Rzeczowniki i przysłówki

Luty 18th, 2012

„Nadzieja jest matka wiary.”

Cyrus Augustus Bartol

 

Parę lat temu postanowiono zatrudnić nauczycielkę z państwowej szkoły, która miała odwiedzać dzieci w dużym szpitalu miejskim i pomagać im w nauce. Chodziło oczywiście o to, żeby pokrzywdzone przez los dzieci nie zostawały w tyle ze szkolnym materiałem i nie miały problemów, gdy wrócą do szkoły.

Któregoś dnia ktoś zadzwonił do nauczycielki i jak zwykle poprosił, aby odwiedziła w szpitalu pewnego chłopca. Spisała wiec jego imię, nazwisko i numer szpitalnej Sali. Rozmawiający z nią nauczyciel powiedział, że przerabia teraz  z uczniami w klasie rzeczowniki i przysłówki.

- Byłbym wdzięczny – dodał nauczyciel – gdyby pani pomogła mu w zadaniach domowych, żeby chłopak nie zostawał w tyle.

Dopiero gdy nauczycielka weszła już do szpitalnego pokoju, w którym przebywał chłopiec, zdała sobie sprawę, że jest właśnie na oddziale dla ciężko poparzonych. Nikt wcześniej nie przygotował jej na to, co miała zastać po drugiej stronie drzwi. Zanim pozwolono jej wejść, musiała włożyć sterylny fartuch i czepek, aby uchronić dziecko przed infekcją. Powiedziano jej, żeby nie dotykała ani chłopca, ani nawet jego łóżka. Mogła tylko stać obok i mówić do niego przez maskę, którą również kazano jej włożyć.

Kiedy już w końcu umyła ręce i włożyła stosowne nakrycie, wciągnęła głęboko powietrze i weszła do Sali. Zobaczyła małego, strasznie poparzonego chłopca, który bardzo cierpiał. Nauczycielka poczuła się dziwnie nieswojo i niezręcznie. Nie wiedziała co powiedzieć w takiej chwili. Ale zabrnęła już za daleko; przyszła ty, więc nie było czasu, żeby odwrócić się i wyjść. W końcu  zdołała wypowiedzieć dwa krótkie zdania:

- Jestem specjalną nauczycielką, która odwiedza dzieci w szpitalach. Twój nauczyciel przysłał mnie, abym pomogła ci w nauce rzeczowników i przysłówków.

Gdy jej wizyta dobiegła końca, nauczycielka pomyślała, że nie była to jej najbardziej udana lekcja.

Następnego ranka, gdy przyszła ponownie do szpitala, jedna z pielęgniarek zatrzymała ją i zapytała:

- Co pani zrobiła z tym chłopakiem?!

Nauczycielka spojrzała na nią zaskoczona, a po chwili zaczęła się tłumaczyć i przepraszać. Ale zanim skończyła, pielęgniarka przerwała jej.

- Nie, nie… pani mnie źle zrozumiała. Tak bardzo się o niego martwiłam… już myślałam… Ale od wczoraj to już nie ten sam chłopiec. Teraz zaczął walczyć o siebie, chce się leczyć i reaguje na terapię… To po prostu tak, jakby nagle zaczął wierzyć, że będzie żył… I ze wszystkich sił tego pragnie.

A znacznie później sam chłopiec powiedział, że kiedy już zupełnie stracił nadzieję i czuł, że umiera, zobaczył ową nauczycielkę. I wtedy nagle wszystko się zmieniło, życie nabrało kolorów, a on zdał sobie sprawę z prostej, oczywistej rzeczy.

Mały, ciężko poparzony  chłopiec, który stracił już wszelką nadzieję, powiedział ze łzami w oczach:

- Przecież chyba nie przysyłaliby nauczycielki, żeby przerabiała rzeczowniki i przysłówki z kimś, kto ma umrzeć, prawda?

Wybrane z tomu „Moments for Mothers”

Tekst pochodzi z książki Jacka CanfieldaBalsam dla duszy 4

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • przysłówki kolory
  • przysłówki od kolorów
  • przysłowek koloru

Pozwolenie na łzy

Luty 4th, 2012

Miłość, którą otrzymałeś, traktuj jak wielki skarb. Będzie ona trwać jeszcze długo po tym, jak twe złoto i zdrowie przestaną istnieć.”

Og Madino

Siedziałem samotnie przy stole, otoczony niewielkim kręgiem światła. Reszta domu była pogrążona w ciemności. Płakałem.
W końcu udało mi się położyć dwójkę moich małych dzieci do łóżka. Musiałem być dla nich zarówno matką jak i ojcem. Wykąpałem je przy akompaniamencie krzyków radości, szalonych biegów w kółko, śmiechów i rzucania w siebie różnymi rzeczami. W końcu ucichły, położyły się do łóżek, a ja dałem każdemu z nich przepisowe pięć minut drapania po plecach. Potem wziąłem gitarę i zacząłem wieczorny rytuał polegający na odśpiewaniu ludowych piosenek, które kończył utwór pod tytułem Wszystkie śliczne małe koniki. Była to ulubiona piosenka moich dzieci. Śpiewałem ją bez końca, coraz ciszej i ciszej, aż w końcu zasnęły.
Rozwiodłem się niedawno, uzyskując pełną opiekę nad dziećmi. Pragnąłem zapewnić im normalne domowe życie. Przy nich starałem się, aby na mojej twarzy gościło szczęście. Starałem się też, by wszystko było tak, jak kiedyś. Ten wieczorny rytuał również był taki sam, jak dawniej. Z jednym wyjątkiem: brakowało matki. Jednak znowu się udało, pomyślałem. Kolejny wieczór pełen sukcesów.
Wstałem powoli, usiłując uniknąć jakiegokolwiek hałasu, który mógłby obudzić dzieci, bo zażądałyby nowych piosenek i opowieści. Wyszedłem na palcach z dziecinnego pokoju, zamknąłem drzwi i zszedłem na dół.
Osunąłem się na krzesło i wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że usiadłem ze spokojem pierwszy raz od czasu, gdy wróciłem z pracy. Najpierw gotowałem i podawałem posiłek, a potem zachęcałem dwójkę maluchów do jedzenia. Później myłem naczynia, bez przerwy spełniając ich liczne prośby o chwilę uwagi. Pomogłem starszemu przy lekcjach i podziwiałem rysunki młodszego. Potem zachwycałem się jego wspaniałą konstrukcją z klocków lego. Kąpanie, opowieści, drapanie po plecach, piosenki i wreszcie chwila dla siebie. Przez chwilę odczuwałem ulgę.
A potem wszystko zwaliło się na mnie: zmęczenie, ciężar odpowiedzialności, myśl o rachunkach, co do których nie byłem pewien, czy zostały zapłacone, niekończące się szczegóły związane z prowadzeniem domu.
No i ta samotność. Miałem wrażenie, że znajduję się na dnie wielkiego morza samotności. Wszystko dotarło do mnie w tym samym momencie. Poczułem się zagubiony i pogrążony. W końcu, zupełnie niespodziewanie, zacząłem szlochać. Siedziałem przy stole i cicho pochlipywałem.
Wtem objęły mnie czyjeś małe ramionka i zobaczyłem współczującą buzię mojego pięcioletniego synka. Zawstydziłem się, że zobaczył, jak płaczę.
- Przepraszam, Etan. Nie wiedziałem, że jeszcze nie śpisz.
Nie mam pojęcia, dlaczego tak jest, ale wielu ludzi przeprasza za swoje łzy, a ja nie byłem wyjątkiem.
- Nie chciałem płakać – powiedziałem. – Przepraszam. Jestem dzisiaj trochę smutny.
- W porządku, tatusiu. Możesz płakać, jesteś przecież człowiekiem.
Nie potrafię wyrazić tego, jak bardzo uszczęśliwił mnie ten mały chłopczyk. Jego mądra niewinność udzieliła mi pozwolenia na łzy. Chciał przez to powiedzieć, że nie zawsze muszę być silny, że czasem mogę pozwolić sobie na słabość i uzewnętrznić swoje uczucia.
Mały wślizgnął się na moje kolana, a potem tuliliśmy się do siebie i rozmawialiśmy przez chwilę. W końcu zabrałem go do łóżka i otuliłem kołdrą. Dziwne, ale tej nocy spałem zupełnie dobrze. Dziękuję ci, synku.

Autorem tekstu jest Hanoch McCarty. Tekst pochodzi z książki Jacka Canfielda „Balsam dla duszy 4”.

 

 

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • www teksty piosenek dla dzieci na dobranoc za darmo pl

W porządku, mamo

Styczeń 28th, 2012

Tego popołudnia usadowiłem się przy oknie na pierwszym piętrze szkolnego budynku, a moje serce zamierało na widok każdego przejeżdżającego samochodu. Na ten dzień czekałem od tygodni; był to dzień, w którym odbywała się zabawa z okazji zakończenia nauki w czwartej klasie. Przez cały ostatni tydzień nasza wychowawczyni, panna Pace, skreślała na tablicy jeden dzień, a my – dziewięciolatkowi – nie mogliśmy się wprost doczekać. Aż wreszcie nadszedł ten wytęskniony piątek…
Gdy jakiś czas wcześniej panna Pace poszukiwała ochotniczek do pieczenia ciasteczek, z największą radością zgłosiłem moja mamę. Jej czekoladowe ciasteczka królowały niepodzielnie w całej okolicy. Wiedziałem wiec, że zrobią furorę również wśród moich szkolnych kolegów.
Ale powoli mijała druga, a mojej mamy nie było widać. Matki kolegów zdążyły już przywieźć swoje smakołyki: poncz owocowy, krakersy, chipsy i babeczki. Mojej mamy ciągle jeszcze nie było, podczas gdy inne już dawno odjechały.
- Nie martw się , Robbie, zaraz przyjedzie – powiedziała panna Pace, widząc, jak zrozpaczony wyglądam na ulicę. Zerknąłem na zegar w chwili, gdy dłuższa wskazówka znalazła się na szóstce.
Przyjęcie trwało już w najlepsze, a ja nie ruszałem się ze swojego posterunku. Panna Pace robiła, co mogła, by mnie pocieszyć. A ja tkwiłem ciągle przy oknie w nadziei, że zza rogu wyjedzie znajomy samochód, a z niego wysiądzie zakłopotana mama z paczuszką swoich słynnych ciasteczek.
Gdy zegar wybił trzecią, chwyciłem swoją torbę i przygnębiony poszedłem do domu.
W drodze powrotnej obmyślałem zemstę. Wejdę do domu, trzasnę drzwiami, nie pocałuję mamy na dzień dobry i przysięgnę, że już nigdy więcej się do niej nie odezwę.
W domu nie było nikogo. Szukałem na lodówce karteczki z wyjaśnieniem, gdzie jest mama, ale niczego nie znalazłem. Broda trzęsła mi się z rozpaczy i gniewu.  Po raz pierwszy w życiu mama mnie zawiodła.
Leżałem w swoim pokoju z twarzą w poduszce, gdy usłyszałem jak wchodzi do domu.
- Robbie! – zawołała trochę zbyt szybko. – Gdzie jesteś?
Słyszałem, jak biega nerwowo od pokoju do pokoju, zastanawiając się zapewne, gdzie mogę być. Nie odzywałem się. Potem zaczęła wchodzić po schodach; jej kroki były coraz szybsze.
Weszła do pokoju i usiadła na łóżku obok mnie. Nie poruszyłem się , leżąc dalej z głową w poduszce i tym samym odmawiając uznania jej obecności.
- Przepraszam, skarbie – powiedziała. – Zapomniałam. Byłam zajęta i po prostu zapomniałam.
Nadal leżałem nieruchomo. Nie wybaczaj jej, mówiłem sam do siebie. Narobiła ci wstydu przed kolegami. Zapomniała o tobie. Odpłać jej za to.
A potem moja matka zrobiła coś kompletnie niespodziewanego. Zaczęła się śmiać. Czułem, jak cała dygocze od śmiechu. Najpierw lekko, a potem coraz mocniej.
Nie mogłem w to uwierzyć. Jak mogła się teraz śmiać/ Odwróciłem się i spojrzałem na nią, gotów okazać jej swój gniew i rozczarowanie.
Ale ona wcale się nie śmiała. Płakała.
- Przepraszam – łkała cicho. – Zawiodłam cię. Zawiodłam swojego małego synka.
Mama opadła na łóżko i zaczęła chlipać jak mała dziewczynka. Byłem wstrząśnięty. Nigdy przedtem nie widziałem, jak moje mama płacze. Wydawało mi się, że matki tego nie robią. Zastanawiałem się, czy właśnie tak wyglądam, kiedy sam płaczę.
Rozpaczliwie próbowałem sobie przypomnieć jej kojące słowa, którymi pocieszała mnie, gdy stłukłem kolano albo uderzyłem się w palec. Ona wiedziała wtedy, co powiedzieć. A ja, w tej smutnej, pełnej łez chwili nie potrafiłem znaleźć słów pociechy.
- W porządku, mamo – wyjąkałem w końcu i delikatnie pogłaskałem ją po włosach. – Nie potrzebowaliśmy nawet tych ciastek. Było dużo innych rzeczy do jedzenia. Nie płacz. Wszystko jest dobrze. Naprawdę.
Moje słowa, które wydawały mi się zupełnie nieodpowiednie, sprawiły, że mama usiadła na łóżku. Otarła oczy i lekki uśmiech rozjaśnił jej zalane łzami policzki. Odwzajemniłem niezdarnie uśmiech, a mama przyciągnęła mnie do siebie.
Nie powiedzieliśmy już ani słowa. Trzymaliśmy się w długim milczącym uścisku. Gdy nadszedł czas, kiedy zazwyczaj wysuwałem się z objęć mamy, postanowiłem, że tym razem wytrzymam może trochę dłużej.

Autorem tekstu jest Robert Tate Miller. Tekst pochodzi z książki Jacka Canfielda „Balsam dla duszy 4”.

 

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • mama płacze w łóżku
  • w porzadku mamo
  • moja mama mnie zawodła

Kodeks drogowy

Styczeń 21st, 2012

Błogosławieni ci, którzy dając, zapominają, a biorąc, zawsze pamiętają.”

Elizabeth Bibesco

 

Jestem córką kierowcy i sekretarki; dorastałam bardziej związana z matką niż z ojcem. Jako mała dziewczynka byłam „córeczką tatusia”, ale potem dorosłam i moje stosunki z ojcem przestały praktycznie istnieć. Tato spędzał większość czasu w drodze. Wyjeżdżał przed czwartą rano i wracał, gdy już spałam. W czasach, gdy byłam na tyle dorosła, by kłaść się spać po dziewiątej wieczorem, nie byłam już „córeczką tatusia’. Byłam nastolatką. Staliśmy się sobie obcy. Ja nie znałam jego, a on nie mógł znać mnie. Było prawie tak, jakby pewnego dnia wsiadł do ciężarówki, a wysiadł z niej, kiedy miałam już trzynaście lat. Minęło wiele czasu, zanim zrozumiałam, że nie miał pojęcia, co mi zrobił. Nie wiedział, jak postępować z pyskatą nastolatką, w której szalała burza hormonów. Mała dziewczynka, która podziwiała swojego tatusia, zniknęła, a pojawiła się okropna pannica lubiąca mieć ostatnie słowo w każdej dyskusji.
I tak zaczęła się lekcja, której nigdy nie zapomnę.
Byłam zbuntowaną nastolatką z wielkimi marzeniami na przyszłość i otwartą głową. W ciągu najtrudniejszych lat mego życia mogłam liczyć na pomoc mamy. Kiedy próbowała mnie prowadzić, walczyłam o każdy cal samodzielności. Ale ona się nie poddawała i w końcu pokonałam burzę hormonów i skandaliczne zachowanie. W tym samym czasie nauczyłam się czegoś ważnego od mojego ojca. Była to lekcja miłości, uczciwości i dobroci.
Pewnego wieczoru wrócił z kolejnej podróży, podczas której dostarczał towary do Brooklynu, Bronxu, Harlemu lub Filadelfii. Opowiedział nam, że po południu zobaczył na autostradzie kobietę, która otwierała bagażnik samochodu, by wyjąć koło zapasowe. Ojciec zatrzymał się, przedstawił i zaczął wymieniać uszkodzone koło. Gdy wkładał podnośnik, kobieta podziękowała mu za uprzejmość. Powiedziała, że strach przed zbrodnią często powstrzymuje ludzi przed udzieleniem pomocy na drodze. Gdy tato skończył wymieniać koło, kobieta zaoferowała mu dwadzieścia dolarów za przysługę.
- Nie trzeba – powiedział ojciec i uśmiechnął się. – Mam żonę i córkę, które właśnie zaczęły prowadzić samochód, i mam nadzieję, że gdy któraś z nich będzie potrzebowała pomocy, ktoś uczciwy i uprzejmy zrobi to samo co ja.
Potem pożegnał się i wrócił do swojego osiemnastokołowca, którego pozostawił na poboczu z włączonym silnikiem.
Nigdy nie znałam ojca z tej strony. Przez cale życie mój brooklyńsko-włoski ojciec raczył mnie nonszalanckimi opowiastkami z życia kierowców, ucząc mnie w ten sposób przepisów drogowych i zasad życia. Dzięki śmiesznym opowiastkom znałam miejsca, w których można było bezpiecznie przenocować i zjeść na trasie. Poznałam również definicję szacunku, uczciwości i ciężkiej pracy. Miałam już dwadzieścia cztery lata, gdy wreszcie zrozumiałam, jak wiele się od niego nauczyłam.
W 1992 roku wyprowadziłam się od rodziców i zamieszkałam we wschodnim Kansas, gdzie jako ochotniczka pracowałam dla organizacji walczącej o prawa człowieka. Przez trzy i pół roku prawie bez przerwy podróżowałam. Pewnego razu dwunastoletnia córka mojej przyjaciółki zaproponowała, byśmy pojechały do zachodniej części Kansas i przyłączyły się do Marszu na rzecz Matki Ziemi. Zgodziłam się, gdyż święcie wierzyłam w ekologię i ochronę środowiska. Następnego dnia pożyczyłam od współlokatorki samochód i pojechałyśmy w naszą czterodniową podróż.
Byłyśmy prawie w połowie drogi, gdy złapałyśmy gumę w lewym tylnym kole. Zdołałam opanować samochód i zatrzymałyśmy się na poboczu drogi I-70. Trzęsłam się cała, ale wzięłam głęboki oddech i wysiadłam z samochodu. Otworzyłam bagażnik i wyjęłam koło zapasowe. Wyciągałam właśnie podnośnik, gdy obok mnie przemknął szybko osiemnastokołowiec. Gdy chwilę później instalowałam podnośnik, usłyszałam pisk hamulców. Podniosłam głowę i zobaczyłam biegnącego do nas przez cztery pasma autostrady kierowcę ciężarówki. Mężczyzna wyjaśnił, że kierowca poprzedniego osiemnastokołowca powiadomił go przez radio, że mamy kłopoty. Przedstawił się, zapytał dokąd jedziemy, a potem wyjął mi z ręki podnośnik. W ciągu następnych dwudziestu minut wymienił koło, a potem schował narzędzia do bagażnika.
Poradził mi również, bym w pierwszym napotkanym warsztacie kupiła nową oponę. Dodał też, że koło zapasowe może nie wytrzymać trudów podróży. Gdy się żegnaliśmy, wyjęłam z portfela dwadzieścia dolarów i ofiarowałam mu je za przysługę. Uśmiechnął się tylko i powiedział ze środkowoamerykańskim akcentem:
- Mam córkę w pani wieku. Mam nadzieję, że gdy będzie potrzebowała pomocy na drodze, ktoś uczciwy i uprzejmy zatrzyma się i zrobi to samo co ja.
To były słowa mojego ojca, wypowiedziane z tym samym brooklyńskim akcentem. Opowiedziałam kierowcy o moim ojcu i o tym, co przydarzyło mu się w New Jersey. Kierowca uśmiechnął się i odszedł. Kierowca uśmiechnął się i odszedł. Gdy znalazł się na drodze, obrócił się jeszcze i zawołał:
- Pani ojciec to dobry człowiek… Zna kodeks drogowy.
Zatrzymałam się w pierwszym napotkanym warsztacie, by zmienić koło. Zadzwoniłam do rodziców, wiedząc, że oboje są w pracy. Zostawiłam na automatycznej sekretarce wiadomość dla ojca. Opowiedziałam o kierowcy ciężarówki, który mi pomógł, i podziękowałam tacie za to, że zna kodeks drogowy.
Były to specjalne podziękowania od małej córeczki kierowcy osiemnastokołowca dla wszystkich kierowców, którzy znają i rozumieją kodeks drogowy.
… a zwłaszcza dla dwóch dżentelmenów z Kansas, którzy mi pomogli!

Autorką tekstu jest Michele H. Vignola. Tekst pochodzi z książki Jacka Canfielda „Balsam dla duszy 4

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • kodeks drogowy 2012 new jersey
  • kodeks kierowcy ciężarówki

Grób, którego nikt nie odwiedzał

Listopad 5th, 2011

Tego dnia szłam słoneczną aleją,
Spoglądając na kamienną ciszę nagrobków.
I zobaczyłam ten krzyż żałosny,
poszczerbiony, wyblakły, samotny.

Szłam na grób ojca z kwiatami w ręku.
Wiedziałam, że powinnam się spieszyć.
Ale zwolniłam nieco kroku przy krzyżu,
do którego nikomu nie było po drodze.

Bolesna data potwierdziła to,
co mi się słusznie zdawało.
Tu leżało dziecko, samotne pod tym
co z błękitu krzyża zostało.

Cóż to za ludzie, jacy rodzice,
by pochować dziecko w takiej samotności.
Bez nagrobka i kwiatów, bez świeczki,
by rozjaśniała nocy ciemności.

Podeszłam bliżej do szczątków krzyża
i przeczytałam słowa, które tam były,
a słowa te całe moje życie
na zawsze zmieniły.

„Ten krzyż nie jest wspaniały,
lecz wyrzeźbiły go moje dłonie,
byś wiedział, synu, żeś dla mnie błękitem nieba,
że ból mnie wielki szarpie, że to mnie tu nie ma.

Twoje młode życie tak nagle przerwane,
odszedłeś, a ja pozostałem,
samotny, bezdomny do końca,
bo z grobem, na który z bólu przyjść nie zdołam”.

Spojrzałam ponad mogiłę, w oczach miałam łzy.
Wielkie grobowce mały krzyż spychały w cień.
Ale już rozumiałam ból rodziców
i jak straszny musiał to być dla nich dzień.

I wszystkie te grobowce wspaniałe -
wielkie, bogate, jakże małymi mi się zdały
wobec tego krzyża rzeźbionego miłością
i moich kwiatów, które tam pozostały.

Cheryl L. Costello-Forshey

Tekst pochodzi z książki Jacka Canfielda „Balsam dla duszy 4

 

 

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • napisy na grób
  • napisy na nagrobkach dzieci
  • napisy na grobach dzieci
Spolszczenie: Bartłomiej Adamowicz | Dobrytata.waw.pl oparty na Wordpress