były w trakcie poszukiwań. Dzieci jednak nie było ani na placu zabaw, ani również w budynku przedszkola. Sytuacja była napięta. Inne Anioły Stróże włączyły się do poszukiwań. W pewnym momencie mały Antoś podszedł do pani i powiedział:

– A Marcin z Agatką chcieli przeskoczyć przez płot i pójść do lasu.

Od razu poszukiwania przeniosły się na teren pobliskiego lasku. Tata Maćka, jedna z Pań przedszkolanek, oraz pan kucharz przeszukiwali zarośla nawołując bez przerwy imiona dzieci.

***

Ambroży znów miał pełne ręce roboty. Pilnował, aby Marcin mocno się trzymał, aby wybierał bardziej wytrzymałe gałęzie, starał się, by nogi chłopca nie osuwały się podczas wspinaczki. W końcu Marcin dotarł do miejsca, w którym konar drzewa wyginał się i można było na nim usiąść.

– Możesz teraz wstać i iść po nim jak po moście! – oceniła Agatka pozostając bezpiecznie na ziemi. – Chyba, że się boisz?! – dodała po chwili.

Tego Ambroży bał się najbardziej.

Z drżącymi kolanami i lękiem na twarzy, chłopiec podciągnął nogi pod siebie i kucnął nadal podpierając się rękoma. Spojrzał w dół. Drzewo nie było wysokie, jednak dla małego przedszkolaka, odległość do ziemi wydawała się ogromna. Chciał się wycofać. Myślał o tym, aby zejść z drzewa, jednak Agatka ciągle mu się przyglądała. „Nie jestem tchórzem!” – pomyślał i odrywając ręce od konara podniósł się. Stał teraz wyprostowany na drzewie pochylającym się nad ziemią. Czuł się bardzo dobrze. Przezwyciężył lęk i stał teraz dumnie rozglądając się dookoła.

– A teraz przejdź na drugą stronę rowu! – wydała instrukcję Agatka.

Marcin zerknął na nią z góry, a potem niepewnie zrobił pierwszy krok przed siebie.

Ambroży cały się trząsł. Jeszcze nigdy jego podopieczny nie robił nic równie niebezpiecznego. Z całej mocy próbował usuwać z grogi chłopca wszelkie gałęzie, które mogłyby go uderzyć w twarz, starał się kierować jego stopy w miejsca, które stanowiły dobrą podporę, a nawet, co wykraczało poza jego uprawnienia, wstrzymał na moment wszelkie wiatry wiejące w tej okolicy. Jednym słowem Anioł Stróż robił wszystko co tylko mógł, aby chłopcu nie spadł włos z głowy.

Marcin był już w połowie drogi. „To wcale nie jest takie straszne” – pomyślał. Jak najszybciej chciał się znaleźć po drugiej stronie rowu, przyśpieszył więc kroku.

Szybsze tempo, oznaczało wzmożoną pracę Ambrożego. W pewnym momencie chłopiec stanął stopą na spróchniałej gałązce, a jego Anioł Stróż nie zdążył z interwencją.

***

Gałąź na której stanął, złamała się nagle i Marcin straciwszy równowagę zaczął spadać.

Ambroży wyciągnął swe ramiona próbując chwycić spadającą z drzewa postać. Jednak nic to nie dało. Ciało Maćka przeleciało przez niego niczym kamień przez mgłę. Anioł był bezradny. Zrozumiał, że zawiódł swego podopiecznego. Nie potrafił go ochronić.

Marcin spadał wydając z gardła okrzyk strachu. Spodziewał się bolesnego upadku. Zrozumiał, że: „nie powinien był słuchać rad Agatki”, „nie powinien był przechodzić przez ogrodzenie”, „nie powinien był wchodzić na to drzewo”. Teraz było jednak za późno. Nagle coś uchwyciło go w locie. Coś wyhamowało jego prędkość, zamortyzowało upadek, a potem podciągnęło lekko w górę i przycisnęło mocno do piersi. Marcin otworzył zaciśnięte, mokre od łez oczy i ujrzał twarz Taty.

– Mam cię! – krzyknął Tata, który dostrzegłszy syna w ostatniej chwili wskoczył do rowu, aby go pochwycić w locie.

Chłopiec był przestraszony, a jednocześnie szczęśliwy, że Tata zdołał go uratować.

To co wydarzyło się potem nie było przyjemne ani dla Marcina, ani dla Agatki. Dostali solidne kary i trafili na listę przedszkolnych gagatków. Obydwoje najedli się sporo strachu. Zrozumieli, że ich samotna wyprawa do lasu mogła się skończyć znacznie gorzej niż się skończyła.

***

Ambroży miał nareszcie chwilę, aby odsapnąć. Chłopiec był bezpieczny w ramionach ojca i nic mu nie groziło. Inne Anioły Stróże podchodziły i poklepywały go po plecach.

– Dobra robota! – mówiły. – Tak trzymaj!

On jednak nie był z siebie zadowolony. Cały czas miał przed oczyma obraz Marcina przelatującego przez jego wyciągnięte ramiona. „Nie byłem w stanie mu pomóc” – myślał bez przerwy. Wtem podszedł do niego starszy, bardziej doświadczony Anioł.

– Witaj. Jestem Aniołem Stróżem taty tego chłopca. Gdybyś nie uruchomił alarmu w odpowiednim momencie, nigdy nie zdążylibyśmy na czas! Spisałeś się na medal! – i uścisnął Ambrożemu rękę.

„A więc jednak uratowałem Marcina” – pomyślał i na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech.

***

Drogie dzieci, słuchajcie swoich rodziców i opiekunów, nie ulegajcie podszeptom innych, nie przysparzajcie pracy swym Aniołom Stróżom. Oni i bez tego mają pełne ręce roboty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących