Patch Adams
28 czerwca 2010
Wyprawa do ZOO
2 lipca 2010
Pokaż wszystkie

Myszka Mysia i tajemniczy kamyk

Witam.

W dniu dzisiejszym pragnę przedstawić Wam, bajkę autorstwa mojego kolegi z Klubu Ludzi Sukcesu im. Małego Tadzia w Warszawie. Poprosił mnie, abym przeczytał tę bajkę swoim dzieciom. Uczyniłem to i bajka się spodobała. Teraz, również na życzenie Janusza prezentuję tę bajkę Wam wszystkim.

Miłej lektury:

JANUSZ NITKIEWICZ

 

Myszka Mysia i tajemniczy kamyk

 

 

Z obrzeżami miasta stykał się las, wielki i zielony, porastały go stare drzewa, a od strony rzeki gęste zarośla. W tych zaroślach zamieszkiwała mała myszka z mamą.

Myszce, gdy się urodziła, nadano imię Mysia, to wśród myszek jest bardzo popularne imię. Tak popularne, jak niektóre imiona ludzi. Mysia była ciekawa świata. Uczyła się chętnie. Wiedziała już, że niektóre grzyby, są bardzo, ale to bardzo nie zdrowe. Wiedziała też, które grzyby są smaczne. Umiała rozróżniać nasiona i rośliny.

Mysia miała szarobrunatne futerko, bo była polną myszką. Duże czarne oczy, okrągłe jak koraliki dodawały jej uroku, czegoś ciągle szukały, na coś spoglądały z ciekawością. Nos, który był spory, zadarty, pozwalał wyczuwać jej wspaniale zapachy. Wszystko myszka miała takie, jak trzeba, mysie. Hymm, prawie wszystko. Mysia miała za długi ogonek, który ciągnął się za nią. Pomimo tego kłopotu, często się uśmiechała, nawet wtedy, gdy ktoś żartował z ogonków, bo była wesołą myszką.

Tego dnia, mama pokazywała Mysi jak należy być ostrożną. Rozglądała się, wskazywała, na to i tamto. Jednak nic niepokojącego nie zwróciło jej uwagi, było spokojnie, ciepło, pięknie.

Chwilę później szły już obok siebie, oglądając zielone mchy i kolorowe kwiatki, i tak doszły na jagodowe pole. Tu owoce dojrzały, słodkie, o lekko kwaskowatym smaku, były pyszne. Mysia czuła się szczęśliwa.

Po posiłku, mama zostawiła Mysię i zajęła się swoimi sprawami. Myszka poszła nad strumyk. Patrzyła w przejrzystą wodę, w której odbijały się promienie słońca. Wtedy, przy brzegu, zauważyła coś błyszczącego. Kamyk – pomyślała. – Podeszła bliżej, a to coś błyszczało teraz jeszcze intensywniej, było jednak za daleko, by mogła po to sięgnąć. Myszka zamoczyła łapkę. Woda była zimna i mogła być niebezpieczna? Co zrobić – myślała? Nie chciała zrezygnować z kamyka, który przyciągał jej oczy. Wreszcie, zaparła się pazurkami o trawę i sięgnęła ogonkiem. Zaczęła przysuwać nim kamyk, aż mogła go dosięgnąć i wyciągnąć na brzeg.

– Ale ładny kamyk – pomyślała.

Myszka chwyciła znalezisko i poszła szukać przyjaciół. Spotkała motylka. Pokazała mu kamyk i długo rozmawiali. Promienie słońca nikły stopniowo w oddali i nagle zrobiło się mroczno. Ciemność rozpraszało tylko kilka świetlików. Należało iść do domu i gdy Mysia dreptała, jej pyszczek uśmiechał się z zadowolenia. A gdy przystawała, aby odpocząć, wtedy jej ogonek zwijał się ze szczęścia.

U wejścia do norki czekała mama myszki, nie wiadomo, z jakiego powodu nerwowo przestępując z łapki na łapkę.

– Ale było fajnie – powiedziała rozmarzona myszka. – Byłam nad rzeką. A potem spotkałam motylka – dodała i pokazała mamie kamyk.

W norce było ciemno i kamyk wyglądał tak, jak wygląda grudka czegokolwiek.

– Ładny – powiedziała mama, nie patrząc wcale na kamyk. Ściszając głos, powiedziała – Wiesz, na jutro zaplanowałam coś wyjątkowego – i wesoło dodała – ale o tym, dziś ani słowa – i przyłożyła łapkę do pyszczka, na znak, że już nic nie powie.

Mysia dołożyła kamyk do swojej kolekcji: ziarenek, kamyków, muszelek, i poszła spać. Było cieplutko i miękko. Przychodziło myszce do głowy mnóstwo pomysłów, na to, co wspaniałego mogłoby być jutro. Cały dzień, spędzi z mamą, będą spacerowały. Potem pójdą na jagodowe pole, a może nawet na spacer za rzekę – ucieszyła się myszka. A może mama wymyśliła coś innego?

Myszka myślała o jutrzejszym dniu, i nie mogła zasnąć. Oczy się jej nie zamykały. Różne myśli zaprzątały głowę, a gdy już wreszcie zasnęła, to spała niespokojnie i obudziła się za wcześnie, i do tego czuła się niewyspana.

Mysia wyjrzała przed norkę. Było chłodno. Wiatr szarpał trawy i wył cicho, a niebo było zachmurzone. Dzień, który się rozpoczął, nie był jeszcze wyjątkowy.

W czasie śniadania, Mysia zapytała, jak spędzą dzień, ale mama powiedziała, że jest to nadal tajemnica i Mysia dowie się tego wieczorem. I mama, jak dzień wcześniej, zostawiła Mysię samą i poszła załatwiać swoje sprawy.

– Dopiero wieczorem? – powtórzyła sobie Mysia z niezadowoleniem, gdy została sama. – Co może być wyjątkowego wieczorem? To coś, to będzie, coś… całkiem zwykłego – pomyślała. Mijała kwiatki, grzybki, trawy, aż doszła nad rzekę. Usiadła tam i smutna patrzyła w wodę, nie ciesząc się tym, że słońce wyszło zza chmur. Oczka jej przestały się błyszczeć i rozglądać, zamyślona patrzyła w rzekę, a jej łapki oklapły i znieruchomiały. Ostatnie promienie słońca odbijały się od wody.

Nadszedł czas powrotu do domu. Mysia szła, a jej ogonek ciągnął się za nią smutno. – Nie spotkałam jeżyka i motylka, ale ich nie szukałam – pomyślała.

W domu na swoim łóżeczku zobaczyła myszka nową białą sukienkę.

– To była ta niespodzianka – pomyślała? Sukienka wyglądała pięknie. Już Mysia chciała ją dotknąć, gdy zobaczyła ją mama i na nią nakrzyczała, tak bez powodu, każąc jej szybko się umyć i iść na kolację. Myszce zrobiło się smutno.

Po kolacji myszka pobiegła do pokoju podziwiać nową sukienkę. Mama czekała, aż Mysia ją obejrzy i wtedy powiedziała córci, że muszą się śpieszyć, bo idą do teatru.

Mama ubrana odświętnie, raz jeszcze obejrzała Mysię. Odłożyła bukiecik polnych kwiatków i ponownie uczesała córci futerko, a na czubku jej głowy zawiązała białą kokardkę. Popatrzyła na nią z zadowoleniem. Tak, teraz było, tak jak trzeba.

W teatrze Mysia zaczęła się rozglądać i dopytywać. Mama odpowiadała na jej pytania. Wreszcie zgasło światło, zrobiło się ciemno i całkiem cicho. Rozsunęła się kurtyna i pojawiło się dziwne, jaskrawe światło, ale jednocześnie słabe. Jakaś pani, bardzo ładnie ubrana, robiła coś na scenie i widać ją było doskonale. Poruszała łapkami i mówiła dziwne słowa. Wydawało się, że czaruje. Tło się zmieniło, i nagle stało się tu i ówdzie intensywne, nie podobne do niczego w lesie, ani nad rzeką.

Czarodziejka wyczarowywała magiczną krainę. Nagle pojawiło się złote drzewo, tak jakby znikąd. Teraz Całe otoczenie nabierało barw. Pomimo nocy odwiedzały wróżkę dziwne postacie i prosiły o pomoc…

Uszy Mysi rozchyliły się i napięły w oczekiwaniu. Oczy wpatrywały się w rozświetloną scenę. Myszkę pochłonęła akcja. Na tle sceny, Mysia wyglądała jak nieruchomy cień. I ten cień, czyli Mysia trzymał kciuki za mysz czarodziejkę, do czasu, aż sztuka się skończyła. Zapaliły się światła. Mysia była zachwycona.

Po spektaklu mama wybierała się do garderoby słynnej myszy. Myszkę ciekawiło, jak wygląda „czarodziejka”. Trochę speszona, poczłapała za mamą. W łapkach trzymała bukiecik kwiatków i czuła, że też jest wspaniałą aktorką i idzie do koleżanki pogratulować jej znakomitego występu.

Wybitną mysz odwiedziło wielu gości. Mysia patrzyła. Pani, która grała czarodziejkę, była wciąż w kostiumie. Wydawała się teraz mniej kolorowa i zmęczona. Jednak dla Mysi i jej mamy była miła, ucieszyła się z kwiatów i poczęstowała myszkę ciastkiem, a jej mamę herbatą.

W trakcie jedzenia ciastka z innymi myszkami, Mysia usłyszała, że jest konkurs dla małych myszek i może wziąć w nim udział każdy, musi tylko przygotować projekt występu i zgłosić się na przesłuchanie. Mysia powiedziała, że podziwiała grę czarodziejki i że sama chciałaby też wystąpić, i chciałaby zobaczyć, czy też umiałaby oczarować widownię. Wybitna Mysz spojrzała na nią i się uśmiechnęła. Powiedziała Mysi, że ma ładny czysty głos, a to bardzo ważne.

Myszka ze swoją mamą poszła na przesłuchanie do teatru. Tam czekało kilka innych stremowanych myszek. Przechodziła wybitna mysz i się do nich uśmiechnęła, powiedziała im, że przesłuchanie to formalność, a Mysia sobie sama poradzi i wzięła jej mamę do siebie na herbatę. Gdy nadeszła kolej Mysi, wtedy myszka weszła.

Ważna Mysz wyglądała dziwnie i kolorowo, a do tego miała dużego lizaka. Wokół leżało sporo cukierków i dziwnych przedmiotów. A gdy Mysia tak patrzyła, to tamta pani spojrzała na nią bardzo poważnie, aż przeszły myszkę dreszcze. Mimo to myszka ukłoniła się, i uśmiechając się blado, powiedziała:

– Jestem Misia i chcę wystąpić w konkursie, który pani organizuje.

Poważna mysz patrzyła na nią długo, wreszcie powiedziała.

– Powinnaś wiedzieć, że polna myszka, nie może grać na scenie. Jesteście szarobrunatne, mało eleganckie i za mało towarzyskie. Myszki takie jak ty mają za duże uszy i za długie ogonki, a twój ogonek dziecko, jest strasznieee długi! – powiedziała z potępieniem pani.

– Ale mam ładny głos – wtrąciła Mysia.

Ważna mysz popatrzyła na nią karcąco.

– A uszy też, są zbyt duże – oceniła. – A głos nie jest najważniejszy… Mysz domowa ma szlachetny wygląd, a to jest prawie niezbędne by występować – stwierdziła Ważna Mysz i zaczęła lizać lizaka.

– Jestem brzydka i mam za długi ogonek – pomyślała Mysia wychodząc.

Mysia wsunęła się do garderoby Znanej Myszy. W jej oczach kręciły się łzy. Nie chciała oszukiwać mamy. Cicho powiedziała wszystko, co usłyszała od ważnej myszy, że nie chciała omówić jej występu, i patrzyła smutno swoimi wielkimi oczami.

Znana Mysz powiedziała, że zna polne myszki, które występują w teatrze. Więc nie jest to powód, by Mysi miała nie wystąpić! Mamie Mysi, odebrało mowę. Głaskała córcię i przytulała. A myszka patrzyła na swoje łapki.

Mysia została, a myszy poszły rozmówić się z Ważną Myszą. Po drodze Znana Mysz opowiedziała o sprawie kilku myszom i one też poszły. Ważna Mysz lizała właśnie kolejnego lizaka, tym razem małego, w ciekawych spiralnych kolorach i była tym zajęciem zachwycona. Wyglądała godnie i niezwyczajnie w swoim eleganckim stroju i dziwnej fryzurze, ale jej wygląd nie onieśmielił przybyłych myszy.

Znana Mysz wyłożyła sprawę, a inne myszy ją poparły.

Ważna mysz, energicznie zaczęła mówić, tak że wypadł jej z pyszczka lizak. Wskazywała kierując łapkę na siebie, na własne doświadczenie i swoją mądrość. Mówiła i mówiła. Wydawało się przybyłym, że pozjadała wszystkie rozumy.

Myszki przekonując ją, prawie dosłownie wchodziły Ważnej Myszy na głowę. Konkurs był dla wszystkich. A więc każdy powinien mieć szansę spróbować swoich sił. Inaczej, to jest nieuczciwie! Mówiły myszy. Długo przekonywały Ważną Mysz, że nie ma racji, aż zgodziła się ona na występ myszki w konkursie. Myszy triumfowały.

Po ich wyjściu Ważna Mysz, wyczerpana i niezadowolona, podniosła lizaka, który upadł jej w czasie rozmowy i zaczęła go lizać.

Dla Mysi miniony dzień był smutny. Ogonek, który był zdecydowanie za długi, teraz wydawał się olbrzymi i przeszkadzał myszce spać. Już wiedziała, że nie wygląda jak Znana Mysz, która miała szare futerko i mniejszy ogonek. Świadomość, że nie może pokazać nic oryginalnego i pięknego, myszkę bardzo przygnębiło. Myślała o tym, że jest szaro-bura, że źle się prezentuje. Ma tylko ładny głos.

Myszka rozważała coś, zastanawiała się. Wreszcie przygotowała projekt występu. Przećwiczyła go. Potem już oczekiwała na dzień konkursu w teatrze.

Tego dnia myszka oglądała występy innych myszek, a wokół niej był tłum widzów. Scena była niewielka, a wszystkie występy miały tła malowane, a występujące myszki miały ciekawe kostiumy. Mysia była stremowana, wydawało się jej, że wypadnie słabo, bo nie miała tła z domkami i kolorowych mysich ubiorów. A nawet nie pokazywała siebie, tylko stonogę. A nikt dotąd tego nie pokazywał.

Jeden występ szczególnie przyciągnął uwagę myszki, jej oczy i pozostawił ślad w jej sercu. Scenografia była kolorowa i pokazywała noc. Myszek, który był aktorem, też był polny, jak ona. Bujał się szczęśliwy na linie, zaczepiając się lassem o księżyc. Na szyi miał wielki szal, który powiewał. Myszek bawił się świetnie i ten nastój udzielił się myszce. Miał on czapkę naciągniętą na uszy i nie miał ogona. Pewnie był ukryty w którejś z nogawek spodni – domyśliła się myszka, śmiejąc się.

Mysia występowała. Powoli wyszła na scenę. Jedno perłowe światełko oświetliło scenę, potem drugie i kolejne, to były świetliki. Jeżyk przygotował tło. Przyniósł jabłko i pomidorka, którego ozdobił wnętrzem orzecha i innymi drobiazgami. A motylek przyleciał ze swoimi przyjaciółmi i siedząc na dekoracjach, machał skrzydełkami. Scenografię ozdobiono kamykami i nasionkami ze zbioru Mysi, a na główny miejscu umieściła ona błyszczący magicznie kamyk. W świetle reflektorów wydawał się dziwnie tajemniczy.

Sama myszka była nie do poznania. Grała stonogę, pożyczyła od kogoś dwie pary butów, efektowną torebkę i kokardkę pod szyję, a mama zrobiła jej czapeczkę i kostium z mchu, i taką maseczkę na twarz. W ostatniej chwili przyjaciel dał jej zielony listek, zamiast parasolki. Myszka pięknie mówiła, akcentując słowa. Opowiadała o lesie, bawiąc się swoim występem. Czuła się szczęśliwa.

Występ Mysi był w całym konkursie najlepszy. Odbierając nagrodę znów Mysia pokazała się na scenie i oklaskiwano teraz szczęśliwą szaroburą myszkę, która była gwiazdą spotkania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących