Maszyna czasu
20 marca 2015
Co dolega naszej mamie?
24 kwietnia 2015
Pokaż wszystkie

Skąd się biorą słonie?

Skąd się biorą słonie?

Cześć dzieciaki. To ja słoń Trąbal-Bombal. Dzisiaj opowiem wam o bardzo ważnych sprawach, dlatego słuchajcie mnie uważnie. A na koniec zdradzę wam pewną tajemnicę, wiec nie zasypiajcie zbyt szybko. A więc zaczynajmy.

Dawno, dawno temu… no dobrze, wcale nie tak znowu dawno, ale chciałem, żeby się fajnie zaczynało.

Kilka lat temu, zanim urodziła się moja młodsza siostra Irmina-Słonina, moja mama powiedziała mi, że będę miał siostrzyczkę lub braciszka.

– A cio to blacisiek i siościćka? – zapytałem zdziwiony, bo nie miałem pojęcia, o czym mama do mnie mówiła.

– W naszej rodzinie pojawi się kolejne dziecko. – pospieszyła z wyjaśnieniami mama. – Będziemy mieli maleńkie słoniątko. Jeśli będzie to chłopiec jak ty, to będzie twoim braciszkiem, a jeśli będzie to dziewczynka, to będzie twoją siostrzyczką.

– A po cio nowe śłoniontko? – zapytałem zdziwiony. – Prziecieź jeśtem ja!

– Tak skarbie. – mama oplotła trąbę wokół mojej szyi tuląc mnie mocno. – Jednak im większa rodzina, tym więcej radości w domu.

Ta odpowiedź mamy zadowoliła mnie wtedy na tyle, abym na jakiś czas nie wracał do rozmowy o braciach i siostrach. Jednak w głowie zaczęło rodzić się bardzo ważne pytanie: „skąd się biorą słonie?” Oczywiście nie zadałem go mamie. Byłem już dużym słoniem, przecież właśnie miałem rozpocząć naukę w przedszkolu. Nie mogłem więc zadawać takich pytań. Nie! Postanowiłem zbadać to samemu.

Bardzo uważnie obserwowałem swoich rodziców. Od razu dostrzegłem pewne zmiany w ich zachowaniu. Szybko odkryłem, a przynajmniej tak mi się wydawało, jaka jest odpowiedź na to pytanie. A mianowicie: „Słonie spadają z nieba w postaci spadającej gwiazdy!” Spokojnie, spokojnie! Już wyjaśniam, skąd taki pomysł. Jak już mówiłem, bardzo uważnie przyglądałem się swoim rodzicom i zauważyłem, że częściej razem przebywali. Tata bardzo czule zwracał się do mamy, a ona wyglądała, jakby bez przerwy o czymś rozmyślała i tak dziwnie się uśmiechała. Już samo to wydawało mi się podejrzane. Jednak pewnego wieczoru, kiedy rodzice myśleli, że już śpię, wyszli na taras i tam długo patrzyli w niebo. Chociaż dzisiaj wiem, o tym, że nie powinienem ich podglądać, bo to bardzo nieładne zachowanie, wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Obserwowałem ich przez okno i widziałem, jak tata, swoją trąbą, czule gładzi mamę po głowie. Obydwoje zapatrzeni byli w gwiazdy i o czymś ze sobą szeptali. Nagle na niebie pojawiła się jasna smuga i tata powiedział do mamy:

– Patrz kochanie, spadająca gwiazda.

– Żeby przyniosła nam dziewczynkę! – wykrzyknęła na jej widok mama.

No i czy to nie jest dowód na to, że słoniątka spadają z nieba w postaci spadających gwiazd? Oczywiście, że nie! Ale musiał mi o tym powiedzieć dopiero Pietrek-Superszybki, żółw z którym czasami bawiłem się w piaskownicy. Nie uwierzycie, jak się ze mnie naśmiewał, kiedy mu powiedziałem, ze słonie spadają z nieba.

– Takie bajki, to dla dzidziusiów! – powiedział, jakby połknął wszystkie rozumy świata. – Ja mam dwadzieścia siedem sióstr i siedemnastu braci, to chyba wiem co i jak. Całe moje rodzeństwo wykluło się z jaj!

No i cóż miałem mówić. Pietrek miał duże doświadczenie, tyle sióstr i braci. A i sam przecież powiedział, że wie co i jak. Uznałem więc, że słonie również wykluwają się z jajek. Zacząłem więc dopytywać to tu to tam, jak to jest z tymi jajkami i po kilku dniach wiedziałem już wszystko. Jedna tylko myśl nie dawała mi spokoju. No ale od czego są babcie?

– Babciu, – zagadnąłem niby od niechcenia, – a gdzie ono jeśt?

– Ale co, mój Trąbalku?

– No jajo ś któlego wykluje się mój blacisiek albo siościćka. Psieciź mama powinna je telaź wysiąść.

No i babcia mi wyjaśniła, że Superszybki może znał się na żółwiach, ale o słoniach nie miał najmniejszego pojęcia. Babcia powiedziała, że słonie nie wykluwają się z żadnych jaj. A tym bardziej nie muszą ich wysiadywać. Gorzej było gdy zapytałem ją o to skąd w takim razie biorą się małe słonie. Spuściła wtedy głowę, dłubała trąbą dziurę w trawniku, a w końcu, cała zaczerwieniona na buzi, odparła, że słoniątka przynosi bocian.

Na początku, przyjąłem tę odpowiedź bez żadnych podejrzeń. „Przecież babcia ma już swoje lata i wie o świecie to i owo. A już o słoniach to chyba powinna wiedzieć niemal wszystko.” Jednak kiedy wyszedłem na sawannę i przyjrzałem się kilku bocianom, coś mi się w tej teorii przestało zgadzać. Przecież bocian to może nie najmniejszy z ptaków, jednak daleko mu do słonia. Nawet do słonia dzidziusia. Potrzeba by z dziesięciu takich bocianów, żeby unieść słoniątko. Nawet próbowałem sobie wyobrazić jak dziesięciu boćków leci dziobami przytrzymując zawiniątko z majtającym się na wszystkie strony słoniątkiem. I doszedłem do wniosku, że babcia już chyba trochę na starość sfiksowała, skoro takie dziwactwa wymyśla.

Później było coraz gorzej. Pytałem kolegów i koleżanki z placu zabaw i każdy miał swoją własną teorię na ten temat. Jedni mówili, że dzieci znajduje się pod baobabem, inni, że wyciąga się jej z błota, a ktoś stwierdził nawet, że dzieci wyrastają z nasionek, które rodzice sadzą w ogródku. Ale w naszym ogródku był tylko trawnik i ani tata, ani mama, nie podlewali go zbyt obficie ostatnio. No a przecież, gdyby to miało być prawdą, to pielęgnowaliby to nasionko, które zasadzili i dbali o nie, no nie? Ta teoria musiała więc być równie prawdziwa, jak ta o bocianie.

W końcu miałem taki mętlik w głowie, że postanowiłem zapytać o to tatę. Dzisiaj już wiem, że powinienem był od razu zapytać jego, albo mamę, zamiast zgadywać samemu, lub rozpytywać dookoła.

Opowiedziałem tacie o tym, że najpierw myślałem, że słoniątka spadają z nieba jak meteory, potem, że wykluwają się z jajek, a także o tych wszystkich bocianach, baobabach, błotach i nasionkach. Tata się bardzo uśmiał z mojej opowieści, ale potem stał się bardzo poważny i powiedział:

– Twoją siostrę, lub twojego brata, podobnie jak ciebie urodzi mamusia. Już teraz malutkie słoniątko znajduje się w jej brzuszku, a kiedy będzie gotowe, wyjdzie na świat, aby zostać w naszej rodzinie.

„To takie proste!” – pomyślałem. – „Rzeczywiście, mama wyglądała ostatnio na coraz grubszą. Jak mogłem tego nie zauważyć!”

Nareszcie uzyskałem odpowiedź, która mnie zadowoliła. Mogłem teraz podyskutować z Pietrkiem i innymi dzieciakami z placu zabaw. „Co oni tam wiedzą o tym, skąd biorą się słonie!” – pomyślałem uradowany. A jednocześnie uznałem, że od tej pory z każdym trapiącym mnie problemem będę udawał się od razu do taty, który wie chyba wszystko i potrafi o tym opowiedzieć w zrozumiały dla mnie sposób.

No i co tu dużo mówić. Kilka miesięcy później na świat przyszła Irmina-Słonina, moja młodsza siostra. I wiecie co. Naprawdę urodziła ją moja mama.

To by było na tyle… A i na koniec miała być tajemnica. Moi rodzice, zdradzili mi, że wkrótce nasza rodzina się powiększy. Teraz Irmina zostanie starszą siostrą. Nareszcie zobaczy jak to jest.

Pozdrawiam was gorąco i… do usłyszenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących