Odwieczna wojna
1 października 2009
Jak małpa uratowała rybę z wody?
28 października 2009
Pokaż wszystkie

Najpiękniejsze chwile w moim życiu.

To bardzo ciekawe, ale najpiękniejsze chwile w moim życiu związane są w głównej mierze z moimi dziećmi. Opiszę wam swoją najwspanialszą chwilę w życiu.

Otóż miało to miejsce jakieś pięć lat temu w pewne wrześniowe przedpołudnie. Jak zazwyczaj, wstałem rano i udałem się do pracy. W pracy byłem jednak nie do końca skoncentrowany. Już od kilku dni chodziłem jak struty, miałem problemy z koncentracją i skupieniem się nad wykonywanymi zajęciami. Tego dnia było jeszcze gorzej. Moja żona była w szpitalu. Spędziła tam kolejną noc.

Cały dzień zaczął nabierać innych, ciekawszych barw, gdy zadzwonił telefon. Zerknąłem na wyświetlacz telefonu. Dzwoniła moja żona. Szybko odebrałem i w końcu usłyszałem tę wiadomość na którą z taką niecierpliwością czekałem. „Zaczęło się”.

Poinformowałem swoją przełożoną, że wychodzę, wsiadłem w samochód i ruszyłem najszybciej jak się dało w kierunku szpitala.

Mimo, że się spieszyłem, podróż zajęła mi około 25 minut. Gdy trafiłem na oddział szpitala i odnalazłem żonę, nie miała już wód płodowych, a coraz częstsze i coraz silniejsze skurcze świadczyły o tym, że wkrótce na świat przyjdzie mój pierwszy syn.

Potem wszystko działo się bardzo szybko. Przeniesiono nas na salę porodową. Pojawił się lekarz i dwie położne. Wkrótce żona zajęta była skurczami i prawidłowymi oddechami.

Ja natomiast również nie próżnowałem. Przez cały czas trzymałem żonę za rękę. parłem i oddychałem wraz z nią. Podobnie jak ona pociłem się i można rzec że dopasowaliśmy się wtedy do siebie tak idealnie jak tylko można. Ja wręcz czułem jej skurcze. Mam również wrażenie, że ona także odczuwała moje wsparcie jako coś bardzo pozytywnego.

W pewnym momencie okazało się, że podczas porodu nastąpiła pewna komplikacja. Pępowina okręciła się wokół szyi dziecka. To była straszna wiadomość, jednak nie do końca zdaliśmy sobie sprawę z jej konsekwencji. Natomiast kontynuowaliśmy to co robiliśmy dotychczas.

Już wkrótce ujrzałem najpierw główkę, a potem całe ciało mojego synka. Gdy ujrzałem swoje dziecko położone na brzuchu mamy, wydające odgłosy, w pełni świadczące o tym iż nie udusił się podczas porodu, poczułem zimne dreszcze. Było to coś niesłychanego – to po prostu była najpiękniejsza chwila mojego życia. Ekscytacja ta trwała kilka sekund, jednak do dziś dnia nie jestem w stanie porównać jej z żadnym innym doświadczeniem życiowym.

Tak więc moja najpiękniejsza chwila w życiu miała związek z narodzinami syna. nie doświadczyłbym jej gdyby nie fakt, że uczestniczyłem w porodzie.

Polecam porody rodzinne wszystkim swoim znajomym, a także Wam. Jeśli czujesz, że Twoja małżonka chciałaby abyś jej towarzyszył przy porodzie i jeśli sam wiesz, że dasz radę wytrzymać widok krwi, lub też przeciąć własnymi rękami pępowinę, to śmiało. Poród rodzinny nie jest niczym strasznym. Może natomiast stać się okazją do pogłębienia więzi zarówno ze swoim partnerem jak również z nowo narodzonym dzieckiem. Może to być również okazja do przeżycia najpiękniejszej chwili w Twoim życiu.

Życzę Wam samych szczęśliwych chwil – Sławek

2 Komentarze

  1. Z napisał(a):

    Oj, zdecydowanie sie zgadzam!

    Dla mnie to chwila nie do opisania, a 10 min z synem pod grzałą w porodówce to chyba najpiekniejsza cicha chwila w moim zyciu 🙂

    Ja juz przecchrzcilem kilku facetów na poród rodzinny i zdążyli mi już za to podziekowac 🙂

    • Sławomir Żbikowski napisał(a):

      Tak, ja również namawiam każdego mężczyznę, do porodu rodzinnego. Jednak w moim przypadku jeszcze nie udało się nikogo namówić. Być może czytelnicy bloga dadzą się przekonać 🙂
      Pozdrawiam i dziękuję za te kilka ciepłych słów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących