Jeżyk Robert i jego problem (bajka terapeutyczna).
7 stycznia 2011
Realna rzeczywistość
10 stycznia 2011
Pokaż wszystkie

Wypracowanie Tomy’ego

Szary sweter zwisał smętnie z pustej ławki Tommy’ego, przypominając, że jego nieszczęśliwy właściciel, dopiero co opuścił salę klasy trzeciej. Już wkrótce rodzice Tommy’ego, od niedawna żyjący w separacji, mieli się pojawić w sprawie słabych wyników w nauce i nagannego zachowania ich syna. Żadne z rodziców nie wiedziało, że to drugie również zostało wezwane.

Jednak Tommy zawsze był radosnym, chętnym do współpracy i doskonałym uczniem. W jaki sposób miałam przekonać jego rodziców, że fatalne stopnie, jakie ostatnio otrzymywał, były reakcją złamanego serca dziecka na separację i zbliżający się rozwód rodziców, których uwielbiało?

Matka Tommy’ego weszła do klasy i zajęła jedno z krzeseł, które postawiłam w pobliżu biurka. Wkrótce pojawił się ojciec. Doskonale! Przynajmniej na tyle przejmowali się dzieckiem, by szybko zareagować na moje wezwanie. Wymienili zdziwione i pełne irytacji spojrzenia, po czym zaczęli się demonstracyjnie ignorować. `

W miarę jak relacjonowałam szczegóły dotyczące pracy i zachowania Tommy’ego, modliłam się o właściwe słowa, które pomogłyby mi połączyć tych dwoje i pomóc im zdać sobie sprawę z tego, co robią swojemu synowi. Niestety jednak słowa nie przychodziły. Może pokazać im jedno z pokreślonych, niedbale napisanych wypracowań syna?

Wyszukałam pogniecioną i poplamioną łzami kartkę papieru, wepchniętą pod ławkę – wypracowanie z angielskiego. Była zapisana z obydwu stron, ale nie zadanym tematem, lecz jednym i tym samym zdaniem powtarzanym wiele razy.

W milczeniu wyprostowałam kartkę i podałam ją matce Tommy’ego. Przeczytała ją, po czym bez słowa podała mężowi. Ten początkowo wzruszył ramionami, potem wyraz jego twarzy złagodniał. Zdawało się, że wpatruje się w nabazgrane na niej słowa przez całą wieczność.

W końcu starannie złożył papier, schował do kieszeni i ujął wyciągniętą rękę żony. Kobieta otarła łzy i uśmiechnęła się do niego. Moje oczy także zaczęły błyszczeć trochę za bardzo, jednak żadne z nich tego nie zauważyło. Mężczyzna podał żonie płaszcz i razem opuścili klasę.

Na swój własny sposób Bóg podsunął mi słowa, które pomogły na powrót złączyć tę rodzinę. Pan powiódł mnie w kierunku żółtej kartki papieru pokrytej słowami płynącymi prosto z cierpiącego serca małego chłopca: „Kochana Mamo… Kochany Tato… Kocham was… Kocham was… Kocham was”.

Jane Lindstrom

Tekst pochodzi z książki Jacka Canfielda „Blsam dla duszy 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udostępnienia Dla Niedowidzących