Zasady Canfielda 01
26 stycznia 2011
Ciasteczkowy złodziej
29 stycznia 2011
Pokaż wszystkie

O Misiu Koraliku (bajka terapeutyczna)

o misiu KoralikuW pokoju małego chłopca o imieniu Maciek, znajdowało się wiele zabawek. Były tam przeróżne samochodziki: małe, które Maciek znalazł w jajku z niespodzianką i te większe, które dostał na mikołajki, aż do bardzo dużych. Jedne były zwykłymi samochodami osobowymi, inne to sportowe, szybkie wyścigówki, jeszcze inne były samochodami dostawczymi, lub wojskowymi, a największe z nich to samochody ciężarowe i wielkie maszyny: koparki, dźwigi i spychacze. W pokoju znajdowały się również klocki do układania, pojazdów, domków i różnych maszyn. Stało tam także całe pudełko różnych figurek i tak zwanych gadżetów. Jednak największe pudło w całym pokoju zajmowały pluszaki. Było ich naprawdę dużo. Były wśród nich króliczki z długimi uszami, była żyrafa w brązowe łatki, był pies, co szczekał gdy nacisnęło się na łapkę, był kotek, milutki jak prawdziwy i cała zielona żabka co śmiesznie rechotała i wiele, wiele innych. W pudle tym brakowało tylko jednego pluszaka.

Tym brakującym pluszakiem był Miś zwany Koralikiem. Dlaczego, nie było go z innymi pluszowymi zabawkami? – zapytacie. Otóż Miś Koralik, miał swoje wyjątkowe miejsce. Zawsze siedział na łóżku Maćka. Tak, Koralik, był ulubioną maskotką chłopca i prawie nigdy się nie rozstawali. Od kiedy chłopiec poszedł do przedszkola, Koralik w dzień zostawał na łóżku Maćka i czekał, aż ten wróci do domu.

Po powrocie, chłopiec, zaraz po rozebraniu się z kurtki i butów, biegł czym prędzej do swojego pokoju, kładł się na łóżku obok swojego misia i opowiadał mu o wszystkim co działo się w przedszkolu. Opowiadał o wierszykach i piosenkach, jakich się nauczył, o swojej cioci z przedszkola, o nowej zabawce, jaka pojawiła się niewiadomo skąd, o książeczce, którą pani czytała im na głos, o rysunkach, które malowali pastą do zębów, o garnkach, które lepili z gliny i o wielu innych równie ciekawych sprawach.

Koralik, zawsze chętnie słuchał tych opowieści i każdego dnia z wielką radością witał swojego przyjaciela.

Pewnego dnia, kiedy Maciek wrócił z przedszkola, jak zwykle pobiegł do swojego pokoju, rzucił się na łóżko z takim impetem, że wszystkie poduszki aż podskoczyły. Podskoczył również Miś Koralik, jednak zamiast uśmiechnąć się jak zazwyczaj, skrzywił się jakby ten gwałtowny ruch sprawił mu ból. Maciek od razu dostrzegł skwaszoną minę przyjaciela.

– Czy cos się stało? Koraliku, wyglądasz na bardzo smutnego. Czy coś ci dolega?

– Tak. – powiedział nieśmiało Miś. – Od rana boli mnie ząb. Widocznie zjadłem za dużo słodyczy poprzedniego dnia i wstrętne ząbkowe robaki zrobiły w nim dziurę.

– Zaraz się temu przyjrzę. – Powiedział Maciek, po czym zerwał się z łóżka, wyciągnął z szafy biały fartuch, torbę lekarską z odpowiednimi przyrządami, przyszykował fotel i zaprosił Koralika, aby w nim usiadł.

Miś bał się bardzo. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia z dentystą. Nigdy też nie bolał go ząb. A w dodatku nasłuchał się wielu historii o dentystach, którzy wyrywali zęby i tym podobne. Dlatego nie chciał usiąść w fotelu. A ponieważ Maciek nalegał, Koralik w końcu rozpłakał się.

Chłopiec zrozumiał, że musi pomóc przyjacielowi. Opowiedział mu, że stomatolog, czyli lekarz leczący ząbki, zwany również dentystą, jest bardzo sympatyczną osobą, która w żadnym wypadku nie chce skrzywdzić swoich pacjentów. Zazwyczaj sprawdza, stan ząbków za pomocą specjalnych narzędzi, jak choćby zakrzywione, okrągłe lusterko. Kiedy znajdzie ząbek, który ma jakąś dziurkę, wtedy zaczyna jego leczenie. Specjalnym urządzeniem boruje taki ząbek, aby go wyczyścić. Usuwa w ten sposób chorą część zęba. Czasem borowanie może być trochę nieprzyjemne, jednak jest ono konieczne, żeby ząb nie bolał i żeby dalej się nie psuł. Następnie lekarz zakłada tak zwaną plombę. Czyli zalepia dziurkę w zębie specjalną masą, która po utwardzeniu przypomina swoim kształtem i twardością prawdziwy ząb. W ten sposób, zęby nie bolą i dalej się nie psują. W przypadku, kiedy leczenie mogłoby być bardziej bolesne, dentysta, daje pacjentowi specjalny zastrzyk, po którym nie czuje się bólu, czyli tak zwane znieczulenie. Wtedy nawet wyrwanie ząbka nie boli.

Mówiąc to Maciek trzymał przyjaciela za rękę, toteż Miś uspokoił się w końcu i mimo, że nadal się bał, usiadł na fotelu.

Marcin polecił mu aby otworzył buzię. Włączył lampkę, tak zęby świeciła prosto na zęby Koralika. Wziął lusterko i bardzo dokładnie obejrzał każdy ząbek misia. W końcu spojrzał na Misia, uśmiechnął się i powiedział:

– Masz jedną dziurkę, ale niezbyt dużą. Zaraz się nią zajmiemy i ból zęba więcej się nie pojawi.

To uspokoiło na chwilę przestraszonego Misia. Jednak, na dźwięk wiertła, aż ciarki mu przeszły i ponownie zaczął trzęś się ze strachu.

– Spokojnie Misiu, to nie będzie bolało. – uspokajał Maciek dentysta i rozpoczął borowanie. Koralik poczuł pewne nieprzyjemne zgrzytanie, i lekkie wibracje na zębie, ale rzeczywiście borowanie nie było takie straszne. Po chwili było już po wszystkim. Jeszcze tylko zalepienie dziury plombą, utwardzenie specjalnym laserem i było po sprawie.

– Tylko musisz uważać ze słodyczami, aby pozostałe zęby nie popsuły się równie szybko jak ten, którego właśnie załataliśmy. – Pan dentysta Maciek uśmiechnął się do swojego pacjenta, po czym przytulił go mocno do siebie.

– To co, teraz jesteś gotowy, aby wysłuchać co dziś zrobiłem w przedszkolu? – zapytał zdejmując biały fartuch i chowając narzędzia do torby, a Koralik tylko kiwnął głową, czekając na upragnioną przedszkolną historyjkę. Ból zęba odszedł w niepamięć. Teraz najważniejsza była opowieść Maćka.

2 Komentarze

  1. Miś napisał(a):

    Zbyt mało ioustracji, ale bajka super. Właśnie przeczytałam ją misiu, teraz nawet ryk strasznego niedźwiedzia go nie obudzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących