Magiczne zaklęcie

Styczeń 20th, 2012

Dawno, dawno temu, kiedy krajami rządzili królowie, a po drogach jeździli konno rycerze w metalowych zbrojach, w czasach, gdy większość ludzi nie potrafiło czytać i pisać, a tylko najbogatsi mogli pozwolić sobie na naukę w szkole. W takich właśnie czasach, żył sobie chłopiec o imieniu Mariusz. Był sprytnym i mądrym chłopcem. Mieszkał wraz z rodziną w małej wiejskiej chacie. Nie była to rodzina zamożna, jednak rodzice Mariusza robili wszystko co mogli, aby zapewnić sobie i swoim dzieciom odpowiednie warunki. Mariusz i jego rodzeństwo, każdego dnia pomagali w domu i w gospodarstwie, jednak sporo czasu poświęcali na naukę.

Mariusz był bardzo zdolnym uczniem. Szybko nauczył się czytać i pisać. Nie miał żadnych problemów z matematyką, fizyką, ani chemią. Pochłaniał coraz to nowe książki, aby wiedzieć więcej i więcej. Wkrótce okazało się, że jest najzdolniejszym uczniem w całej okolicy.

Pewnego razu tata poprosił Mariusza, aby poszedł z nim na spacer do pobliskiego Lasu. Szli powoli rozglądając się wokół i podziwiając otaczające ich piękno przyrody.

- Po co mnie tutaj zabrałeś, tato? – zapytał w pewnym momencie Mariusz. – Nigdy nie byliśmy razem na spacerze.

- Masz rację, synu. Powinienem był robić to częściej. – Tata zachowywał się tak, jakby nie bardzo wiedział co ma powiedzieć. W końcu, wziął głęboki wdech i kontynuował:

- Mariuszu. Jesteś najzdolniejszym z moich dzieci. Twoi bracia i siostry nie wykazują aż takich zdolności do nauki jak ty.

- Czy to coś złego, że się dobrze uczę? – chłopiec był zdziwiony.

- Ależ skąd. Jestem dumny, z tego, że mój syn tak świetnie sobie radzi – tata, podrapał się w głowę jakby szukając odpowiednich słów. – Wiesz synu, zabrałem cię na ten spacer, aby z tobą porozmawiać. A teraz, kiedy jesteśmy sami, nie potrafię powiedzieć tego, co chciałem ci przekazać.

- Tato, czy stało się coś złego?

- Ależ nie. Wprost przeciwnie – tata zrobił pauzę. – Wiesz, twoja wiedza i umiejętności są tak duże, że wraz z mamą doszliśmy do wniosku, iż nie możemy nauczyć cię niczego więcej. Nasza wiedza i zdolności są zbyt małe. Jeżeli pozostaniesz nadal z nami, nie będziesz mógł się bardziej rozwijać.

- Co przez to rozumiesz, tato? – Mariusz nie do końca pojmował, co tata próbuje mu powiedzieć.

- Uważamy, że powinieneś opuścić dom i udać się na naukę.

- Do miasta? Do wielkiej szkoły? – dopytywał Mariusz.

- Nie stać nas abyś uczył się w szkole – powiedział tata. – Możesz jednak rozpocząć naukę u jednego z mędrców: znachora, alchemika, czy nawet maga.

Ta myśl, od razu zakiełkowała w głowie chłopca. „Mógłbym zostać prawdziwym magiem” – pomyślał. Od małego marzył o tym, aby zostać czarodziejem, znać magiczne zaklęcie i potrafić ich używać. A oto teraz, tata powiedział, że jak chce, może zostać uczniem maga.

- Naprawdę mógłbym uczyć się magii? – zapytał podekscytowany. – To byłoby naprawdę wspaniałe, Tato.

- Cieszę się, że ten pomysł przypadł ci do gustu – w głosie ojca, chłopiec usłyszał pewien smutek.

- Oczywiście będzie mi bardzo ciężko opuścić dom – mamę, ciebie i wszystkich innych. Ale sam powiedziałeś, że nie mam innego wyjścia.

- To prawda, chłopcze. To prawda. – Tata, położył swoją wielką, spracowaną dłoń na ramieniu chłopca. – A więc poinformujmy o tym twoich braci i twoje siostry.

- A więc chodźmy.

***

Przygotowania nie trwały długo. Być może z powodu tego, że Mariusz nie posiadał tak naprawdę żadnych rzeczy, które musiałby ze sobą zabierać. Wziął jedynie to co miał na sobie i jeden cieplejszy kożuch, na chłodniejsze dni. Spakował jeszcze kilka książek i coś do jedzenia. Następnie pożegnał się z rodzeństwem i z rodzicami, a potem, jeszcze tego samego dnia wyruszył w drogę.

Mariusz wędrował od wioski do wioski, wypytując wszystkich, czy aby nie słyszeli o jakimś magu, lub czarodzieju, który szukałby ucznia. Aby zarobić na jedzenie i na noclegi, zajmował się odczytywaniem listów, jakie od czasu do czasu otrzymywali mieszkańcy wiosek, lub odpisywaniem na te właśnie listy. Jak już zostało powiedziane niewiele osób umiało czytać i pisać.

W końcu, po kilku miesiącach wędrówki, chłopiec trafił do wioski, w której dowiedział się, że w jej okolicy mieszka mag. Od razu udał się do jego zamku, aby zapytać się, czy przyjmie go na swojego ucznia.

Zamek okazał się ruiną. Niemal wszystkie okna zostały wybite, dachy były w marnym stanie i Mariusz mógł się założyć, że na pewno przeciekały podczas nawet najmniejszego deszczu. „Czy aby na pewno mieszka tu mag?” zastanawiał się chłopiec. „Przecież wystarczyłoby odrobinę magii, aby naprawić potłuczone okna, czy zniszczone dachy”. Zastanawiał się również, czy nie zawrócić i poszukać jakiegoś bardziej zdolnego mistrza.

Jednak okazało się, że było już za późno. Mag dostrzegł gościa i zupełnie nieoczekiwanie pojawił się tuż za jego plecami.

- Czym mogę ci służyć, młody podróżniku? – Mariusz miał wrażenie, jakby postać czarodzieja wyskoczyła z podziemi. Jego nagle zadane pytanie, sprawiło, że chłopiec aż podskoczył ze strachu. Wkrótce jednak opanował drżenie ciała i odpowiedział:

- Przybyłem tu, aby cię prosić, żebyś przyjął mnie na swojego ucznia.

- A więc chcesz zostać magiem? – Starzec oglądał chłopca ze wszystkich stron, zapewne oceniając go po wyglądzie. – A co możesz mi zaoferować, chłopcze?

- No, jestem bardzo zdolnym chłopcem. Potrafię czytać i pisać, znam się na chemii, fizyce i matematyce. Teraz chcę nauczyć się sztuki magicznej. Prawdę powiedziawszy, marzyłem o tym od małego.

- Podobasz mi się, chłopcze. Lubię ludzi, którzy wiedzą czego chcą i realizują swoje marzenia. To jedna z podstawowych zasad magii. Marzyć i realizować marzenia. – Starzec, pogładził kościstą dłonią, swoją długą, siwą brodę, jakby oceniając za i przeciw. W końcu rzekł:

- Zrobiłeś na mnie duże wrażenie młodzieńcze. Chętnie przyjmę cię jako swojego ucznia. Czy jednak zdajesz sobie sprawę, jak ciężkie jest zajecie pomocnika maga?

- Oczywiście! – wykrzyknął Michał. – Zrobię wszystko, czego będziesz ode mnie oczekiwał. Będę sprzątał i doglądał całego zamku. Będę robił jedzenie, dla nas obydwu. Będę zajmował się zwierzętami, chodził po zakupy, zbierał grzyby w lesie – wszystko co tylko każesz mi zrobić. Wszystko! Tylko mnie ucz.

- A więc dobrze – zgodził się mag. – Zostaniesz moim uczniem.

***

Od tej pory Mariusz, każdego dnia ciężko pracował. Sprzątał zamek. Naprawiał przeciekające dachy i uszczelniał wybite szyby w oknach, aby wiatr nie hulał po komnatach. Robił zakupy w pobliskiej wiosce, przygotowywał posiłki i robił wiele innych rzeczy. Praca była bardzo męcząca. Chłopiec był jednak zadowolony. Mag dotrzymał bowiem słowa i każdego dnia poświęcał około godziny, aby uczyć swojego młodego ucznia podstaw magii.

Już na jednej z pierwszych lekcji Mariusz dowiedział się, że cała magia opiera się na potędze umysłu. – - Im bardziej wytrenujesz swój umysł, tył łatwiej będziesz w stanie materializować swoje myśli – powiedział mu mag podczas pierwszej lekcji.

- Co to oznacza, Mistrzu?

- Cały świat zbudowany jest w taki sposób, że ludzie dostają w życiu to, o czym najczęściej myślą. Jednak tylko nieliczni z nich o tym wiedzą. Każdy człowiek korzysta z tej podstawowej zasady magii. Jednak większość nie będąc jej świadomymi, wykorzystuje ją przeciwko sobie. Większość ludzi bez przerwy myśli o złych rzeczach – o biedzie i nieszczęściach. I to właśnie sobie wyczarowują – biedę i nieszczęścia.

- Czy to znaczy, mistrzu, że jeśli będę myślał o wspaniałych rzeczach, to je sobie wyczaruję?

- Właśnie tak, chłopcze. Jesteś bardzo pojętny. – Mag był bardzo zadowolony ze swojego ucznia, że tak szybko zrozumiał zasadę, której inni ludzie nie potrafili zrozumieć, a kiedy ją zrozumieli nie byli w stanie zaakceptować jej prostoty. – Ważne jest jednak, aby ćwiczyć swój umysł. Im bardziej wyćwiczony umysł tym łatwiej przyciąga do siebie, rzeczy o których myśli.

- A w jaki sposób ćwiczyć swój umysł?

- Najprostszą metodą jest częste powtarzanie swoich pragnień.

I od tej pory, Mariusz za każdym razem kiedy szorował podłogę, przygotowywał posiłki, zbierał grzyby, czy też wykonywał dowolną ze zleconych przez mistrza prac, powtarzał sobie w myślach „każdego dnia staję się coraz lepszym magiem”, a jego myśl materializowała się. Jego umiejętności jako maga rosły i rosły. I rzeczywiście, każdego dnia stawał się coraz lepszym magiem.

Podczas którejś z kolei lekcji, Mag rzekł do swojego ucznia:

- Innym sposobem ćwiczenia własnego umysłu, jest jego wyciszenie. Można to osiągnąć poprzez medytację lub prościej mówiąc przez koncentrację na jakimś punkcie – na przykład na czarnej plamie, kwiatku, czy sęku w podłodze. Jeśli twój umysł będzie w stanie koncentrować się na jednej rzeczy przez około kwadrans, wtedy można powiedzieć, że jest świetnie wyćwiczony.

Od tamtego czasu, chłopiec często ćwiczył swój umysł koncentrując swoją uwagę na jednej rzeczy. Początkowo szybko się rozpraszał. Jednak z każdą kolejną próbą stawał się w tym coraz lepszy i lepszy.

- Mistrzu. Mam do ciebie pytanie – zagadnął raz starca. – Powiedz mi, dlaczego jak myślę o jakichś drobiazgach, to rzeczywiście po pewnym czasie jestem w stanie je osiągnąć. Kiedy jednak myślę o czymś naprawdę wielkim, to prawie nigdy mi się nie udaje. Czy to znaczy, że nadal mam niewyćwiczony umysł?

- Tak naprawdę, to uważam, że twój umysł jest świetnie wyćwiczony – pochwalił ucznia Mag. – Dostrzegam tu raczej inny problem. Otóż podstawą magii jest wiara w powodzenie. Czy kiedy myślisz o tych wielkich rzeczach, wierzysz w pełni, że jesteś w stanie je osiągnąć?

- Obawiam się, że to rzeczywiście może być przyczyną. Małe rzeczy, przychodzą mi łatwo, bo nie mam problemu z uwierzeniem, że mogę je osiągnąć. Z tymi dużymi jest trochę gorzej. Czasem nachodzą mnie myśli, że „to jest poza moim zasięgiem” i wtedy się poddaję.

- I tu pojawia się kolejna zasada. Po pierwsze, powinieneś żywić przekonanie o tym, że na pewno ci się powiedzie. A po drugie, bądź wytrwały i nigdy nie poddawaj się zwątpieniu.

Chłopiec szkolił się u mistrza przez dwa kolejne lata. W końcu stał się prawdziwym adeptem sztuki magicznej. Nadszedł więc czas, aby opuścił swojego mistrza i rozpoczął własne życie. Z tej właśnie okazji, stary nauczyciel podarował mu jeden ze swoich najcenniejszych zwoi. Zwój ten, zdaniem maga, zawierał najpotężniejsze ze wszystkich zaklęć na świecie. Młody mag uklęknął przed mistrzem, a ten wręczył mu zwinięty kawałek pożółkłego ze starości papieru. Zwój był przewiązany złotą nicią i zapieczętowany czerwoną pieczęcią.

- Wstań, młody magu! – Mistrz nazwał Mariusza magiem pierwszy raz od czasu gdy rozpoczął swoje nauki. – A teraz możesz odpieczętować zwój i poznać zaklęcie.

Chłopiec z wielką ciekawością rozwijał kartkę grubego papieru. Kiedy jednak rozwinął ją i przeczytał zaklęcie, jego twarz wykrzywiła się i zagościło na niej zwątpienie, a może nawet złość na mistrza.

- Czy coś jest nie tak? – zapytał starzec, łagodnym głosem.

- Nie. Tylko… Tylko, że to nie jest żadne zaklęcie – Mariusz był przygnębiony i nie do końca wiedział, czym sobie zasłużył na takie traktowanie. Jego mistrz najwyraźniej zażartował sobie z niego. – W tym zwoju znajduje się jedno słowo. Jedno jedyne.

- Jakie to słowo, chłopcze? – Zapytał spokojnym głosem mag.

- To słowo to „DZIĘKUJĘ”.

- Och nie bądź rozczarowany. Zapewniam cię, że jest to jedno z najpotężniejszych zaklęć jakie istnieją na ziemi. Słowa mają wielką moc. A to szczególne słowo mam moc największą.

- Ale co ja mam robić z takim zaklęciem. Do czego mam je stosować.

- To bardzo proste. Dziękuj wszechświatowi za wszystko co posiadasz. Za jedzenie, za życie, za miłość, za rzeczy które posiadasz. Dziękuj za wszystko i tak często jak to tylko możliwe. Im bardziej będziesz wdzięczny wszechświatowi, tym większą moc stwarzania od niego otrzymasz. Pamiętaj o tej zasadzie – w tym momencie starzec podszedł do swego młodego adepta, wziął go w ramiona i uściskał. – A teraz życzę ci szerokiej drogi. Obyś stał się najpotężniejszym Magiem na ziemi. Powodzenia.

I Mariusz ruszył przed siebie w poszukiwaniu przygód. Dziękował wszechświatowi za każdy dzień, każdą przygodę i każdą napotkaną istotę, z którą zetknął go los. Z czasem stał się wielkim magiem i żył szczęśliwie do późnej starości. A wszystko co osiągnął zawdzięczał naukom starego mistrza i potężnemu zaklęciu, z którego korzystał niemal na każdym kroku. I nie ważne, że zaklęcie to składało się z jednego słowa. Gdyż słowo „DZIĘKUJĘ” ma niesłychaną, magiczną moc.

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • czarodziejskie zaklęcia
  • czarodziejskie zaklęcia dla dzieci
  • czarodziejskie zaklęcie

Posprzątaj bałagan i pozamykaj sprawy

Listopad 2nd, 2011

Witam. Dziś przybliżę Ci zasadę numer dwadzieścia osiem. Oto ona:

Posprzątaj bałagan
i pozamykaj sprawy

W tym rozdziale Jack Canfield daje Ci niezmiernie prostą odpowiedź na pytania: „Dlaczego jeszcze nie osiągnąłem sukcesu?”, oraz „Dlaczego nie dostaję tego czego pożądam?”. Zapewne chciałbyś poznać tę odpowiedź. Oczywiście, postaram się, przybliżyć Ci ją, na tyle, aby stała się dla Ciebie przydatna.

Jack uważa, że aby móc zająć się czymś na poważnie należy przy każdym projekcie, przedsięwzięciu, przy każdej sprawie, stosować diagram nazwany „CYKLEM ZAMKNIĘCIA”. Cykl ten składa się z sześciu etapów:

  • Zdecyduj
  • Zaplanuj
  • Zacznij
  • Kontynuuj
  • Zakończ
  • Zamknij

Podejmując się jakiegokolwiek zadania należy przejść przez te sześć etapów. Bardzo ważne jest aby każdą sprawę zamknąć, kończąc ją definitywnie.

Zastanów się jak wiele spraw masz zaczętych i nadal nie dokończonych, lub nawet zakończonych, a nie zamkniętych. Pomyśl, że każda taka sprawa zaprząta Twój umysł nie pozwalając mu działać nad sprawami aktualnymi. Zrób więc dokładny przegląd swoich niedokończonych spraw i pozamykaj je raz na zawsze. Te, które jesteś w stanie skończyć, skończ; te których nie masz zamiaru kończyć przekaż komuś innemu do realizacji lub podejmij decyzję o ich zarzuceniu. Kiedy już uporasz się ze wszystkim, będziesz miał Świerzy i niezaprzątnięty niczym umysł zdolny do osiągania rzeczy niemożliwych.

Podobnie jest z twoim otoczeniem. Jeśli otacza Cię bałagan, poświęć weekend, aby go uprzątnąć. Przejrzyj swoje szafy, szafki, komody, komórki, strychy, garaże itp. Sprawdź co z zalegających tam rzeczy naprawdę jest Ci potrzebne, a co nadaje się do wyrzucenia. Następnie zrób ten poważny krok i pozbądź się tych niepotrzebnych ciuchów, narzędzi, szpargałów i innych śmieci. Porządkując to wszystko zrobisz miejsce na nowe rzeczy.

Jeśli jesteś kobietą, to zapewne stajesz od czasu do czasu przed dylematem: „Nie mam co na siebie włożyć”. Pomyśl o tym w ten sposób: „Nie kupuję nic nowego, ponieważ nie mam na to miejsca. Jeśli jednak zrobię miejsce w szafie, to będę mogła zapełnić je czymś zupełnie nowym”.

Jack Canfield twierdzi, że: „Jeśli jest cokolwiek nowego, co chciałbyś w życiu mieć, musisz zrobić temu miejsce. W sensie psychologicznym i fizycznym.”

Zacznij porządkować swoje sprawy, oraz swoje najbliższe otoczenie i zrób miejsce nowemu. Im wcześniej zaczniesz, tym szybciej osiągniesz to czego pragniesz..

Pozdrawiam.

Sławomir Żbikowski

PS.

Powyższy tekst został przygotowany na podstawie książki Jacka Canfielda „Zasady Canfielda

PPS.

Jeżeli uważasz powyższy tekst za wartościowy, kliknij „Dodaj do Facebooka”

 

 

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • jacka canfielda
  • zasady jacka canfielda
  • jack canfield zasady

Uznaj swoją pozytywną przeszłość

Lipiec 13th, 2011

Dwudziesta szósta zasada Jack’a Canfielda to:

Uznaj swoją pozytywną przeszłość

Nasza pamięć jest głęboko powiązana z emocjami. Jakie są więc tego konsekwencje? Otóż takie, że większość z nas znacznie lepiej pamięta swoje porażki, błędy i niepowodzenia niż odniesione w życiu sukcesy.

Kiedy dziecko ładnie się bawi w swoim pokoju, jest ciche i spokojne – rodzice nie zwracają na nie uwagi, jednak kiedy zrobi coś nie tak – zaraz się zaczynają krzyki i tłumaczenia. Kiedy nauczyciel sprawdza dyktando, zwraca uwagę na błędy, a nie na to co było dobre, a potem przy całej klasie te błędy koryguje. Kiedy Ty zrobisz coś źle w pracy, Twój szef wezwie Cię na dywanik i przeprowadzi poważną rozmowę. Wszystkie te sytuacje wiążą się z negatywnymi emocjami i przez to pozostają na trwałe w pamięci człowieka.

Na spotkaniach Klubu Ludzi Sukcesu im. Małego Tadzia w Warszawie nauczyłem się doceniać swoje własne sukcesy. Jeden ze stałych punktach na tych spotkaniach nosi nazwę „sukces na co dzień”. Polega to na tym, że każdy z uczestników spotkania chwali się swoim ostatnio odniesionym sukcesem. Kiedy byłem na spotkaniu po raz pierwszy, zastanawiałem się, „co ja mam powiedzieć – przecież ja żadnych sukcesów nie odnoszę”. I wtedy stało się coś pięknego. Otóż stali bywalcy klubu wstawali i mówili o swoich sukcesach:

  • „Naprawiłem kontakt”
  • „Ugotowałem zupę, chociaż mama zapraszała mnie na obiad do siebie”
  • „Wyszedłem ze znajomymi do teatru zamiast spędzić kolejny wieczór przed telewizorem”

Zrozumiałem, że sukcesy to nie tylko miliony na koncie. Wystarczy obniżyć poprzeczkę i zacząć je dostrzegać. Każdy z nas (również TY), odniósł w życiu znacznie więcej sukcesów niż porażek.

Jack Canfield proponuje zrobienie doświadczenia i wypisania na kartce stu sukcesów, jakie dotychczas osiągnąłeś w swoim życiu. A więc weź kartkę papieru, coś do pisania i do dzieła. Na pewno dasz radę. Sto sukcesów nie jest niczym nadzwyczajnym. Uwierz mi, dasz sobie z tym radę.

Kolejnym elementem, który jest charakterystyczny dla spotkań KLS to wręczanie dyplomów (za najlepszą mowę programową, za najlepszą mowę w łańcuszku mówców, za najlepszą recenzję i za najlepszy sukces na co dzień). Moim zwyczajem jest kolekcjonowanie tych dyplomów. Czasem wyciągam teczkę w której je przechowuję i przypominam sobie wydarzenia związane z okolicznościami otrzymania danego dyplomu. Przypominam sobie pozytywną energię, która pojawiła się w chwili kiedy odbierałem ten dyplom.Takie działanie sprawia, że zaczynam bardziej cenić swoje umiejętności. Dzięki temu wzrasta moje poczucie własnej wartości. A co za tym idzie, nabieram energii do dalszego działania.

Nic nie motywuje do działania bardziej niż odniesione sukcesy. Jack Canfield proponuje więc, aby świętować swoje sukcesy, zbierać związane z nimi materiały (np. wycinki w gazecie, gdzie znajduje się twoje zdjęcie, dyplomy, wyróżnienia, listy z podziękowaniami itp.)

Od dziś świętuj swoje sukcesy. Urządzaj przyjęcia z okazji realizacji własnych celów. Nie krępuj się, niech cały świat dowie się jakim człowiekiem sukcesu jesteś.

Pozdrawiam.

Sławomir Żbikowski

PS.

Powyższy tekst został przygotowany na podstawie książki Jacka Canfielda „Zasady Canfielda

PPS.

Jeżeli uważasz powyższy tekst za wartościowy, kliknij „Dodaj do Facebooka”

 

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • dyplom dla taty wypisany
  • klub małego tadzia
  • klub ludzi sukcesu im małego tadzia

Wypisz się z klubu „Czy to nie okropne…” i otocz się ludźmi sukcesu

Lipiec 6th, 2011

Dwudziesta piąta zasada Jack’a Canfielda brzmi następująco:

Wypisz się z klubu
„Czy to nie okropne…”
i otocz się ludźmi sukcesu

 

„Jesteś średnią pięciu osób, z którymi spędzasz czas.”

JIM ROHN

Przedstawione powyżej stwierdzenie Jimiego Rohna obrazuje tę zasadę w bardzo wysokim stopniu. Jeśli pragniesz osiągnąć sukces, powinieneś spędzać jak najwięcej czasu z ludźmi, którzy takie sukcesy odnieśli. Postaraj się odszukać takie osoby i poświęć jak najwięcej czasu na to, aby je obserwować i naśladować.

Być może zastanawiasz się w jaki sposób osoba przeciętna może zyskać przychylność takich osób. Otóż jest wiele sposobów. Możesz na przykład poszukać jakiegoś klubu, w którym spotykają się takie osoby (na przykład Klub Ludzi Sukcesu im. Małego Tadzia w Warszawie, do którego ja należę). Ludzi takich możesz spotkać na szkoleniach, na wykładach, czy seminariach. Możesz zapoznać ich angażując się w działalność charytatywną itp. Jest wiele sposobów na które wpadniesz jeśli tylko poświęcisz temu odrobinę czasu i postanowisz, że chcesz tego dokonać.

Słyszałem kiedyś takie porównanie. Otóż, kiedy umieścimy w misce żywe kraby, zawsze znajdzie się jakiś osobnik, który zaczyna się wspinać po ścianach niski. Jednak kiedy jest już prawie na krawędzi jakiś inny „życzliwy” krab chwyta go swoimi szczypcami i ściąga go w dół. Podobnie jest z ludźmi. Zdarzają się osoby, które swoim zachowaniem , swoimi uwagami, „ściągają Cię w dół”. Takich ludzi nazywa się „ludźmi toksycznymi”. To właśnie oni mówią Ci, że to co zamierzasz zrobić „jest dla Ciebie za trudne”, „jest ponad Twoje siły”, „tego się nie da zrobić” itd. itp. Jeśli to możliwe unikaj takich osób. Trzymaj się od nich z daleka. Zrób listę swoich znajomych i sprawdź, którzy z nich zaliczają się do tych toksycznych? Spróbuj ograniczyć kontakty z tymi osobami. W zamian spotykaj się częściej z tymi, którzy osiągają sukcesy, pozytywnie patrzą w przyszłość i wspierają Twoje inicjatywy dobrym słowem i wiarą, iż sobie poradzisz.

 

Życzę wielu sukcesów. Ja w Ciebie wierzę.

Sławomir Żbikowski

 

PS.

Powyższy tekst został przygotowany na podstawie książki Jacka Canfielda „Zasady Canfielda

PPS.

Jeżeli uważasz powyższy tekst za wartościowy, kliknij „Dodaj do Facebooka”

 

 

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • wypisz się

Praktykuj zasadę pięciu

Czerwiec 22nd, 2011

Dwudziestą trzecią z zasad Jacka Canfielda jest:

Praktykuj zasadę pięciu

 

Zasada ta mówi o tym, aby każdego dnia zrobić pięć maleńkich kroków przybliżających Cię do Twojego upragnionego celu. Pięć maleńkich kroków, a efekt może okazać się piorunujący.

Jack Canfield pisze o człowieku, którego, życiowym mottem jest stwierdzenie, że jeśli codziennie będziesz wykonywał zaledwie pięć cięć ostrą siekierą, to bez względu na to jak potężne drzewo zamierzasz powalić, na pewno Ci się uda. Coś w tym jest, prawda?

Jeśli prze następne dwadzieścia lat pisałbyś pięć stron dziennie, napisałbyś ponad 36000 stron, co daje 120 książek po 300 stron każda. Niezły wynik, co? Nie ma więc na co czekać. Już dziś zacznij wdrażać w życie i stosować zasadę pięciu.

 

Życzę wytrwałości i wielu sukcesów

Sławomir Żbikowski

 

PS.

Powyższy tekst został przygotowany na podstawie książki Jacka Canfielda „Zasady Canfielda

PPS.

Jeżeli uważasz powyższy tekst za wartościowy, kliknij „Dodaj do Facebooka”

 

Frazy wyszukiwarek użyte do odnalezienia tej strony:

  • celem powyzszego tekstu jest
  • mapa myśli cele
  • mapa mysli przemoc w rodzinie
Spolszczenie: Bartłomiej Adamowicz | Dobrytata.waw.pl oparty na Wordpress