Braciszek czy siostrzyczka?

Cześć dzieciaki. Słoń Trąbal-Bombal jak zwykle zwarty i gotowy, aby opowiedzieć wam coś niezwykłego. No dobrze, trochę przesadzam. Dziś będzie o całkiem zwyczajnych sprawach, o ile wasza mama jest właśnie w ciąży.

Wczoraj była sobota. Wielkie sprzątanie w domu. Z Irminą-Słoniną wysprzątaliśmy swoje pokoje, a ja, ponieważ jestem starszy, musiałem dodatkowo sprzątnąć łazienkę. Ale potem mięliśmy mnóstwo czasu dla siebie. Lubię sobotnie popołudnia, ponieważ mogę spędzać czas ze swoim kumplem Rysiem-Gumisiem. Jednak tym razem nic z tego nie wyszło. Już miałem wyjść z domu, gdy usłyszałem głos mamy:

– Dzieci, mam dla was zadanie specjalne!

„No nie!” – pomyślałem czując narastającą we mnie wściekłość. – „Jak ja nie znoszę zadań specjalnych! Na pewno chodzi o cerowanie skarpetek, albo rysowanie laurki dla którejś z ciotek!”

Ze zwieszoną do ziemi trąbą wróciłem do salonu tupiąc głośno nogami. Irmina-Słonina też wyglądała jakby szła na rozstrzelanie. Ona również miała ochotę spotkać się z koleżankami. A teraz obydwoje czekaliśmy na wyrok. Mama razem z tatą przyglądali nam się uważnie uśmiechając jakoś dziwnie. Milczeli dosyć długo. Nawet zacząłem się zastanawiać, czy nie knują czegoś podejrzanego, gdy nagle tata spojrzawszy na mamę i mrugnąwszy do niej okiem, zwrócił się do nas tymi słowami:

– Postanowiliśmy z mamą, że to wy wybierzecie imiona dla naszego małego słoniątka. Musicie wybrać jedno imię dla chłopca, na wypadek, gdyby urodził się wam braciszek i jedno dla dziewczynki, gdyby na świat przyszła wasza siostrzyczka.

To mnie naprawdę zaskoczyło. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Spojrzałem na Irminę, a ona wyglądała na jeszcze bardziej zaskoczoną niż ja.

– Naprawdę możemy wybrać imię dla słoniątka? – zapytałem nieśmiało.

– Oczywiście. – odpowiedziała mama.

– I zgodzicie się na każde imię które wybierzemy? – zapytałam niedowierzając.

– No jasne. – Odparł tata. – O ile wybierzecie je wspólnie i obydwoje się na nie zgodzicie.

– A jeśli wybierzemy na przykład Kunegunda, to też je zaakceptujecie? – zapytałem uśmiechając się do Irminy.

– Jasne, że tak. – odpowiedziała mama, również się uśmiechając. – Mam jednak nadzieje, że pomyślicie o naszym słoniątku i nie wybierzecie mu imienia, z którego wszyscy będą się wyśmiewali.

– No pewnie, że pomyślimy! – odpowiedziałem zacierając ręce z uciechy.

– To chodźmy do jadalni. – Zwróciłem się do siostry. – Musimy coś wspólnie uzgodnić.

Miałem nadzieję, że dobór odpowiednich imion, zajmie nam najwyżej kwadrans. Nie zdawałem sobie sprawy, jak trudno będzie się nam dogadać.

– Najpierw imię dla chłopca! – oświadczyłem przejmując dowodzenie.

– A dlaczego nie dla dziewczynki? – zapytała oburzona Irmina.

– Bo przecież wiadomo, że urodzi się nam braciszek, a nie kolejna siostra. – odpowiedziałem z przekonaniem.

– A ja uważam, że to będzie dziewczynka. – Odpowiedziała z przekąsem. – Będziemy się razem bawiły moimi lalkami, gotowały obiady na mojej zabawkowej kuchence, a jak będzie płakała to będę jej czytała swoją książeczkę „O dziewięciu księżniczkach.”

– A wcale, że nie! – krzyknąłem. – To będzie chłopak i tyle! Przecież moje zabawki są znacznie ciekawsze niż lalki i kuchenki. A książki o piratach bardziej ekscytujące niż jakieś nudy o księżniczkach.

– To wcale nie są żadne nudy! – oburzyła się Irmina. – Zapytaj mamy. Ona też ci powie, że księżniczki są ciekawsze niż jacyś tam piraci.

No i się zaczęło. Jakąś godzinę później w końcu się poddałem. Musiałem jej ustąpić. Zgodziłem się abyśmy zaczęli od imienia dla dziewczynki. Pomysłów było tyle co nie miara. Mnie podobała się Klara, ale Irmina twierdziła, że ma już koleżankę Klarę, która ciągle zjada baby z trąby i obgryza kopytka, i że ona nie chce siostry, która robiłaby takie rzeczy. Nie bardzo rozumiem, o co jej w ogóle chodzi. Przecież obgryzanie kopyt to nic strasznego.

Potem ona wymyśliła, że nasza siostra powinna mieć na imię Różyczka. „A może tulipanek, albo krokusik!” – pomyślałem zgłaszając swój kategoryczny sprzeciw.

– To takie piękne imię. – upierała się Irmina.

– Tak, dla kwiatka, ale nie dla słonicy! – próbowałem ją przekonywać. – Wyobraź sobie jak zareagują zwierzęta w szkole, gdy pani przedstawi im Różyczkę, a w drzwiach ledwo się zmieści kilkutonowy słoń.

W końcu udało mi się ją przekonać. Potem było jeszcze wiele pomysłów, takich jak: Kleopatra, Rzeżucha, Kudłasia, Mikroflora. Ostatecznie, po blisko dwóch godzinach uzgodniliśmy wspólnie, że jeśli będziemy mieli siostrę to nazwiemy ją Marysia.

Potem zrobiliśmy sobie przerwę, aby coś zjeść i odpocząć przed kolejnym etapem. O dziwo z imieniem dla chłopca poszło znacznie szybciej. Oczywiście były pomysły typu: Alosza, Korniszon, czy Kalafior. Irmina, dość długo upierała się, aby miał na imię Karol, jak chłopak, w którym się podkochiwała, a mnie najbardziej pasował Rysio, jak mój najlepszy kumpel. Jednak już po pół godzinie doszliśmy do porozumienia i wybraliśmy imię Michał.

Chwilę później dumni i zadowoleni z siebie udaliśmy się do rodziców, aby przekazać im co ustaliliśmy. Rodzicom podobały się imiona, które wybraliśmy. Mama pochwaliła nas mówiąc:

– Wykonaliście kawał dobrej roboty.

– A co najdziwniejsze, potrafiliście się wspólnie dogadać! – Dodał tata. – Jestem z was naprawdę dumny.

I wiecie co? Spędziłem z Irminą-Słoniną prawie pół dnia. Czasem mieliśmy odmienne zdanie, czasem mnie wkurzał jej upór, ale w końcu osiągnęliśmy zamierzony cel. A to oznacza, że nawet z siostrą idzie się w końcu dogadać. Zwłaszcza jeśli obydwojgu nam na czymś zależy.

A teraz, życzę wam kolorowych snów i jak to się mówi? – Niech karaluchy, zeżrą wam poduchy! Albo coś takiego.

Pa-pa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *